Zanzibar – ląd czarnych ludzi cz. II

A teraz dalsza część wycieczki.

 

 

 

 

Po wycieczce do gorącego miasta, czas na odpoczynek. Bardzo trudno w tym gorącym i wilgotnym klimacie wytrzymać w rozgrzanych murach miasta. Wilgotność dochodzi do 100% – trzeba uważać, żeby się w tym powietrzu nie utopić.

Blisko pełni księżyca – przypływy i odpływy Oceanu stają się coraz potężniejsze.

Ocean Indyjski ma temperaturę 27º C. Wchodzi się jak do wanny. Trzeba jednak mieć buty, bo rafy potrafią mocno pokaleczyć nogi. Poza tym jest wśród nich dużo jeżowców.

 

 

Wejście na jeżowca jest bardzo bolesne, a rany po kolcach potrafią dokuczać przez wiele miesięcy. Miejscowi przykładają w takich przypadkach owoc papai. Podobno trzeba ją przyłożyć na całą noc, a następnego dnia rana daje się łatwo oczyścić. Z tego, co kiedyś słyszałam, papaja powinna być jeszcze zielona.

 

 

W Oceanie Indyjskim są wspaniałe rafy i dużo pięknych rybek. Większość z nich widziałam już w Morzu Czerwonym.

 

 

Zwierzę, które występuje tylko na Zanzibarze, to gereza trójbarwna. Żeby ją zobaczyć, trzeba pojechać do Jozani Forest. Niedaleko można też obejrzeć całe lasy mangrowców (namorzyny rosnące w słonej wodzie).

 

 

Warto popłynąć na Prison Island, żeby obejrzeć żółwie olbrzymie. Żółwie mają wymalowany swój wiek na pancerzu. Podobno co roku napis jest zmywany i wpisuje się nowy. Żółwie nie pochodzą stąd tylko z Sumatry. Zostały sprowadzone na rozkaz sułtana.

 

 

Dwa żwawe 18-latki już w progu witały turystów. Nie to, żeby szczególnie się cieszyły z obecności ludzi, ale bardzo lubią dostawać szpinak i te chciały być poczęstowane jako pierwsze.

Obsługa dostarczała gałązki szpinaku, a my mogliśmy nim karmić żółwie, żeby nam pozowały do zdjęć. Starsze, np. stateczny 132-latek, nie były już takie wyrywne, ale z młodszych czasem wychodziła ich gadzia natura. Niejednokrotnie wyrywały sobie, posykując, zieloną gałązkę.

 

 

Po spożyciu szpinaku, niektórym żółwiom wzrosło libido. Jeden z nich, nie czekając na odejście gości, władował się, porykując na żółwicę. Gdy odchodziliśmy, usłyszeliśmy zza drzew podobne porykiwania – to był chyba następny kawaler. Szpinak zadziałał jak viagra!

 

 

Z innych ciekawych zwierzątek, które widziałam, był jakiś duży jaszczur kręcący się nieopodal naszej chaty.

 

Ślimak mieszkający na ścianie.

 

 

Krab mieszkający w dużej muszli jakiegoś morskiego ślimaka. Widziałam takie kraby w różnych muszlach na plaży w Kenii. Nie wiem, czy wygryzł właściciela, czy zajął pustostan.

 

 

 

A tu maleńki gekonek-bezogonek liżący pestkę mandarynki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wpis z 03.01.2016 r.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *