Zanzibar – ląd czarnych ludzi cz. I

Zanzibar to wyspa na Oceanie Indyjskim. W 1964 r. wraz z wyspami Pembą i Mafią, stał się autonomiczną częścią Tanzanii (przedtem Tanganika). Ma swój rząd i parlament, ale obowiązuje tu również część przepisów tanzańskich. Kiedyś Zanzibar był miejscem bardzo cennym, bo tu zbierano przyprawy, które były na wagę złota, a także znajdowało się tu jedno z centrów handlu niewolnikami. Zyski czerpali jednak nie ludzie miejscowi, ale Arabowie, Hindusi, Niemcy i Anglicy.

Poznawanie Zanzibaru zaczynamy od stolicy wyspy, czyli od Kamiennego Miasta – Stone Town. Nazwa pochodzi od budowanych tam domów z koralowca. W labiryncie wąskich uliczek można się zagubić.

Charakterystyczne w mieście są piękne, rzeźbione drzwi. To wpływy hinduskie. Na drzwiach często występują wystające, wielkie kolce. W Indiach były uzasadnione, gdyby ktoś chciał je staranować na słoniu. Na Zanzibarze słoni nie ma, ale kolce pozostały.

Jest tu także dom, w którym mieszkał w dzieciństwie Freddie Mercury z zespołu Queen. Co prawda trwają spory, czy to na pewno ten właśnie dom, ale na pewno tu mieści się muzeum pamiątek po Freddie’m.

W takich dwóch niewielkich celach przetrzymywano niewolników, zanim wystawiono ich na miejskim placu na sprzedaż. Niewątpliwie warunki były bardzo ciężkie, ale przewodnicy dodają od siebie dodatkowe informacje służące zwiększeniu dramaturgii. My dowiedzieliśmy się, że w każdej z takich cel przetrzymywano po 100 osób, a już innym turystom inny przewodnik mówił, że w celi przebywało 40 mężczyzn lub 75 kobiet i dzieci.

Na placu, gdzie odbywał się handel niewolnikami, dziś znajduje się katedra anglikańska. Niewolnictwo zostało tu faktycznie zniesione dopiero w 1897 r. Niewolnikom postawiono przejmujący pomnik.

A teraz pora na miejscowy, bardzo kolorowy targ. Można tu kupić wszystko: ubrania, warzywa, owoce, mięso i ryby.

Nam najbardziej smakują ananasy. Są pyszne, soczyste i czuć w nich słońce.

Kupuję też czerwone banany, bo takich jeszcze nie jedliśmy. Jakie są? Bardzo … bananowe. Szczerze mówiąc różnią się od żółtych tylko kolorem skórki. A zawinięte w gazetkę, bo Zanzibar walczy teraz z torebkami foliowymi i wszystko kupuje się w papierze.

Na targu rybnym różne morskie stworzenia. Ta ryba nie zmieściła mi się w obiektywie.

Wpis z 03.01.2016 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *