Archiwum kategorii: Ciasta, ciastka

Sernik jagodowy

Bardzo lubię desery z jagodami – jagodzianki, ciasta jagodowe, lody jagodowe, pierogi z jagodami, a ponieważ była okazja, to zrobiłam sernik jagodowy. Przepis znalazłam na blogu krytykakulinarna.com i oczywiście troszkę go zmieniłam

Sernik jagodowy

Składniki na spód:

150 g ciastek digestive, np. z tego przepisu: http://dorodnepomidory.com/2017/12/09/wiosna-i-ciastka-digestive/

100 g masła

Składniki masy jagodowo-serowej:

600 ml śmietanki 30% (+ ewentualnie trochę śmietanki do dekoracji)

600 ml serka homogenizowanego

500 g jagód (mogą być mrożone)

1 biała czekolada

5 łyżek cukru

6 łyżeczek żelatyny

trochę masła do wysmarowania tortownicy

Tortownicę o średnicy 24 cm wysmarować masłem. Ciastka digestive pokruszyć, wymieszać z roztopionym masłem, wyłożyć na spód blaszki i wyrównać. Wstawić do lodówki na 20 minut.

400 ml śmietanki podgrzać w garnuszku z grubym dnem. Gdy zacznie wrzeć, zdjąć z ognia.

Czekoladę połamać, wrzucić do gorącej śmietanki i mieszać, aż czekolada się rozpuści. Ostudzić.

W drugim garnuszku podsmażyć jagody z cukrem tak długo, aż puszczą sok, czyli kilka minut. Zdjąć z ognia i gorące dokładnie zblendować wraz z żelatyną. Ostudzić.

Serki homogenizowane zmiksować na puch, dolewając pozostałe 200 ml śmietanki, a następnie dodać śmietankę z rozpuszczoną czekoladą oraz jagody. Masę wylać na przygotowany spód ciasteczkowy i wstawić do lodówki na co najmniej 5 godzin, a najlepiej na całą noc.

Następnego dnia można dowolnie udekorować sernik. Ja ozdobiłam go bitą śmietanką (pod koniec ubijania dodałam trochę cukru pudru) i garścią jagód, które zostawiłam do dekoracji.

Tort bezowy z kremem kawowym i daktylami

Trwa karnawał, więc proponuję coś słodkiego. Bardzo. Beza jest słodziutka, krem i dodatki pyszne. Przepis z White Plate, ale troszkę zmieniony. Uważam, że ten tort jest wyjątkowo pyszny.

Tort bezowy z kremem kawowym i daktylami

Beza:

5 białek w temperaturze pokojowej

220 g cukru drobnego

1 łyżka kakao

1 łyżeczka octu jabłkowego lub winnego

1 łyżeczka mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej

50 g daktyli, drobno posiekanych

50 g orzechów włoskich, drobno posiekanych.

Krem:

150 g masła

100 g cukru pudru

2-3 łyżki alkoholu (amaretto, rumu lub spirytusu)

1 czubata łyżka kawy rozpuszczalnej rozpuszczona w 2 łyżkach wrzącej wody lub 3 łyżki b. mocnego espresso

Do przybrania: posiekane daktyle i orzechy włoskie

Białka ubić na sztywno i powoli, stopniowo dodawać cukier, miksując. Następnie dodać mąkę, kakao i ocet. Na końcu delikatnie, ale dokładnie wmieszać bakalie.

Na papierze do pieczenia odrysować okręgi o średnicy ok. 23 cm i szpatułką albo szprycą cukierniczą przełożyć masę bezową na dwa papiery.

Piekarnik nagrzać do temp. 180 st. C. Wstawić bezę, piec 5 minut, a następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C i piec kolejne 40 minut. Beza powinna być chrupka i delikatnie popękać. Czas pieczenia może się różnić w zależności od piekarnika, ale beza nie powinna być za bardzo przyrumieniona.

Po upieczeniu bezy powinny dokładnie wystygnąć.

Przygotowanie kremu:

Masło pokroić na kawałki i utrzeć z cukrem do białości i, wciąż miksując, dodać kawę oraz rum.

Pierwszy krążek bezowy położyć na talerzu odwrotnie niż się piekł, posmarować kremem i przykryć drugim krążkiem. Posmarować resztą kremu i udekorować bakaliami.

Pączki francuskie

Mmm, moje ulubione pączki. Kiedyś je kupowałam na mieście, aż nauczyłam się robić sama i teraz też zrobiłam z okazji karnawału.

Pączki francuskie

200 g mąki

100 g masła

3 duże lub 4 małe jajka

szczypta soli

olej do smażenia

Lukier:

150 g cukru pudru

1 łyżka soku z cytryny

2 łyżki gorącej wody

Zagotować w rondlu 1 szklankę wody, dodać masło i szczyptę soli, a gdy masło się rozpuści, zmniejszyć ogień i dodać mąkę. Mieszać ciasto łyżką, aż zacznie odstawać od ścianek rondla. Pozostawić do ostudzenia, a następnie wbijać kolejno jajka i miksować.

Ciasto do pieczenia pokroić na kwadraty i wyciskać na nie oponki o średnicy ok. 7 cm ze szprycy cukierniczej z odpowiednią końcówką.

Rondel z olejem rozgrzać na średnim ogniu i wrzucać papiery z pączkami, aż każdy pączek opuści papierek i wypłynie na powierzchnię tłuszczu. Dosmażyć je do złotego koloru z obu stron. Wykładać na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu.

Do cukru pudru dodać 2 łyżki wrzątku i sok cytrynowy i wymieszać. Nakładać lukier na pączki pędzlem silikonowym.

Tort mleczno-kawowy

Jeszcze jeden deser na tę porę roku – pyszny biszkopt z cudownym kremem. Nadaje się na różne okazje, także na Święta lub karnawał. Tort można posypać startą gorzką czekoladą, ale ja nie posypałam.

Przepis pochodzi z bloga MniamMniam.pl

Tort mleczno-kawowy

Składniki na biszkopt:

1 szkl. mąki krupczatki

1 szkl. cukru

6 jajek

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżka octu 10%

2 łyżki zimnej wody

Składniki kremu:

250 g masła

4 żółtka

1 szkl. cukru pudru

400 g waniliowego serka homogenizowanego

2 szkl. mleka w proszku

2 płaskie łyżeczki żelatyny rozpuszczone w 2/3 szkl. ciepłej wody

Do nasączenia:

1/2 l wody

4-5 łyżeczek kawy rozpuszczalnej

4-6 łyżeczek cukru

Włączyć piekarnik i nastawić temperaturę na 180 st. C.
Tortownicę o średnicy 24-26 cm wysmarować masłem i wysypać mąką krupczatką.

Żółtka oddzielić od białek. Żółtka wymieszać z proszkiem do pieczenia, octem oraz wodą i odstawić do wyrośnięcia (utworzy się gęsta piana). Białka przełożyć do większej miski, w której będzie robione ciasto. Ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodać cukier. Do ubitej piany dodać mąkę (nie przerywając ubijania), a następnie lekko wymieszać z żółtkami.

Do przygotowanej tortownicy przelać ciasto i piec przez 30-35 minut. Na wierzchu ciasta utworzy się skorupka z piany, a ciasto pod koniec pieczenia lekko się skurczy. Po wyjęciu można ściąć skórkę, by wierzch był bardziej równy.

Przygotować kawę: 4-5 łyżeczek kawy rozpuszczalnej rozpuścić w 1/2 l gorącej wody, dodać cukier i wymieszać.

Przygotowanie kremu. Przez dodatek mleka w proszku i żelatyny krem bardzo szybko tężeje, więc etap składania ciasta w jedną całość musi iść bardzo sprawnie. Zacząć od rozpuszczenia żelatyny w letniej wodzie, a następnie zmiksować masło, żółtka i cukier na puszystą masę. Do tego dodać serki, mleko w proszku i rozpuszczoną żelatynę.

Biszkopt przekroić na dwa krążki. Założyć obręcz od tortownicy. Ułożyć pierwszy placek, na to połowę kremu (placek jest trochę mniejszy niż średnica tortownicy, więc krem ładnie wypełni boki). Ważne jest, żeby warstwa kremu była szczelna, by kawa, którą będziemy nasączać górny krążek ciasta nie przesiąkła do dolnej warstwy. Na kremie ułożyć drugi placek i nasączyć bardzo dokładnie kawą. Na to ułożyć drugą warstwę kremu (można posypać startą gorzką czekoladą).

Tort wystarczy odstawić w chłodne miejsce, nie wymaga niskich temperatur lodówki. Trzeba jedynie przykryć go, żeby nie wysychał. Najlepszy jest na 2-3 dzień, więc można go spokojnie przygotować wcześniej.

Kutia z łamańcami

Wszystko, co znajduje się na wigilijnym stole jest symboliczne i ma zapewnić zdrowie i obfitość.

Choinka to symbol rajskiego drzewa.

Jemioła powinna być zawieszona nad drzwiami wejściowymi lub nad stołem oraz nad kuchnią. Ma wielką moc i będzie chronić domowników przez cały rok przed wszelkim nieszczęściem. Powinno się ją ususzyć i przechować do następnego Bożego Narodzenia. Następnie starą spalić i przynieść nową.

Sianko, układane pod obrusem, przypomina o dzieciątku ułożonym po urodzeniu na sianie.

Dań powinno być 12 (liczba apostołów i miesięcy w roku), ale kiedyś uważano, że 11, bo liczba nieparzysta przynosi szczęście.

Ryby są symbolem chrześcijaństwa, przypominają o znaczeniu chrztu oraz nieśmiertelności ludzkiej duszy.

Fasola lub soczewica oznaczają płodność i urodzaj oraz mają moc przyciągania bogactwa. Soczewica ma nawet kształt monet.

Buraki mają zapewnić zdrowie, urodę i osiągnięcie sędziwego wieku.

Kapusta oznacza odrodzenie życiodajnej mocy, a kapusta z grochem ma zapewnić ochronę przed chorobami.

Grzyby to szczęście i dostatek.

Gruszki to długowieczność, a jabłka zdrowie, zwłaszcza gardła.

Orzechy mają dać obfitość, siłę i zdrowe zęby. Orzech pełny to dobra wróżba na cały rok, pusty i sczerniały – zła.

Ziarna zbóż (również mąka) zapewni zdrowie, płodność i dostatek. Symbolizują nieśmiertelność.

Miód – wszystko, co najlepsze: miłość, szczęście i bogactwo.

Mak – spokojny sen, odrodzenie i łączność z przodkami, którzy odeszli.

W tym roku po raz pierwszy zrobiłam kutię. U mnie w domu się nie robiło tej wschodniej potrawy, ale chciałam spróbować. Zrobiłam ją z białym makiem, bo taki miałam, a ponieważ sporo jej wyszło, to do części dodałam kakao i wyszła czekoladowa.

Kutia

250 g obłuskanej pszenicy

150 g migdałów bez skórki

100 g orzechów włoskich

250 g maku

100 g cukru

25 g masła

150 ml miodu

Pszenicę namoczyć na noc albo chociaż na 6 godzin, a następnie ugotować w dużej ilości wody. Odcedzić.

Mak opłukać, zalać wrzątkiem i gotować na małym ogniu 15 minut. Osączyć na sitku (najlepiej zostawić na ok. 1 godzinę) i zmielić 3 razy w maszynce do mięsa. W garnku z grubym dnem rozgrzać masło, dodać cukier oraz zmielony mak i smażyć, mieszając ok. 15 minut.

Migdały i orzechy grubo posiekać.

Miód rozgrzać, wymieszać z makiem, pszenicą, migdałami i orzechami. Wstawić do lodówki na noc. Przed podaniem udekorować migdałami.

Podawać z łamańcami.

Łamańce (przepis z 1871 r.)

ze strony przepisytradycyjne.pl

50 g cukru pudru

80 g masła

150 g mąki pszennej typ 450

Mąkę, cukier puder i miękkie masło umieścić w misce. Zagnieść rękami, aż utworzy się jednolita kulka. Ciasto owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na ok. 20 minut.

Ciasto rozwałkować i wyciąć trójkąty (widziałam kiedyś takie w Podlaskim). Kruche ciasteczka piec w temp. 160 stopni przez ok. 15 minut. Przed podaniem można ciasteczka wetknąć w masę makową lub kutię.

Rogale marcińskie

Zwyczaj składania bogom ofiary z wołów lub ciasta w kształcie wolich rogów sięga czasów pogańskich, ale później 11.11 stał się dniem św. Marcina i kształt rogów zaczęto kojarzyć z kształtem podkowy konia św. Marcina. W tym dniu w Poznaniu pieczone są rogale świętomarcińskie i ja też postanowiłam upiec takie rogale. Zdobyłam biały mak i znalazłam przepis na blogu MniamMniam.pl. Przygotowanie wymaga sporo pracy, ale rogale wyszły świetnie i mogę polecić przepis.

 

Rogale marcińskie

 

Składniki

Ciasto:

1 szklanka ciepłego mleka

1 łyżka suchych drożdży

1 jajko

1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

3 i 1/2 szklanki mąki

3 łyżki cukru

szczypta soli

225 g miękkiego masła (z tego 2 łyżki do ciasta)

 

Nadzienie:

30 dag białego maku

10 dag marcepanu

3/4 szklanki cukru pudru

10 dag orzechów włoskich

10 dag zblanszowanych migdałów

1-2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej

2-3 łyżki gęstej śmietany

3 podłużne biszkopty, pokruszone na okruszki

 

Do posmarowania:

1 jajko rozbełtane z 2 łyżkami mleka

 

Lukier:

1 szklanka cukru pudru (mnie wystarczyło 3/4 szklanki)

2-3 łyżki mleka (proponuję dodawać stopniowo, aby nie było za dużo)

 

Do posypania:

posiekane migdały

 

Przygotowanie ciasta

Suche drożdże wsypać do mleka, zostawić na kilka minut, aby się rozpuściły i dobrze wymieszać. Dodać jajko, ekstrakt z wanilii i wszystko wymieszać.

Mąkę, cukier i sól wymieszać razem w dużej misce, dodać lekko miękkie masło (2 łyżki) i rozetrzeć palcami razem z mąką.

Dodać rozczyn mieszając łyżką, przełożyć ciasto na blat i lekko krótko wyrobić, tylko do momentu gdy ciasto stanie się gładkie. Nie wyrabiać zbyt długo – to ciasto powinno pozostać lekko lepiące i chłodne. Uformować je w prostokąt, ułożyć na oprószonej mąką blaszce, przykryć folią i schłodzić w lodówce ok. 1 godziny.

Schłodzone ciasto przełożyć na stolnicę i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30×15 cm tak, aby krótsze strony stanowiły górę i dół. Całą ilość masła podaną w przepisie rozsmarować równomiernie na cieście (zostawić 1/2 cm margines dookoła). Złożyć 1/3 ciasta od góry, następnie złożyć dolną część tak, aby przykryła to złożenie (tak jak się składa kartkę papieru). Dobrze skleić brzegi i delikatnie wywałkować w prostokąt 25×17 cm, używając jak najmniejszej ilości mąki (ja w ogóle nie podsypywałam mąką). Złożyć jak poprzednio i schłodzić w lodówce przez 45 minut.

Powtórzyć proces wałkowania i składania 3 razy, chłodząc ciasto między wałkowaniami przez 30 minut.

Po ostatnim wałkowaniu i złożeniu, ciasto dobrze zawinąć i włożyć do lodówki na co najmniej 5 godzin, a najlepiej na całą noc.

 

Przygotowanie nadzienia

Mak i orzechy sparzyć gorącą wodą. Po 15 minutach odcedzić i osączyć. Zmielić dwukrotnie w maszynce, razem z migdałami. Masę marcepanową rozetrzeć mikserem z cukrem pudrem, dodać zmielony mak z bakaliami, okruszki biszkoptowe i posiekaną skórkę pomarańczową. Dobrze wymieszać, dodać śmietanę, ale tylko tyle, by uzyskać dość zwartą, ale plastyczną masę. Masa nie powinna być zbyt płynna ani zbyt twarda. Jej konsystencję reguluje się dodając stopniowo śmietanę.

 

Ciasto wyjąć z lodówki na ok. 20 minut przed planowanym robieniem rogali. Rozwałkować je na prostokąt o wymiarach ok. 65×34 cm i przeciąć wzdłuż długiego brzegu na 2 części. Każdy powstały w ten sposób pasek pokroić na 6 kwadratów, a kwadraty na trójkąty. Rozsmarować nadzienie, zostawiając mały margines na wszystkich bokach trójkąta. Zwijać rogaliki zaczynając od najszerszego boku, w kierunku wierzchołka. Ułożyć na blaszce wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem do pieczenia i pozostawić do wyrośnięcia na ok. 1,5 godziny lub do podwojenia objętości pod folią.

Rozgrzać piekarnik do 180º C. Wyrośnięte rogale posmarować jajkiem roztrzepanym z mlekiem i piec ok. 20 minut, aż się ładnie zezłocą. Wyjąć na kratkę i jeszcze ciepłe polać lukrem, posypać orzeszkami lub posiekanymi migdałami.

 

 

 

 

 

 

 

 

Szarlotka z kruszonką

 

Nadeszła chłodna i wilgotna jesień. Nie cieszy mnie to, bo nie pasuje mi ten chłód i wilgoć. Nie lubię wstawać po ciemku i tego szybko nastającego mroku też nie. W tych okolicznościach trzeba sobie osłodzić życie, najlepiej jakimś jesiennym przysmakiem, a co może być przyjemniejszego od domowej szarlotki?

 

Szarlotka z kruszonką

 

2 kg jabłek

320 g mąki pszennej

230 g cukru

200 g zimnego masła

1 żółtko

1 łyżka cynamonu

 

Mąkę przesiać do miski, wrzucić masło i posiekać je na drobne kawałki. Dodać 100 g cukru oraz żółtko i szybko wyrobić ciasto. Uformować kulę, zawinąć ją w folię spożywczą i włożyć do lodówki.

Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne, pokroić owoce w kostkę i wrzucić do garnka. Dodać 130 g cukru i trochę wody. Zagotować, zmniejszyć ogień i dusić, mieszając, aż jabłka się rozpadną (w razie potrzeby dodać jeszcze trochę wody). Dodać łyżkę cynamonu, wymieszać i ostudzić.

Ciasto wyjąć z lodówki i część rozwałkować na placek (ok. 1/2 cm) i wylepić nim blaszkę 25 x 35 cm. Można też pociąć część ciasta na plastry i wylepić blaszkę palcami. Na ciasto wyłożyć jabłka, wyrównać powierzchnię, a na wierzch zetrzeć na tarce „w łezkę” pozostałe ciasto.

Włożyć do piekarnika nagrzanego do 170° C i piec, aż ciasto się trochę przyrumieni (ok. 60 minut).

 

 

 

 

 

Kvæfjordkake – pyszne ciasto norweskie

 

Ciasto zrobiłam już kilka razy, chociaż trochę mnie onieśmiela, że nie umiem wymówić jego nazwy. Mówię o nim po prostu „ciasto norweskie”.  Reklamowane jest jako najlepsze na świecie i  rzeczywiście jest pyszne, ale czy najlepsze na świecie? Znam wiele pysznych ciast i do tego przepisu też wracam, więc dla mnie jest jednym z tych lepszych. Przepis pochodzi z bloga I Adore Cinnamon.

W Norwegii nie byłam, ceny tam są zaporowe. Moi znajomi pojechali kiedyś do Norwegii na „saxy” i wrócili oczarowani. Widokami i … grzybami. Jadąc przez las zobaczyli prawdziwki, mnóstwo prawdziwków, nie zbieranych przez nikogo. W wielkim zachwycie wysiedli i nazbierali. Potem zobaczyli rydze, których wieki nie widzieli. W samochodzie nie było zbyt dużo miejsca, bo mieli przecież bagaże, ale oczywiście rydzom się nie oparli i mieli pyszną kolację. Tamtejszych ciast rzecz jasna nie próbowali, bo przybyszom z PRL nawet się nie śniło kupowanie ciasta za „twardą” walutę. Od czasu ich wyprawy Norwegia najmocniej kojarzy mi się z grzybami.

Okazuje się jednak, że wystarczy poczekać we własnym kraju na przepis z Norwegii. Ciasto wygląda efektownie, a jego zrobienie nie jest zbyt czasochłonne.

 

Norweskie ciasto Kvæfjordkake

 

Składniki na ciasto:

150 g miękkiego ciasta

150 g cukru

4 żółtka

150 g mąki pszennej luksusowej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

4 łyżki mleka

szczypta soli

 

Masło ubić z cukrem na puszystą i gładką masę. Następnie dodawać po jednym żółtku, miksując dobrze przed dodaniem kolejnego.

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i solą.

Do masy dodawać mąkę i mleko naprzemiennie, miksując tylko do połączenia składników.

Masę wyłożyć na blachę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia układając ją w kształt prostokąta ok. 20 X 30 cm (ja wzięłam większą blachę i wypełniłam nadmiar miejsca kartonowym pudełkiem).

 

Składniki bezy:

4 białka

200 g cukru

100 g migdałów w płatkach

 

Piekarnik nastawić na 180º C.

Białka ubić na sztywno. Powoli dodawać cukier, cały czas miksując.

Bezę wyłożyć na ciasto i posypać płatkami migdałowymi. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 30 minut. Odstawić do całkowitego ostudzenia.

 

Składniki masy budyniowej:

375 ml mleka

3 żółtka

1 jajko

75 g cukru

2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

25 g masła

30 g mąki kukurydzianej

125 ml śmietany kremówki

 

Do miski dodać żółtka, jajko, cukier, ekstrakt waniliowy oraz mąkę. Miksować do uzyskania gładkiej i puszystej masy.

Mleko doprowadzić prawie do zagotowania, zdjąć z ognia i bardzo powoli wlewać do masy, miksując na wolnych obrotach. Masę przelać ponownie do garnka i gotować na małym ogniu, stale mieszając, aż zgęstnieje. Dodać masło i energicznie wymieszać do rozpuszczenia. Całkowicie ostudzić w lodówce.

Kremówkę ubić na sztywno i wmieszać bardzo powoli do ostudzonego budyniu.

Ciasto przekroić na pół. Jedną połowę wysmarować kremem budyniowym i przykryć drugą połową. Wstawić do lodówki. Najlepsze jest następnego dnia.

 

 

 

Tort „Biały Napoleon”

 

Ten tort zrobiłam pierwszy i ostatni raz. Jest warstwowy, bardzo smaczny, ale strasznie pracochłonny. W dodatku zastępuje siłownię, bo wałkując kolejne placki czułam, że tworzą mi się bicepsy, a może nawet tricepsy. Niemniej jednak z powodu uroczystości kwietniowo-majowych trzeba było wypróbować nowy przepis. Tym razem pochodzący od Aleksandry.

Może ktoś będzie miał na tyle dużo czasu i motywacji, by spróbować. Tort trzeba przygotować dzień wcześniej, by ciasto zmiękło.

 

 

 

Tort „Biały Napoleon”

 

składniki masy:

450 g masy krówkowej/kajmaku (najlepiej firmy Gostyń)

2 jajka o temperaturze pokojowej

4 kopiaste łyżki mąki ziemniaczanej

500 g pełnego mleka

500 ml śmietany kremówki 36%

2 łyżki cukru pudru

 

składniki ciasta:

80 g miękkiego masła

2 jajka o temperaturze pokojowej

100 g cukru

300-350 g mleka

pół łyżeczki proszku do pieczenia

800-900 g mąki pszennej

 

Wykonanie masy.

Zmiksować jajka z mąką, aby nie było grudek.

Wlać do masy 1/4 szklanki mleka i wymieszać.

Pozostałe mleko zagrzać. Do ciepłego mleka wlać cienkim strumieniem masę jajeczną. Mieszać bardzo intensywnie, aby z jajek nie zrobiła się jajecznica. Gotować, mieszając, aż do zgęstnienia masy. Odstawić ją do lekkiego przestudzenia.

Do wciąż gorącej masy budyniowej dodać masę krówkową. Wymieszać i odstawić do całkowitego ostudzenia. Budyń można przygotować wieczorem i wstawić na noc do lodówki. Trzeba jednak przykryć miskę folią spożywczą tak, by nie dotykała wierzchu masy, bo inaczej utworzy się kożuch.

Gdy warstwy ciasta będą upieczone i zimne, ubić śmietankę, dodając przy końcu ubijania 2 łyżki cukru pudru.

Wymieszać śmietankę z zimną masą.

 

Wykonanie ciasta.

Utrzeć masło z cukrem na puszystą, kremową masę. Miksując na najniższych obrotach dodawać po jednym jajku, a potem mleko.

Przesiać do miski ok. 150 g mąki wymieszanej z proszkiem do pieczenia. Przesiać resztę mąki i dodawać po trochu, miksując. Gdy ciasto będzie zbyt gęste, by je miksować, przełożyć je na stolnicę i zagnieść z resztą mąki.

Podzielić ciasto na 4 części. Zawinąć je w folię spożywczą i wstawić na godzinę do lodówki.

Wyjąć jedną część ciasta z lodówki i podzielić ją na 4 równe części. Każdy z nich rozwałkować na osobnym kawałku papieru do pieczenia (ja to zrobiłam na blacie, a następnie przełożyłam na papier). Rozwałkować ciasto na placek o średnicy ok. 23 cm. Nakłuć placek w kilku miejscach widelcem.

Rozgrzać piekarnik do temp. 180º C. Każdy placek piec oddzielnie i na papierze, na którym był rozwałkowany. Na jeszcze gorący położyć talerzyk o średnicy 21 cm i wyciąć regularne kółko, odkrawając brzegi.

Odcięte brzegi pokruszyć na mniejsze części i będą potrzebne do dekoracji tortu.

Przygotować i upiec w ten sam sposób pozostałe 3 kawałki ciasta z lodówki.

Odstawić placki do całkowitego wystudzenia. Trzeba to robić ostrożnie gdyż są kruche.

Rozsmarować masę na warstwach ciasta (leciutko dociskać każdą z warstw), a także na jego bokach i wierzchu.

Boki ciasta udekorować przygotowanymi przedtem okruszkami.

Wstawić ciasto do lodówki na 8-12 godzin, aby placki zmiękły.

 

 

 

 

 

 

 

Lekki sernik truskawkowy

 

 

 

 

 

 

 

 

Już zaczęły się pojawiać nasze polskie truskawki. Nasze są smaczniejsze i mimo wszystko zawierają mniej chemii niż hiszpańskie czy greckie chociażby dlatego, że nie muszą przetrwać dalekiego transportu. Podobno nieuczciwi sprzedawcy zagranicznych truskawek oszukują truskawkożerców domagających się naszych truskawek i twierdzą, że mają właśnie takie. Podobno można rozpoznać te wrogie, zagraniczne owoce po kolorze, bo polskie truskawki są jaśniejsze, a tamte bardziej wpadają w bordo. Nie wiem, czy potrafię właściwie rozpoznać odpowiednie truskawki, ale wiem, że serniczek z wizaz.pl jest bardzo pyszny i radzę go zrobić.

 

Lekki sernik truskawkowy

 

500 g truskawek

2 szklanki jogurtu

3 łyżki cukru (wzięłam 6)

3 łyżki żelatyny

 

Na spód:

150 g herbatników – najlepiej ciasteczka digestive, np. z tego przepisu: http://dorodnepomidory.com/2017/12/09/wiosna-i-ciastka-digestive/

50 g orzechów włoskich lub laskowych

50 g masła

 

Wszystkie składniki na spód (ciastka, masło oraz zmielone orzechy) zmiksować.

Żelatynę rozpuścić w niewielkiej ilości gorącej wody (1/3 szklanki).

Truskawki, jogurt i cukier zmiksować blenderem, dodając stopniowo żelatynę. Wlać na spód i włożyć na noc do lodówki. Rano udekorować owocami.

 

 

 

 

 

Ciasteczka czekoladowe bez mąki

 

Bardzo dobre ciasteczka z bloga Apetycznie-Klasycznie, takie „na ząb” i można trochę sobie pozwolić, bo z migdałami i kakao, ale za to bez tłuszczu.

 

Ciasteczka czekoladowe

200 g tartych migdałów
125 g cukru (kokosowy lub trzcinowy)
30 g kakao
1/2 łyżeczki cynamonu (zrobiłam bez)
2 białka

Wymieszać wszystkie suche składniki, dodać białka i zmiksować w malakserze na jednolitą masę, błyszczącą i trochę lepką.

Piekarnik rozgrzać do 200° C, blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Dłońmi zwilżonymi wodą formować kulki wielkości małych orzechów włoskich, lekko je spłaszczać i układać na papierze do pieczenia.

Piec 10 minut, układać na talerzu i poczekać, aż ostygną (wówczas wierzch stwardnieje).

 

 

 

Pączki hiszpańskie (z ciasta parzonego)

 

Trudno jest kupić naprawdę dobre pączki. Pamiętam Tłuste Czwartki sprzed wielu lat. Przepyszne pączki można było „wystać” w bardzo długiej kolejce na warszawskiej Starówce przy ul. Piwnej. Pamiętam stanie w ogonku na mrozie. Gdy się tak długo stało, to już nie po to, by kupić 3 albo 5 pączków. Z każdym odstanym kwadransem narastało przekonanie,  że tych pączków powinno być więcej. A gdy już się weszło do cieplutkiej cukierni i stało wąchając oszałamiający zapach świeżo usmażonych pączków i skórki pomarańczowej, nabierało się mocnego przekonania, że pączków powinno być przynajmniej 10 – całe pudełko. A takich cudownych pączków jak w tamtej cukierni, nigdy już nigdzie nie udało mi się kupić. Tamte były jeszcze gorące, mięciutkie, oblane równiutko lukrem – można to powtórzyć chyba tylko w domu.

Pączki hiszpańskie pojawiły się na mieście dużo później i z miejsca je polubiłam, od pierwszego kęsa. Zrobiłam je teraz, bo zbliża się Tłusty Czwartek, ale ten przepis z bloga Pieguskowa Kuchnia testowałam już wcześniej i mogę polecić (tylko lukier zmieniłam). Pączki są pyszne, rosną jak na drożdżach i należy jedynie uważać, żeby nie przedawkować.

 

Pączki hiszpańskie

 

250 ml wody

100 g masła

200 g mąki tortowej

4 jajka

szczypta soli cukier waniliowy

olej do smażenia

 

Lukier Neli Rubinstein

 

1 łyżka rumu

1 łyżka wody

1 szklanka cukru pudru

1 łyżeczka soku z cytryny

 

Rum podgrzać z wodą i wlać do naczynia z cukrem. Dodać sok z cytryny i dobrze wymieszać. Masa powinna mieć taką konsystencję, aby można ją było łatwo rozsmarować. Jeżeli by była zbyt gęsta, trzeba dodać odrobinę gorącej wody.

 

W garnku zagotować wodę z masłem. Gdy zacznie wrzeć, wsypać mąkę z solą i energicznie mieszać do chwili, gdy ciasto stanie się jednolite i zacznie odstawać od ścianek garnka. Zestawić i ostudzić. Do chłodnego dodać cukier waniliowy, wbijać po jednym jajku i miksować do czasu, aż ciasto zrobi się jednolite.

Przygotować kwadraty z papieru do pieczenia (można posmarować je olejem). Ciasto przełożyć do szprycy i wyciskać na papier niewielkie kółka.

Na głęboki olej rozgrzany do temp. 180º C kłaść ostrożnie pączki papierem do góry i po chwili wyjmować papier. Pączki smażyć na średnim ogniu, aż się zarumienią (trzeba uważać, by się zbyt szybko nie rumieniły, bo będą za bardzo przyrumienione, a surowe w środku).

Pączki wykładać na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, a następnie posmarować lukrem (najlepiej za pomocą pędzla).

 

 

 

 

 

Sernik złota rosa

W tym tygodniu było pięknie – słonecznie i cieplutko. Teraz już trochę wieje, a jak ktoś dowcipny zauważył, najgorszy jest wiatr, bo jak jest wiatr to nawet gdy jest ciepło to jest zimno.

U mnie kolejny sernik. Miało być inne ciasto, ale gdy zobaczyłam ten sernik to już wiedziałam, że muszę go zrobić. Znalazłam go na blogu Wszystko Smaczne. Nie zawiódł naszych oczekiwań – jest tak dobry jak wygląda, a do tego bardzo ładny z tymi złotymi kroplami. W dodatku jego przygotowanie jest dosyć proste. Po wyjęciu z piekarnika nie było na serniku złotej rosy, co mnie zmartwiło, ale kropelki „rosy” pojawiły się po wystudzeniu ciasta.

Sernik złota rosa

Ciasto:

125 g masła

1/2 szklanki cukru

2 szklanki mąki pszennej

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

2 jajka

2 łyżeczki domowego cukru waniliowego lub cukru wanilinowego

Masa serowa:

1 kg sera mielonego z wiaderka

2 łyżeczki domowego cukru waniliowego lub cukru wanilinowego

1/2 szklanki cukru

2 jajka

4 żółtka

1/2 litra mleka

2 budynie waniliowe bez cukru

1/2 szklanki oleju

Pianka:

4 białka

1/2 szklanki cukru

Przygotowanie ciasta:

Mąkę połączyć z proszkiem do pieczenia i przesiać do miski.

Dodać cukier, cukier waniliowy, jajka, pokrojone w kosteczkę masło i zagnieść ciasto (ja włożyłam je na 1/2 godziny do lodówki).

Blaszkę  24 x 36 cm wylepić przygotowanym ciastem.

Masa serowa:

Ser mielony z wiaderka przełożyć do miski, dodać cukier, cukier waniliowy, 2 jajka, 4 żółtka i olej, dokładnie zmiksować.

Budynie waniliowe rozmieszać w 1/2 litra mleka, a następnie dodać do masy serowej.

Ponownie zmiksować – masa będzie bardzo rzadka, ale taka ma być.

Masę serową wylać na wyłożony spód ciasta i włożyć blaszkę do piekarnika nagrzanego do temp. 180º C. Piec 45 minut.

Białka ubić na sztywną pianę, a następnie ubijać stopniowo dodając cukier.

Po upływie 45 minut wyjąć ciasto z piekarnika i wyłożyć na nim ubitą na sztywno pianę.

Blaszkę ponownie wstawić do piekarnika, zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i piec kolejne 15-20 minut do lekkiego zarumienienia pianki.

Nie podpiekać zbyt mocno, bo na wierzchu sernika nie pojawi się złota rosa.

Po upieczeniu sernik pozostawić w lekko uchylonym piekarniku przez ok. 20 minut, a następnie wyjąć ciasto i pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Przechowywać w lodówce.

 Wpis z 19.10.2017 r.

Sernik na zimno z owocami

Ostatnio w nielicznych chwilach wolnych zbieram grzyby, ale bardzo polecam pyszny serniczek, znaleziony na stronie http://zcukrempudrem.blogspot.com

Warto spróbować dopóki można kupić świeże owoce.

Sernik na zimno z owocami

600  g mielonego sera na sernik lub twarożku, np. Piątnicy lub Turka

400 ml śmietany kremówki 30%

6 kopiastych łyżek cukru pudru

2 łyżki cukru z wanilią

1 łyżeczka soku z cytryny

2 i 1/2 kopiastych łyżek żelatyny + 1/3 szklanki gorącej wody

dodatkowo:

ok. 100 g okrągłych biszkoptów

700 g dowolnych owoców

2 opakowania dowolnej galaretki

Serek wyjąć z lodówki na ok. godzinę przed rozpoczęciem przygotowania sernika, by uzyskał temperaturę pokojową.

Żelatynę rozpuścić w wodzie i schłodzić do temperatury pokojowej (ma być płynna).

Do dużej miski wlać śmietankę, dodać twaróg i zmiksować na jednolitą masę – niezbyt długo, tylko do połączenia składników. Wsypać oba cukry, dodać sok z cytryny, krótko utrzeć (najlepiej łyżką).

Tortownicę o średnicy 24 cm wyłożyć biszkoptami (można też ułożyć owoce na bokach sernika).

Do schłodzonej żelatyny dodać 1 łyżeczkę masy serowej, wymieszać, a następnie wlać jednym ruchem do całości miksując na najwyższych obrotach.

Masę rozprowadzić delikatnie na biszkoptach i wyrównać powierzchnię, schłodzić w lodówce.

Obie galaretki rozpuścić w ok. 800 ml gorącej wody, schłodzić.

Na stężałej masie twarogowej ułożyć owoce, a następnie zalać je tężejącymi galaretkami.

Schłodzić porządnie w lodówce.

Wpis z 24.09.2017 r.

Bezy

Bezy lubię od zawsze, od kiedy pamiętam. Mama robiła je kiedyś w domu, gdy zostały jakieś białka, np. po koglu-moglu. Chcąc nie chcąc i ja – miłośniczka bez – musiałam się nauczyć je robić, bo te ze sklepu nie zawsze są dobre. Mając wieloletnią bezową wprawę mogę powiedzieć, że zrobienie bez nie jest trudne. Trzeba jedynie pamiętać, że:

– białka powinny mieć temperaturę pokojową,

– dodawanie szczypty soli nie ma żadnego wpływu na ubijanie białek,

– odrobina żółtka, która dostanie się do białek, uniemożliwi ich ubicie – dlatego lepiej rozbić najpierw każde jajko nad jakąś miseczką,

– cukier należy dodawać stopniowo, po trochu,

– bez się nie piecze, tylko się je suszy.

Bezy

4 białka

300 g drobnego cukru (kryształu)

Białka wlać do naczynia (używam wyższego, wąskiego garnka) i ubijać je mikserem, aż piana będzie sztywna, gładka i lśniąca. Dopiero wówczas dodawać po troszku cukier, cały czas miksując. Piana powinna być nadal sztywna, gładka i lśniąca, a ponadto powinna przylegać do mieszadeł miksera.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, szpryckę napełniać ubitą pianą i wyciskać na papier ładne beziki (jeżeli nam się nie chce – można wyłożyć bezy łyżką).

Małe bezy piec w temperaturze 110º C przy uchylonych drzwiczkach piekarnika przez ok. 40 minut. Jeśli chcemy mieć bezy-ciągutki, to po tych 40 minutach będą gotowe. Jeśli chcemy bezy suche w środku, to trzeba wyłączyć piekarnik i pozostawić w nim bezy do ostygnięcia piekarnika (drzwiczki trzeba pozostawić nadal uchylone). Zimą można dosuszyć bezy na kaloryferze.

Większe bezy trzeba suszyć w piekarniku odpowiednio dłużej (powinny być suche na zewnątrz – potem tylko dosuszamy).

Wpis z 27.08.2017 r.

Kruche babeczki z owocami

Gdybym miała wybrać miss świata owoców – wybrałabym truskawkę. Dla mnie to jest najpiękniejszy owoc. Gdybym miała wybrać wicemiss, byłaby to malina. Dlatego cieszę się, że jedne i drugie rosną u nas, a w sezonie mogę się na nie napatrzeć.

I jak tak patrzę na te maliny, przypomniało mi się jak Kasia, córka Agaty, miała w I klasie zadane do domu narysować martwą naturę. Zapytała mamę, co to jest ta martwa natura. Agata jej ułożyła jakąś kompozycję z dzbankiem, talerzem oraz owocami i tłumaczyła, ale do Kasi nie bardzo to tłumaczenie przemawiało. Przyglądała się uważnie i nagle mówi do Agaty: „Mamo, a nie uważasz, że ta brzoskwinia jest trochę przywiędła?”. Dziecko nie mogło pojąć, dlaczego ta natura jest martwa i tak to sobie próbowało wyjaśnić.

Te babeczki bardzo lubię i zwykle latem robię, jak się nadarzy okazja. Okazja niedawno się nadarzyła i są.

Kruche babeczki z owocami

Kruche ciasto:

350 g mąki

200 g masła

50 g cukru pudru

2 żółtka

1 łyżka cukru waniliowego (najlepiej z prawdziwą wanilią)

Krem:

1/2 l mleka

2 łyżki mąki pszennej

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1/2 szklanki cukru

1 jajko

1 żółtko

100 g miękkiego masła

+ owoce do dekoracji (dowolne)

Przygotowanie ciasta

Mąkę wymieszać z cukrem, dodać zimne masło i posiekać. Dodać jajka oraz żółtko i szybko zagnieść ciasto. Włożyć je na 1 godzinę do lodówki (pod przykryciem), a po schłodzeniu albo rozwałkować na grubość kilku milimetrów i wyłożyć ciastem foremki (nie trzeba ich dodatkowo smarować tłuszczem) albo po prostu odrywać po trochu i cienką warstwą wylepiać palcami w foremkach. Włożyć do piekarnika rozgrzanego do temp. 180º C i piec kilkanaście minut, aż się leciutko zrumienią (trzeba bardzo uważać i patrzeć, bo bardzo lubią się przypalić).

Po wyjęciu z piekarnika, zostawić babeczki na kilka minut w spokoju, a potem odwracać po kolei foremki i delikatnie wyjmować babeczki.

Przygotowanie masy

Odlać 1/2 szklanki mleka, a resztę zagotować z cukrem w grubszym stalowym rondlu, przepłukanym uprzednio wodą. Pozostałe zimne mleko zmiksować z mąką oraz jajkiem i żółtkiem, a następnie dodać do garnka z gorącym mlekiem i gotować, mieszając, aż masa zgęstnieje. Odstawić z ognia, ostudzić i zmiksować z miękkim masłem.

Masą napełnić babeczki i udekorować owocami – ja dodałam jeszcze po listku melisy.

Wpis z 30.07.2017 r.

 

Ciasto pijana kukułka

Miało być o pokrzywie, ale w tym tygodniu nie miałam okazji zrobić zdjęcia pokrzywie, więc po kilku zdrowych przepisach, dzisiaj będzie pyszne ciasto kukułkowe. Najpierw zrobiła je koleżanka, a gdy go spróbowałam od razu poprosiłam o przepis, żeby koniecznie takie ciasto powtórzyć przy jakiejś okazji. Okazja się nadarzyła i dzisiaj dzielę się z Wami przepisem.

Pijana kukułka

1,1 l mleka

1/4 kg cukierków kukułek

4 budynie czekoladowe z cukrem

350 g herbatników (tak było w przepisie, ale mnie zabrakło prawie na całą 1 warstwę, więc trzeba się zaopatrzyć w większą ilość)

250 g + 2 łyżki masła

2 łyżki miodu

100 g gorzkiej czekolady 70%

2  łyżki kakao

150 ml alkoholu (ja użyłam spirytusu)

Do garnka wlać 0,1 l mleka, wrzucić kukułki i podgrzewać na małym ogniu, aż kukułki się rozpuszczą. W 1 l mleka rozrobić budynie, żeby nie było grudek (lepiej jest rozrobić je w 1 szklance mleka, a potem wlać je do pozostałego mleka). Do rozpuszczonych w mleku kukułek wlać mleko z budyniami, postawić garnek ogniu i mieszać do momentu zgęstnienia masy. Masę ostudzić, ale nie do końca – powinna być jeszcze trochę ciepła.

W misce zmiksować kostkę masła z kakao, dodając stopniowo wystudzoną masę. Na końcu dodać alkohol.

Blaszkę 25 x 30 cm (moja miała 25 x 25 cm) wyłożyć folią aluminiową, na niej warstwę herbatników, na które trzeba wyłożyć 1/2 masy. Kładziemy następną warstwę herbatników, masę i znowu herbatniki.

W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę, 2 łyżki miodu, 2 łyżki masła i 1/4 szklanki mleka. Powstałą polewą polać ostatnią warstwę herbatników. Ciasto włożyć do lodówki, najlepiej na całą noc. Rano pokroić ciasto na kawałki.

Wpis z 28.05.2017 r.

Mazurek serowy z jogurtów greckich z ksylitolem

Właściwie ten mazurek powstał dzięki Agacie, która co roku jeździła po mazurki do jakiejś specjalnej cukierni, a ja starałam się dojść, jak je zrobić. Oczywiście ten mazurek można zrobić z serem i cukrem, ale ja miałam akurat odcieknięty twarożek z jogurtów greckich.

Mazurek serowy

Ciasto:

300 g mąki

150 g masła

2 żółtka

80 g ksylitolu

Do mąki dodać zimne masło i posiekać je drobno, dodać żółtka utarte z cukrem, szybko wyrobić, zrobić kulę i włożyć ją na 1/2 godziny do lodówki. Następnie rozwałkować (lub wylepić ręką) ciasto na wielkość dużej blachy (25 cm x 35 cm), pozostawiając część ciasta na wałeczki dookoła i w środku (wychodzą 2 mazurki).

Piec w piekarniku rozgrzanym do temp. 180º C ok. 5 minut.

Twaróg:

2 duże kubeczki jogurtów greckich (660 g) – uzyskałam 420 g twarożku, następnym razem z jogurtów innego producenta uzyskałam jedynie 337 g, więc dołożyłam inny twaróg, aby uzyskać 420 g

250 g ksylitolu

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

4 białka ubite na sztywno

Na garnku położyć sitko, wyłożyć je ściereczką lub kilka razy złożoną gazą i włożyć tam jogurty. Ściereczkę zawinąć i całość włożyć do lodówki na 48 godzin, by jogurty odciekły.

Uzyskany twarożek zmiksować z ksylitolem, ekstraktem z wanilii i delikatnie wmieszać łyżką pianę z białek.

Masę serową wyłożyć na podpieczone ciasto i piec w piekarniku rozgrzanym do temp. 180º C ok. 30 minut.

Pomada:

60 g masła

75 g ksylitolu

35 g mleka w proszku

1 łyżka wody

Masło rozpuścić w rondelku, dodać ksylitol, wodę i mleko w proszku. Całość mieszać, aż wszystkie składniki się połączą, a pomada będzie gęsta i gładka. Na upieczonego mazurka wyłożyć jeszcze ciepłą pomadę i równomiernie rozprowadzić na całej powierzchni. Odstawić na chwilę do ostygnięcia i udekorować.

Wpis z 09.04.2017 r.

P1010001-001.JPG

Mrowisko (kuchnia litewska)

Chodziło za mną od kiedy je zobaczyłam. Potem o nim zapomniałam, ale znowu pojawiło się w moim polu widzenia, bo zaczęli je sprzedawać w cukierni koło mojej pracy i widuję je teraz każdego dnia. Mrowisko. Tak nazywa się kopiec ułożony z faworków, polany pysznym syropem, posypany makiem i rodzynkami.

Postanowiłam sama zrobić mrowisko i dzisiaj nadszedł ten dzień, kiedy stałam się posiadaczką aż trzech mrowisk. Przepis znalazłam na blogu Wyroby Domowe.

Mrowisko

Syrop:

1/2 kostki margaryny (ja użyłam 125 g masła)

3/4 szklanki cukru (użyłam ksylitolu)

1 łyżka gęstej śmietany

3 łyżki miodu

1 cukier waniliowy

Wszystkie składniki wrzucić do garnka (miód i śmietanę na końcu) i doprowadzić do wrzenia mieszając. Po zagotowaniu odstawić do wystudzenia.

Ciasto:

3-4 szklanki mąki

1/2 paczki małego proszku do pieczenia

10 żółtek i 1 jajko

1 łyżka cukru pudru

1 łyżka śmietany

1 łyżka masła

3 łyżki spirytusu

Do smażenia:

smalec lub olej

Wszystkie składniki dokładnie wyrobić. Ciasto powinno być gładkie i elastyczne. Długo wyrabiać ręką, a potem wytłuc wałkiem.

Blat posmarować olejem. Z ciasta odrywać niewielkie kule, rozwałkować po kolei bardzo cienko i kroić radełkiem na niewielkie nieregularne kawałki. Resztę ciasta przykrywać, by się nie zsychało.

Pomp 009.JPG

Dodatki:

mak

rodzynki (najlepiej wcześniej namoczone w alkoholu)

wiórki kokosowe (nie używałam)

Kawałki ciasta smażyć na średnio gorącym tłuszczu i wykładać na ręczniki papierowe.

Po usmażeniu wszystkich kawałków układać je warstwami. Każdą warstwę polać syropem (syrop lekko przed tym podgrzałam i wymieszałam, a każdy kawałek ciasta smarowałam leciutko pędzlem), posypać dodatkami.

Wpis z 19.02.2017 r.

Sernik nowojorski

Walentynek można nie obchodzić (chociaż przyjemniej jest jednak obchodzić), ale co szkodzi zjeść coś pysznego? Ten sernik jest nadzwyczajny i to z kilku powodów. Po pierwsze jest przepyszny, po drugie jest przepyszny, a po trzecie nie opada. Robiłam go ostatnio kilka razy na powtarzaną co pewien czas prośbę, żeby upiec TEN sernik i nie opadł ani razu. Powinno się go piec w kąpieli wodnej, ale pomimo uszczelniania kolejnych tortownic, kąpiel wodna uciekała szybciej lub wolniej. Nie miało to jednak żadnego wpływu na sernik i następnym razem chyba z niej zrezygnuję.

Jedyny problem z tym sernikiem jest taki, że po upieczeniu trzeba go zostawić w lodówce na co najmniej 12 godzin.

Przepis znalazłam na blogu Moje Wypieki.

Sernik nowojorski

Składniki na spód:

70 g masła, roztopionego

140 g ciastek digestive, pokruszonych

Ciastka rozdrobnić wałkiem na piasek, wymieszać z roztopionym masłem. Tortownicę o średnicy 23 cm wysmarować na bokach masłem. Masę ciasteczkową wcisnąć na dno, wyrównać i schłodzić pół godziny w lodówce.

Składniki na masę serową:

900 g serków kremowych, klasycznie philadelphia

250 g cukru (używam ksylitolu)

3 łyżki mąki pszennej

1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

skórka otarta z 1 cytryny

1 i 1/2 łyżeczki soku z cytryny

3 duże jajka

1 żółtko

200 ml kwaśnej, gęstej śmietany 18%

Wszystkie składniki umieścić w misie miksera i zmiksować do gładkości. Nie trzeba miksować długo, tylko do połączenia składników.

Wylać masę na schłodzony spód.

Zagotować wodę w czajniku. Owinąć formę z sernikiem podwójnie folią aluminiową. Formę umieścić w większej formie lub naczyniu żaroodpornym, do którego nalać wody do połowy wysokości formy z sernikiem.

Piekarnik nagrzać do 180º C. Wstawić formę z sernikiem i piec przez 10 minut, następnie obniżyć temperaturę do 110º C i piec dodatkowe 30 minut (lub dłużej, dopóki cała powierzchnia sernika nie będzie ścięta – sprawdzać dotykając delikatnie patyczkiem powierzchnię sernika na środku – ja piekłam ponad godzinę).

Wyłączyć piekarnik, sernik pozostawić w nim do przestudzenia na 1 godzinę, lekko uchylając drzwiczki. Wyjąć z piekarnika, ostudzić w formie. Posmarować polewą z kwaśnej śmietany, równo na całej powierzchni. Schłodzić w lodówce przez minimum 12 godzin.

Polewa z kwaśnej śmietany:

220 ml kwaśnej śmietany 18%

1 łyżka cukru

2 łyżeczki soku z cytryny

Wszystkie składniki wymieszać do gładkości

Wpis z 12.02.2017 r.

Pierogi drożdżowe z makiem

Wygląda na to, że znowu wyjedziemy znienacka, tylko nie wiem, kiedy ten znienacek nastąpi. Pewności też nie mam, ale może tak być. Dlatego na wszelki wypadek już podam przepis na drożdżowe pierogi z makiem, które mogą zastąpić makowca. Wiadomo, że coś z makiem na świątecznym stole być musi, bo mak jest symbolem płodności i dostatku. Jeśli by go nie było, to marne widoki. Lepiej sobie nawet nie wyobrażać konsekwencji.

Takie pierogi jadłam na Podlasiu i bardzo mi smakowały. Przywiozłam przepis do domu, a moja Mama też te pierogi polubiła i niejednokrotnie robiła – niekoniecznie na Święta.

Nadzienie makowe zrobione w domu jest najlepsze, ale jeśli brak nam czasu na jego zrobienie, można użyć gotowego maku z puszki.

Pierogi drożdżowe z makiem

Ciasto:

50 dag mąki

25 g drożdży

1 jajko

1 łyżeczka cukru

szczypta soli

ok. 1 szklanka wody (może troszkę mniej – zależy od mąki)

olej do smażenia

Nadzienie:

20 dag maku

4 łyżki cukru

dowolne bakalie (rodzynki, orzechy, skórka pomarańczowa)

Drożdże i cukier zalać w misce ciepłą wodą i wymieszać, aż się drożdże rozpuszczą. Gdy zaczną pracować (po ok. 10 minutach), dodać sól, mąkę i jajko. Wyrobić miękkie ciasto tak, by odchodziło od ręki, miskę włożyć do plastikowej torby i zostawić do wyrośnięcia.

Mak zalać wodą, wymieszać i odstawić na 10 minut. Następnie zlać delikatnie wodę z wierzchu, aby pozbyć się wszelkich zanieczyszczeń. Mak ponownie zalać wodą, zagotować i gotować na niewielkim ogniu przez ok. 15 minut. Następnie wyrzucić go na gęste sitko, odcedzić i poczekać, aż mak trochę podeschnie. Wtedy zmielić go z bakaliami (jeśli używamy rodzynek, to trzeba je przedtem sparzyć) i cukrem.

Wyrośnięte ciasto ponownie wyrobić, odrywać kulki o średnicy ok. 3 cm, rozpłaszczać je palcami aby uzyskać jak najcieńsze placuszki (nie rozciągać!), nakładać nadzienie i porządnie zaklejać. Kłaść na blacie wysypanym mąką i zakrywać ściereczką, żeby nie obsychały. Pozostawić na ok. 30-40 minut, aby podrosły, a potem smażyć w rondelku na gorącym oleju. Gdy ostygną, posypać cukrem pudrem.

Wpis z 04.12.2016 r.

P1010009-003.JPG

Kremowy sernik

Gdy spodziewamy się gości, trzeba przygotować coś dobrego. Ten lekki serniczek i miłe towarzystwo pozwoliły nam wczoraj zapomnieć o deszczu i sprawiły, że nawet nie zauważyliśmy wilgotnego mroku za oknem.

Przepis znalazłam na blogu mniam-mniam.blog.pl

Kremowy sernik

1 kg twarogu sernikowego
1 szklanka cukru
200 g miękkiego masła
2 łyżeczki cukru waniliowego
4 jajka
5 łyżek maki ziemniaczanej (w przepisie jest 1 łyżka mąki i budyń śmietankowy, ale nie miałam budyniu)
1/4 szklanki mleka
herbatniki na spód

Okrągłą formę o średnicy 22 cm (ja użyłam formy 24 cm) wysmarować masłem i wyłożyć spód herbatnikami albo kruchymi ciasteczkami.

Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywno pianę. Do sera dodawać, ucierając kolejno: żółtka, miękkie masło, cukier, mleko, proszek budyniowy i mąkę. Na samym końcu dodać ubitą pianę i delikatnie wymieszać. Przelać masę serową do tortownicy.

Piec ok. 60 minut w temperaturze 165 º C.
Zostawić do wystudzenia przy lekko uchylonych drzwiczkach piekarnika. Po wystudzeniu posypać cukrem pudrem.

Wpis z 07.11.2016 r.

S6300749-001.JPG

Brownie

Obiecywali w telewizji deszcz na dzisiaj, ale nic z tego nie wyszło. Na mapie pogody w sobotę były narysowane same krople. Niestety żadna nie spadła. Patrząc na pole widoczne z okna widziałam, że krzaczki kołyszą się jak im wiatr zagra i nic. Poczułam się oszukana, bo nie podlałam wczoraj działki. Tak to jest wierzyć telewizji.

Na jesienne chłody proponuję pyszne brownie. Tym razem z dodatkiem czekolady mlecznej. Przepis dostałam od Agatki i testowałam już dwukrotnie.

Brownie

1 szklanka mąki pszennej

3 jajka

2 łyżki kakao

125 g masła

100 g czekolady gorzkiej

200 g czekolady mlecznej

1 szklanka cukru

szczypta soli

Blaszkę (moja ma 22 x 22 cm) wyłożyć papierem do pieczenia (można maznąć tłuszczem pod papierem, żeby się nie przesuwał).

Połamać lub pokroić drobniej jedną czekoladę mleczną i rozłożyć na dnie blaszki.

Ubić w misce 3 jajka, wsypać szklankę cukru i zmiksować.

Drugą czekoladę mleczną i gorzką połamać, dodać 125 g masła i wszystko razem rozpuścić w rondelku. Rozpuszczoną masę trochę przestudzić, dodać do jajek z cukrem i dokładnie wymieszać. Dodać szklankę mąki, sól, kakao, wymieszać i wylać na blaszkę z kawałkami czekolady. Wyrównać powierzchnię.

Piec ok. 30 minut w temp. 180º C.

Wpis z 18.09.2016 r.

Brownies Nigelli Lawson

Nadal jestem na diecie, ale mogę sobie przecież powspominać, po czym się właściwie odchudzam. Brownie to jest coś, co po prostu uwielbiam – ten wspaniały smak i zapach mięciutkiej czekolady! W tym wcieleniu jest po prostu przepyszna.

Może Was to zdziwi, ale będąc na diecie bardzo chętnie sobie oglądam przeróżne pyszności. Gotuję też normalnie, bo normalnie prowadzę dom, ale zaprogramowałam sobie, że na razie tego nie jem, no i nie jem. Odbiję sobie, jak sobie zrobię na to miejsce. To, że ja nie jem, nie oznacza, że cały świat ma nie jeść, więc podaję przepis (ja robię z połowy składników, ale podaję cały przepis).

Brownies

375 g masła

375 g dobrej jakości gorzkiej czekolady

6 dużych jajek

1 łyżka ekstraktu z wanilii

500 g cukru pudru

225 g mąki

1 łyżeczka soli

300 g posiekanych orzechów włoskich

Masło i czekoladę rozpuścić w garnuszku z grubym dnem. Lekko przestudzić.

W osobnym naczyniu wymieszać roztrzepane jajka z cukrem i wanilią.

W następnej misce wymieszać mąkę z solą.

Zawartość naczyń połączyć dokładnie mieszając i dodać orzechy.

Formę 33 x 23 cm (ja wzięłam foremkę na połowę składników 26 x 14 cm wysmarowaną masłem i wysypaną tartą bułką).

Piec 20-25 minut w temp. 180º C. Trzeba to robić z wyczuciem, aby ciasto nie było zbyt suche. Ma być suche na wierzchu i lepkie w środku – trzeba sprawdzać patyczkiem.

Kroić po ostudzeniu.

Wpis z 12.06.2016 r.

Tort migdałowo-kawowy

Nadszedł czas kwietniowo-majowy, czyli okres urodzinowo-imieninowy. Zagęszczenie bliższych i dalszych uroczystości powoduje, że pojawia się także na blogu więcej ciast. A dzisiaj tort. Znalazłam go na blogu http://zpiekarnika.blogspot.com/ jako tort matki Neli Rubinstein i postanowiłam spróbować. Spróbowanie spowodowało, że się zachwyciłam i mogę powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych tortów, jakie jadłam.

Zaletą tego tortu jest także to, co bardzo lubię w torcie orzechowym (pierwszy na blogu), a mianowicie to, że tam są prawie same orzechy, tutaj same migdały – mąki brak.

Tort migdałowo-kawowy

Składniki ciasta:

150 g nieobranych migdałów

150 g obranych migdałów

2 szklanki cukru pudru (400 g) – ja użyłam 1,5 szkl. cukru i 1 szkl. cukru pudru

10 jajek

1 łyżka esencji waniliowej

1 łyżeczka esencji migdałowej

1/4 szklanki bardzo dobrej, drobno zmielonej kawy

Składniki masy:

2 łyżki kawy rozpuszczalnej

2 łyżki wrzącej wody

120 g masła

1/2 szklanki (100 g cukru pudru)

1 łyżka rumu

Składniki polewy:

3/4 szklanki bardzo mocnej kawy

2/3 szklanki (130 g cukru)

1 szklanka (200 g) cukru pudru

5 łyżek rumu

Przygotowanie ciasta

Obydwa rodzaje migdałów zmielić możliwie drobno z 1/2 szklanki cukru (ja dodałam do zmielonym migdałów 1 szklankę cukru pudru), powinny przypominać mąkę (ja zmieliłam część migdałów w młynku do kawy, a część po prostu w młynku do orzechów nie całkiem drobniutko).

W dużej misce utrzeć żółtka z 1 i 1/2 szklanki cukru, aż masa zjaśnieje. Dodać esencje migdałową i waniliową oraz kawę. Dosypać zmielone migdały. Ubijać jeszcze przez 5 minut. Nagrzać piekarnik do temp. 200º C.

Białka ubić na sztywną pianę, wymieszać z masą jajeczno-migdałowo-kawową w ten sposób, że najpierw wymieszać 1/3 piany, a następnie ostrożnie połączyć masę z resztą.

Masę podzielić na dwie równe części i przełożyć do dwóch takich samych wysmarowanych masłem tortownic. Wstawić do piekarnika i piec 35-40 minut. Sprawdzić patyczkiem.

Upieczone ciasto odstawić na 5 minut, a następnie wyjąć oba krążki z tortownic i dokładnie ostudzić.

Moje uwagi: z braku dwóch takich samych tortownic o średnicy 22 cm  (u mnie 24 cm), piekłam placki po kolei i dlatego jeden schowałam w misce do lodówki. Pierwszy placek piekłam w temp. 200º C i trochę za bardzo się przypiekł. Drugi piekłam 50 minut w temp. 180º C i był bardziej udany.

Przygotowanie masy

Kawę rozpuścić w wodzie i ostudzić. Lekko schłodzone masło pokroić na małe kawałki i utrzeć wraz z cukrem i rumem. Dodać kawę i wymieszać porządnie jeszcze raz. Masa powinna mieć dosyć niską temperaturę, ale też powinna być na tyle miękka, by łatwo było ją rozsmarować. Krążek ciasta posmarować masą i przykryć drugim krążkiem.

Przygotowanie polewy

Kawę i cukier gotować razem, aż nabiorą konsystencji syropu. Cukier puder wsypać do niemetalowej miski i cały czas mieszając, wlać stopniowo syrop kawowy. Mieszać tak długo, aż konsystencja plewy będzie zupełnie gładka. Dodać rum, jeszcze raz wymieszać i możliwie szybko wyłożyć masę na wierzch tortu. Tort przechowywać w lodówce.

Moja uwaga: nie gotowałam kawy i cukru na tyle długo, by syrop był bardzo gęsty, gdyż po pierwsze chciałam tort odrobinę nasączyć, a po drugie planowałam zrobić modne w tym sezonie krople na torcie. Dlatego trochę nasączyłam ciasto, gdy polewa była jeszcze gorąca, a gdy stopniowo stygła, to i kropelki były coraz bardziej udane.

Wpis z 01.05.2016 r.

Mazurek z serem

Na zdjęciu jest ostatni kawałek, jaki zdążyłam sfotografować w ubiegłym roku. Przepis pochodzi z książki Danuty i Henryka Dębskich „Kuchnia królewska”, a mazurek był ulubioną potrawą króla Zygmunta III Wazy. My lubimy go bardzo, robię go prawie co roku i zawsze szybko znika.

Mazurek z serem

Ciasto:

25 dag mąki

10 dag masła

2 żółtka

8 dag cukru pudru

Wierzch serowy:

50 dag sera twarogowego 3-krotnie zmielonego (lub gotowego z wiaderka)

25 dag cukru pudru

1/4 szklanki soku cytrynowego

olejek waniliowy

5 dag rodzynków (jeśli ktoś lubi – ja nie lubię)

5 białek

polewa czekoladowa

Mąkę przesiać na stolnicę lub blat, dodać masło, posiekać je nożem, połączyć z żółtkami utartymi z cukrem, zagnieść szybko ciasto i włożyć do lodówki na godzinę. Następnie rozwałkować na wielkość blachy (ja używam dużej blachy 35×25 cm) i ułożyć też wałeczki ciasta na bokach. Włożyć do gorącego piekarnika i podpiec na jasnozłoty kolor w temperaturze 200º C (ok. 5 minut).

Twaróg utrzeć z cukrem i sokiem cytrynowym, dodać olejek, opłukane rodzynki oraz ubitą na sztywno pianą z białek. Masę rozłożyć równomiernie na przygotowanym cieście i piec ok. 40 minut.

Po wystudzeniu polać polewą czekoladową (do mniejszego naczynia włożyć 10 dag czekolady i 5 dag masła skropić wodą, postawić na większym naczyniu i roztopić nad parą).

Wpis z 24.03.2016 r.

P4010108.JPG

P1010009-003.JPG

Pomylone haremowe ciasteczka

Się pomyliłam i zrobiłam ciasteczka dla całego haremu, a i dla janczarów by trochę zostało.

„Wspaniałe stulecie” to pierwszy serial od lat, który pilnie oglądam. Podobają mi się aktorzy, sposób realizacji (podobno przy serialu pracowało 250 tysięcy osób), scenografia i ach… biżuteria. Uświadamiam też sobie, jak strasznie mało wiem o Turcji osmańskiej. W szkole o tym nie mówili i moja wiedza pochodziła od Zagłoby, który mówił o Turkach pogardliwie „bisurmany”. Tymczasem Turcja była w XVI w. u szczytu potęgi. Sulejman Wspaniały miał dużo do powiedzenia w Europie (tu trzeba wyciągnąć wnioski) i królowie polscy starali się utrzymywać z nim jak najlepsze stosunki. Te stosunki były wówczas naprawdę dobre i niemała w tym zasługa Roksolany, czyli Rudzielca, żony Sulejmana, która prawdopodobnie pochodziła z kresów ówczesnej Rzeczpospolitej. W serialu nazywana jest Hürrem. Niestety, aktorka grająca w serialu Hürrem się zmieniła. Nie było jej jakiś czas, a jak wróciła, to nikt z widzów jej nie poznał, tylko sułtan nie miał wątpliwości. Zamiana chyba nikomu się nie podobała.

Sulejman oprócz tego, że był wybitnym wojownikiem, był też poetą. Niejednokrotnie przemawia w serialu do swojej żony bardzo pięknie. Wtedy wołam MDK, który serialu nie ogląda, żeby słuchał i się uczył. Niestety, efekty są mizerne, bo MDK twierdzi, że jest inżynierem i normalnym facetem. Dlatego albo nie przychodzi, albo słucha tak nieuważnie, że później nie potrafi powtórzyć. Trudno, trzeba było kiedyś wziąć sobie poetę, a teraz chociaż na filmie sobie posłucham (żartuję, oczywiście).

Tak się zainteresowałam filmem, że przeczytałam parę książek o Imperium Osmańskim i o samym Sulejmanie Wspaniałym. W książce Jerzego Łątki „Tajemnice haremów. Prawdziwa historia haremu osmańskich władców” znalazłam przepis na ciasteczka, które postanowiłam zrobić. Rzecz w tym, że się pomyliłam i wyszło mi całe mnóstwo dobrych ciasteczek. Nam bardzo smakowały, znajomym również. Później zrobiłam ciasteczka zgodnie z przepisem, ale nie były już tak pyszne jak te pomylone, bo wyszły zwykłe racuszki w syropie.

Podaję więc przepis tureckiej pisarki, Alev Lytle Croutier i swój. W przepisie płyny podane są w filiżankach, ja podaję w szklankach.

Usta pięknej kobiety

Syrop:

2,5 szklanki cukru

1 łyżeczka soku cytrynowego

3 filiżanki wody

Ciasto:

1 łyżka masła

3/4 szklanki mąki

1 łyżeczka soli

2 roztrzepane jajka

1 żółtko

w przepisie brak informacji, ile wody należy użyć – ja wzięłam więcej niż 1 szklankę.

Do smażenia:

1 szklanka olejku szafranowego (użyłam najpierw oleju krokoszowego, ale zbyt szybko się palił i dymił, więc przeszłam na olej rzepakowy).

Przygotowanie syropu:

wymieszać cukier, sok cytrynowy i wodę (ja wrzuciłam cukier i dodałam sok cytrynowy do wrzątku). Mieszając od czasu do czasu, gotować przez 15 min. Pozostawić do ostygnięcia.

Przygotowanie ciasta:

w garnku roztopić masło, gdy zacznie zmieniać kolor, dodać mąkę i sól. Potem bardzo powoli wylać to na wodę (przepis jest mało precyzyjny – raczej powinno być „wsypać”). Gotować na bardzo małym ogniu ok. 10 minut, ciągle mieszając. Po zdjęciu z ognia, zostawić do ostygnięcia w temperaturze pokojowej. Dodać 2 jajka i żółtko, mieszać dokładnie widelcem (ja użyłam miksera). Całość dobrze wyrobić na desce posypanej mąką. Ciasto rozdzielić na kawałki grubości orzecha włoskiego (ja zrobiłam kulki wielkości orzecha włoskiego i myślę, że dobrze, bo racuszki i tak były twardawe), uformować z niego kształt ust. Rozgrzać na patelni olej szafranowy i włożyć „usta”. Gdy zarumienią się z obu stron, ściągnąć z patelni, odcedzając tłuszcz (ja wykładałam na ręczniki papierowe). Polać syropem i podawać na gorąco.

Mój problem z ciasteczkami polegał na tym, że w przepisie jest mowa o tym, że ciasto należy „wylać na wodę”, ale nie podano, ile powinno być tej wody. Dlatego ja z rozpędu wsypałam mąkę do syropu (gdy robiłam drugie podejście, wzięłam więcej niż 1 szklankę wody). Gdy wsypałam mąkę do syropu i pogotowałam, po 10 minutach wszystko było płynne. Po ostudzeniu nadal było płynne. Zaczęłam więc sypać mąkę. Po wsypaniu dodatkowych 2,5 szklanek mąki, moje podejrzenia, że chyba nie robię zgodnie z przepisem, były już bardzo duże, ale nie pozostało nic innego tylko kontynuować. Dlatego dodałam jeszcze przynajmniej szklankę mąki do podsypywania (myślę, że trochę więcej), aż uzyskałam bardzo przyjemne i plastyczne ciasto, z którego robiłam kulki wielkości orzecha włoskiego. Z kulek świetnie formowały się „usta”. Ciasteczka smażyłam partiami i wykładałam na papierowe ręczniki. Na koniec byłam obstawiona dookoła talerzami, na których piętrzyły się usta. Okazało się jednak, że nam i znajomym smakowały na tyle, iż problem nadmiaru ust rozwiązał się sam.

Wpis z 31.01.2016 r.

Wianuszki

Jeśli ktoś dysponuje starą maszynką do mięsa z nakładką do ciasteczek, może zrobić takie kruche ciasteczka. Przepis dostałam od Hani, a podaję go teraz, bo te ciasteczka od początku kojarzyły mi się ze Świętami.

Życzę też wszystkim cudnych, rodzinnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia (i bogatego Mikołaja), bo jutro wyjeżdżam tam, gdzie trudno o Internet i nie będę już miała okazji.

Wianuszki

1 kg mąki

1/2 kg margaryny (ja użyłam masła)

1 szklanka cukru-pudru

cukier waniliowy

4 żółtka

1 całe jajko

3 łyżki oleju

sól

Posiekać mąkę z masłem (schłodzonym), cukrem waniliowym i solą, dodać jajko i żółtka, szybko wyrobić gładkie ciasto.

Kawałki ciasta wkładać do maszynki i mocno uciskając, wyciskać ciasteczka, aby były bardziej „chropowate” przez taki otwór:

Formować jak najmniejsze wianuszki.

Piec ciasteczka w piekarniku rozgrzanym do 180º C na złoty kolor.

Po ostygnięciu posypać cukrem pudrem.

Wpis z 16.12.2015 r.

Sernik jak tęcza

Ten serniczek długo się robi, ale zawsze szybko znika. Jak tęcza. Zwykle unikam sztucznych barwników oraz wszelkiej chemii i tylko dla tego sernika robię wyjątek, bo inaczej tęcza byłaby niekompletna.

Sernik tęczowy

1 kg serka homogenizowanego, np. Wieluń lub Turek

galaretki: owoce leśne (fioletowa), jagodowa (niebieska) lub 2 łyżki żelatyny + odpowiednia ilość barwnika niebieskiego, agrestowa, cytrynowa, brzoskwiniowa i wiśniowa

420 g cukru pudru

100 g miękkiego masła

5 żółtek

Zmiksować serki z cukrem pudrem, masłem i żółtkami, a następnie rozdzielić do 6 miseczek. Rozpuścić galaretkę fioletową w 1 szklance gorącej wody, dodać masę serową i wlać do okrągłej tortownicy. Ostudzić i włożyć do lodówki na 2 godziny, aż zastygnie. Tak samo postępować z kolejnymi warstwami. Gotowy sernik ozdobić owocami.

Wpis z 27.09.2015 r.

Jagodzianki

Ostatnio znalazłam w Internecie taką złotą myśl:

„Podobno los zsyła nam tylko takie problemy, z którymi możemy sobie poradzić, więc są dwie możliwości: albo sobie poradzisz, albo to nie jest twój problem.”

Tak mi się spodobało to stwierdzenie, że sobie zapisałam i muszę się nad nim zastanowić. Może się okazać, iż wiele różnych problemów, które miałam ambicję rozwiązać, w ogóle nie stanowią problemu. A przynajmniej nie mojego. To by bardzo uprościło życie.

Ponieważ pojawiły się jagody, a na blogu White Plate znalazłam bardzo dobry przepis, więc będą jagodzianki.

Jagodzianki

Ciasto:

2 i 1/2 łyżeczki suszonych drożdży

1/4 szklanki ciepłej wody

170 g masła

3/4 płaskiej łyżeczki soli

3/4 szklanki mleka

570 g mąki (ok. 3 i 3/4 szklanki)

3 łyżki cukru

1 jajko

Nadzienie:

ok. 300 g jagód

cukier do smaku

cukier waniliowy (opcjonalnie)

1 łyżka bułki tartej

Do posmarowania:

żółtko + łyżeczka wody

Do posypania:

cukier

W małym garnuszku połączyć masło i mleko. Zagotować i gotować do czasu, aż masło się rozpuści. Ostudzić.

Wymieszać mąkę, drożdże, sól i cukier. Dodać ostudzone masło z mlekiem, wodę i jajko. Zagnieść gładkie ciasto, przełożyć je do miski i przykryć ściereczką. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 1 godzinę.

Piekarnik nagrzać do temp. 200º C.

Składniki nadzienia wymieszać w miseczce.

Blachę z piekarnika wysmarować olejem lub wyłożyć papierem do pieczenia.

Ciasto podzielić na 18 równych części. Z każdej z nich formować placuszek, wypełnić jagodami i dokładnie skleić, by powstała bułeczka.

Żółtko wymieszać z łyżeczką wody i posmarować wierzch bułeczek. Posypać cukrem (ja posypałam kruszonką z kruchego ciasta, bo akurat miałam w zamrażalniku). Odstawić do wyrośnięcia na 20-30 minut.

Wstawić do gorącego piekarnika i piec 18-20 minut.

Wpis z 07.07.2015 r.

Herman bez łańcuszka

Zawsze lubiłam Hermana. Rzecz w tym, że występował on zawsze jako ogniwo łańcuszka. Gdy go dostawałam, trzeba było na koniec podzielić go na części i szukać kogoś, kto zechciałby go zrobić, dzielić na części itd. – zgodnie z instrukcją. Postanowiłam więc zrobić samodzielnego Hermana. Taki Herman jest dużo lepszy, bo nie trzeba nim nikogo uszczęśliwiać na siłę. Jak każde ciasto na zakwasie, wymaga czasu (dłuższego nawet), ale tak go lubię, że mogę na niego poczekać. Miska dla Hermana powinna być szklana lub gliniana. Mieszać też lepiej drewnianą lub szklaną łyżką. Jak inne wypieki na zakwasie, piekłam go w glinianej foremce. Można też wyłożyć metalową foremkę papierem do pieczenia.

Herman

1/3 szklanki mąki

1/3 szklanki cukru

1/3 szklanki mleka

Dobrze wymieszać, przykryć ściereczka, a później mieszać drugiego, trzeciego i czwartego dnia. Piątego dnia dodać:

1/3 szklanki mąki

1/3 szklanki cukru

1/3 szklanki mleka

Szóstego, siódmego, ósmego i dziewiątego dnia znowu mieszać raz dziennie. Dziesiątego dnia wysmarować foremkę masłem i wysypać tartą bułką. Do miski dodać:

1 i 1/3 szklanki mąki

2/5 szklanki cukru

1/3 szklanki mleka

3 jajka

3/4 szklanki oliwy

1 opak. cukru waniliowego

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

Ciasto szybko zmiksować, przelać do foremki. Piec 50-60 minut w temp. 180º C.

Wpis z 01.05.2015 r.

Mazurek orzechowy

Się porobiło: wiosna się już pokazała, puściła kilka słonecznych zajączków, ale zima nie chce odpuścić tak łatwo i mocno się ochłodziło. Wiosna wie jednak, że to jej pora i boczkiem, cichutko robi swoje – wszystko coraz bardziej się zieleni, kwitną forsycje i krokusy. Po prostu zima musi jeszcze zaakcentować swój odwrót.

Kupiłam bazie. Oprócz tych zwyczajnych, małych, pokazały się też inne, większe. Te duże są ładniejsze i sprzedawca chciał mnie na nie namówić, ale u mnie w domu od lat jest taki zwyczaj, że łyka się jedną poświęconą bazię ze święconki. Ma to zagwarantować zdrowie na cały rok. To pohamowało mój pierwszy odruch, żeby kupić większe koćki – po prostu wyobraziłam sobie, że łykam taką dużą. Nie, nie – mniejsza jest zdecydowanie lepsza!

Dzisiaj mazurek orzechowy – bardzo nam smakował i nie wymaga zbyt dużo pracy: nie trzeba piec spodu, a orzechy mieli się w młynku zamiast siekać.

Przepis pochodzi z książki Łebkowskiego „Kuchnia polska”.

Mazurek orzechowy (6 sztuk)

200 g orzechów włoskich, łuskanych

60 g mąki

60 g masła

200 g cukru pudru

2 jajka (o temperaturze pokojowej)

sok z 1 cytryny

6 andrutów

Najładniejsze orzechy odłożyć do dekoracji, resztę zmielić. Masło utrzeć dodając kolejno: żółtka, 150 g cukru pudru, zmielone orzechy, mąkę i sok z cytryny.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, ułożyć andruty i rozsmarować na nich masę. Ubić sztywną pianę z białek i 50 g cukru. Wyłożyć na masę orzechową i przybrać całymi orzechami.

Piec 30 minut w temperaturze 160º C.

Wpis z 01.04.2015 r.

Mazurek czekoladowy z polewą czekoladową

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

29.03.2015

Zawsze się zastanawiałam nad znaczeniem przypadku w życiu, bo on jest przecież taki istotny. Wystarczy przecież zrobić krok w złym kierunku, by z tyłu wjechał na człowieka bezszelestny, podstępny rowerzysta na chodniku. Można spóźnić się na autobus, który ma wypadek. Napoleon, mianując dowódców, zawsze pytał: „Czy on ma szczęście?”. Czasami to, co się wydaje pechem, okazuje się być szczęśliwą okolicznością. Ja mogę mówić o szczęściu, gdy MDK nie mógł mnie podrzucić samochodem do pracy i spotkałam w autobusie pewną mocno starszą panią. Pani weszła na przystanku, na którym siedział chłopak z gitarą i coś śpiewał. Właśnie zdążył się usadowić naprzeciwko mnie jakiś młody człowiek. Pani energicznie dotarła do niego i zapytała grzecznie i przyjaźnie, ale nie pozostawiając wyboru:

– Czy może mi pan ustąpić miejsca, ponieważ jestem stara oraz brzydka?

Chłopak natychmiast się poderwał, a wszyscy się uśmiechnęli. Pani okazała się rozmowna:

– I zła jestem. Nie na pana – tu zwróciła się do chłopaka, który jej ustąpił miejsca i stał obok. -Ten człowiek na przystanku śpiewa Grechutę, ale nie umie go dobrze zaśpiewać. Śpiewa: „Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”, a ja już jestem taka stara, że nie jestem już ciekawa.

Teraz pasażerowie się serdecznie uśmiali, a następnie posłuchali chwilę o wnukach starszej pani.

I proszę, gdybym jechała samochodem, nie miałabym okazji się uśmiechnąć w drodze do pracy. A tu trafiłam na dowcipną staruszkę i autobus nie przypominał tego, co zawsze, czyli konserwy z zawartością: „Ludzie!!! Coście tacy smutni??? Przecież jedziecie do pracy”.

A w pracy też bywa ciekawie, bo przepis na tego mazurka dostałam od Eli właśnie w pracy. Mazurek jest nietypowy, bo na andrucie i nie wymaga pieczenia spodu (następny mazurek też będzie na andrucie). Przepis wymaga dodania skórki pomarańczowej i dodałam. Pyszności. Następnym razem spróbuję zrobić bez – będzie bardziej migdałowy. Aha – jeszcze lepszy jest na drugi dzień, gdy wszystko się „przegryzie”.

 

Mazurek czekoladowy 

 

2 mazurki:

250 g gorzkiej czekolady, startej na tarce „w łezkę”

4 łyżki mąki chlebowej (ususzony razowiec utłuc i przesiać) – ja użyłam lekko uprażonej mąki żytniej typ 2000

250 g cukru – ja wzięłam 200 g

2 jajka

6 białek

250 g migdałów, drobno pokrojonych

100 g skórki pomarańczowej, startej na tarce – ja wzięłam 1 łyżkę tartej skórki

2 andruty lub wafle

polewa czekoladowa

 

Wymieszać startą czekoladę, cukier, jajka i mąkę. Dodać migdały, skórkę i delikatnie wymieszać z pianą z białek. Rozłożyć masą na andrutach umieszczonych na folii aluminiowej tak uformowanej, by całość zachowała kształt andruta. Piec 30-35 minut w temperaturze 160º C, ostudzić, polać polewą czekoladową i udekorować. Można użyć gotowej polewy, ale można ją szybko wykonać samodzielnie. Przepis goramarcina1 jest bardzo dobry.

 

Polewa czekoladowa

 

100 g gorzkiej czekolady, najlepiej o wysokiej zawartości kakao

50 ml śmietanki kremówki

1/2 łyżki cukru z wanilią

1/2 łyżki oleju

 

Czekoladę połamać na kawałki. Śmietankę zagotować z cukrem i od razu wlać do miski z czekoladą. Mieszać, aż do rozpuszczenia czekolady. Na koniec dolewać olej, małym strumieniem.

 

 

 

Biszkopt z dwoma masami

08.03.2015

Hania podrzuciła mi ostatnio ten przepis, bo go przetestowała i uznała, że wszystko razem jest pyszne. Fakt. Dzisiaj była bardzo dobra okazja, żeby zrobić uroczyste ciasto, bo jak się dostanie śliczne kwiaty, to nawet należy. Przepis na biszkopt jest re-we-la-cyj-ny. Pięknie się piecze, nic nie opada i wychodzi świetny puchatek. Przyda się też do innych ciast. Pochodzi z bloga Moje Wypieki.

Do przełożenia biszkoptu Hania dodała dwie masy.

MDK zjadł, a potem poprosił o dwie rzeczy: żebym mu dała dokładkę i podziękowała Hani.

 

Biszkopt z dwoma masami

 

Biszkopt

5 jajek

3/4 szklanki drobnego cukru

3/4 szklanki mąki pszennej

1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.

 

Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia (samo dno), nie smarować boków.

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać partiami cukier, łyżka po łyżce, ubijając po każdym dodaniu. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając.

Do masy jajecznej wsypać przesianą mąkę. Delikatnie wymieszać przy pomocy szpatułki lub rózgi kuchennej, by składniki się połączyły. Składniki wymieszane szpatułką spowodują, że biszkopt będzie bardzo puszysty i wypełni formę, wyrastając do wysokości jej boków. Nie należy mieszać przy pomocy miksera.

Delikatnie przełożyć ciasto do tortownicy, wyrównać. Piec w temperaturze 160-170º C przez ok. 35-40 minut lub do tzw. suchego patyczka (ja włożyłam ciasto do gorącego piekarnika i piekłam 30 minut).

Gorące ciasto wyjąć z piekarnika i upuścić je w formie z wysokości 30-40 cm. Wystudzony biszkopt oddzielić nożykiem od formy i przekroić na 3-4 blaty.

 

Masa

1/2 l mleka

4 łyżki mąki ziemniaczanej

3 żółtka

2 cukry waniliowe

1 szklanka cukru

1 i 1/2 kostki masła (ja wzięłam trochę mniej – 300 g)

ananasy z puszki (odciśnięte z syropu)

2 łyżki spirytusu (albo inny alkohol)

2 łyżki kakao

2 łyżki drobno posiekanych orzechów

(zamiast kakao i orzechów można użyć nutelli)

 

Mąkę ziemniaczaną zmiksować z 1/2 szklanki mleka, 3 żółtkami, 2 cukrami waniliowymi.

Resztę mleka zagotować z 1 szklanką cukru. Na gotujące się mleko z cukrem, wlać wymieszaną mąkę ziemniaczaną z mlekiem i żółtkami, cały czas szybko mieszając. Zagotować i gotować jeszcze przez 1 minutę.

Miękkie masło utrzeć mikserem.

Wystudzony krem dodać do utartego masła i zmiksować wszystko ze spirytusem.

Masę podzielić na dwie części. Do jednej części dodać kakao i orzechy (można też trochę gorzkiej czekolady). Do drugiej części dodać ananasy z puszki (ja dodałam 3 plastry do masy, a 6 użyłam do dekoracji).

Blaty biszkoptowe posmarować masą z ananasami, a wierzch masą kakaową. Lub odwrotnie – jak się komu podoba.

 

P.S.

Myślę, że nasączenie blatów syropem cukrowym z jakimś likierem lub rumem (jak do ciastek ponczowych), byłoby świetnym dopełnieniem tego ciasta. Następnym razem tak zrobię.

 

 

 

 

Pączki z ziemniakami

15.02.2015

Ostatnio mam jeszcze mniej czasu niż przedtem, ale pączki zrobiłam. Kiedyś Małgosia dała mi przepis na pączki z ziemniakami. Wtedy przymierzyłam się do nich po raz pierwszy i na długo o tym przepisie zapomniałam. W tym roku wróciłam do niego i wszystkim bardzo te pączki smakowały, więc zrobiłam je nawet dwa razy. Robiłam malutkie pączuszki bez nadzienia i duże z nadzieniem.

 

Pączki z ziemniakami

 

1 kg ziemniaków obranych i ugotowanych

1 kg mąki

6 jajek

125 g masła

10 dag drożdży świeżych

1 łyżka spirytusu lub octu

smalec lub olej do smażenia

konfitury do nadziewania

 

Ziemniaki przecisnąć przez praskę i do jeszcze ciepłych wsypać mąkę, dodać masło, jajka, drożdże, spirytus lub ocet. Wszystko wyrobić i formować pączki, układając je na blacie posypanym lekko mąką. Przykryć ściereczką.  Jak trochę podrosną (ok. pół godziny), smażyć na niezbyt gorącym tłuszczu, żeby się usmażyły, a nie spaliły.

Po usmażeniu kłaść pączki na ręcznikach papierowych, aby wchłonęły tłuszcz. Można je nadziewać przed smażeniem (i mocno zlepiać) lub po usmażeniu (szprycką). Można pączki posypać cukrem pudrem albo polukrować lukrem, np. z tego przepisu na lukier ucierany:

http://dorodnepomidory.bloog.pl/id,340187860,title,Paczki,index.html

 

Ja robiłam pączki z połowy w/w składników i wystarczyło mi lukru, ale jeśli użyje się wszystkich podanych składników, to trzeba zrobić dwa razy więcej lukru niż w przepisie na lukier ucierany.

 

 

 

Ciasto amarantusowe z jabłkami

Lato nam się jakby przesunęło, więc grzybów jeszcze niewiele, za to owoce obrodziły. Dzisiaj proponuję nietypową szarlotkę. Może ona nie wygląda za pięknie, ale bardzo ją lubię w tej postaci. Znalazłam ją na blogu mojeprzepisy.pl.

Ciasto amarantusowe z jabłkami

1 szklanka mąki pszennej

1 szklanka kaszy mannej

1 szklanka płatków owsianych

1 szklanka cukru

1 szklanka poppingu (lub nasion) z amarantusa

1 kg jabłek

1 szczypta cynamonu

1 opakowanie cukru waniliowego

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 kostka masła (250 g)

bułka tarta do formy

Jabłka obrać i pokroić w kostkę. Mąkę, kaszę, płatki, cukier, popping  (lub nasiona) z amarantusa, cynamon, cukier waniliowy i proszek do pieczenia dokładnie wymieszać. Do wysmarowanej masłem i wysypanej tartą bułką formy wsypać połowę przygotowanej mieszaniny, wyłożyć na nią pokrojone jabłka. Przykryć resztą mieszaniny. Na wierzchu równomiernie rozłożyć masło.

Piec 1 godzinę i 15 minut w temperaturze ok. 200º C.

Wpis z 12.10.2014 r.

Tort z białym makiem i nutellą

– Jak wyglądałby świat bez mężczyzn?

– Byłby pełen szczęśliwych grubych kobiet.

Kiedyś to gdzieś przeczytałam i bardzo mi się spodobało. Oczywiście ten tort ma milion kalorii, ale jest bardzo dobry. Znalazłam go na stronie zpamietnikapiekarnika.blox.pl i robiłam dwa lub trzy razy. Raz robiłam tort w mniejszej foremce i był ładniejszy (Ø 26 cm), a innym razem w większej (Ø 30 cm) i okazał się zbyt płaski (zdjęcie 2).

Śliczne origami – list i irysy dostałam od Małgosi, która potrafi złożyć z papieru prawdziwe cuda.

Tort z białym makiem i nutellą

Ciasto:

1 szklanka białego maku

6 jajek

1 szklanka cukru

3 łyżki bułki tartej

Krem:

5 łyżek nutelli

800 g śmietanki 30%

2 łyżeczki żelatyny

Przygotować ciasto

Mak zalać wodą, płukać do momentu, kiedy na wierzchu nie będą unosić się żadne nieczystości. Gotować 30 minut, ostudzić, osączyć na gęstym sitku i zmielić 2-3 razy przez maszynkę.

Żółtka utrzeć do białości z cukrem, dodać mak i bułkę tartą, dokładnie wymieszać.

Białka ubić na sztywno, wymieszać delikatnie z masą jajeczno-makową.

Piec ok. 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180° C. Sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest upieczone. Ostudzić i pokroić na 3 krążki.

Przygotować krem

600 g śmietanki ubić na sztywno, delikatnie wymieszać mikserem z nutellą.

Żelatynę zalać gorącą wodą, mieszać do rozpuszczenia, dodać do masy śmietankowej i miksować na wolnych obrotach. Odstawić do lodówki do czasu, aż zacznie tężeć. Tężejącą masą przełożyć biszkopt makowy oraz posmarować dookoła. Pozostałe 200 g śmietany ubić na sztywno (bez cukru) i posmarować wierzch. Ozdobić (ja ozdobiłam czekoladą w proszku). Schłodzić ok. 1 godziny w lodówce i podawać.

Wpis z 19.07.2014 r.

Napoleonki last minute

Dzisiaj Dzień Dziecka, więc musi być coś słodkiego. Jakiś czas temu, 1 czerwca, prowadzono w radiu rozmowy na temat dzieciństwa. Różne gwiazdy opowiadały o tym okresie życia z rozrzewnieniem, natomiast Krzysztof Skiba miał inne zdanie. Stwierdził, że nienawidził być dzieckiem, bo dziecko to taki mały niewolnik. Ponieważ należę do tego samego pokolenia, więc wiem, że dzieci musiały kiedyś słuchać rodziców, a nie odwrotnie. Wówczas nie słyszano jeszcze o bezstresowym wychowaniu małych terrorystów i dzieciom było na pewno trudniej, ale Dzień Dziecka był obchodzony.

Przepis na te napoleonki dała mi Iza, koleżanka z pracy. Było to dawno i od tamtego czasu zrobiłam te ciastka wiele razy. Poza tym, że takie proste napoleonki bardzo nam w domu zasmakowały, to przygotowanie ich nie zabiera dużo czasu, co jest ich dużą zaletą.

Napoleonki

1/2 l mleka

1/2 kostki masła (= 125 g)

3/4 szklanki cukru

Wszystko zagotować.

1/2 l mleka

4 żółtka

4 cukry waniliowe

1 szklanka mąki pszennej

1 łyżka mąki ziemniaczanej

Wszystko zmiksować, wlać do większego garnka i dodać, miksując, ugotowaną masę z masłem. Wszystko zagotować mieszając.

Około 1 i 1/2 paczki krakersów – połowę rozłożyć w dużej, wyższej formie, wyłożyć na nie zgęstniałą masę i przykryć drugą połową krakersów. Jak ostygnie, pokroić wzdłuż brzegów krakersów, przełożyć na talerz i posypać cukrem pudrem.

Wpis z 01.06.2014 r.

Tort egipski

„Ale zresztą… czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma.” jak stwierdził filozoficznie Kłapouchy w „Chatce Puchatka”.

Niezależnie od tego, że urodziny trwają tylko jeden dzień, nasz stosunek do nich z czasem się radykalnie zmienia. Od radosnego po wręcz niechętny. Gdy jesteśmy dziećmi, bardzo nas taki dzień cieszy, bo mamy cały rok więcej i czujemy się doroślejsi. Młodzież też jeszcze się cieszy, ale później jest już gorzej. Możemy sobie nucić w duchu „Nic się nie stało, kochana nic się nie stało”, niemniej jednak urodziny nie cieszą nas już tak jak dawniej. Staramy się wtedy znaleźć jakąś metodę żeby ten dzień nas nie zdołował. Niektórzy zatrzymują się na jakimś wieku i tej wersji się trzymają odpowiadając na pytanie dzieci: „Mamusia ma koło czterdziestki”. W znajomej rodzinie nawet dość długo wszyscy to łykali dopóki wnuki nie zauważyły, że ich rodzice są już starsi od babci. Dzieci bywają okrutne.

Ja od jakiegoś czasu poszłam dalej, bo po prostu co roku odejmuję sobie z okazji urodzin jeden rok. Taki mały miły prezent.

W tym roku z okazji 22 urodzin zrobiłam tort egipski. Jest z nim sporo zachodu, więc chciałam pójść na skróty, upiec jeden blat i podzielić go na trzy części. Niestety, udało mi się go przeciąć tylko na dwie części, więc na przyszłość będę piekła trzy oddzielne blaty, jak w przepisie. Przepis pochodzi od Zaytoon. Tort jest słodziutki, ale pyszny.

Tort egipski

Składniki na blaty – należy upiec 3 blaty, używając do każdego:

2 białka

2 łyżki cukru

1/2 łyżki mąki pszennej

40 g zmielonych orzechów laskowych.

(W sumie potrzeba do blatów: 6 białek, 6 łyżek cukru, 1,5 łyżki mąki pszennej i 120 g orzechów laskowych).

Białka ubić na sztywno i, wciąż ubijając, dodawać stopniowo cukier. Powoli wsypać mąkę i orzechy, delikatnie wymieszać. Ciasto wlać do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o średnicy 20 cm (ja użyłam tortownicy o średnicy 24 cm). Piec przez ok. 15 minut (do suchego patyczka) w temperaturze 170º C.

Składniki na masę budyniowo-maślaną:

10 żółtek

10 łyżek cukru

5 i 1/2 łyżki mąki pszennej

32 g cukru waniliowego

340 ml mleka

170 g masła

2 łyżki ekstraktu waniliowego

W garnuszku zmiksować żółtka, cukier, mąkę i mleko. Zagotować, mieszając, do zgęstnienia. Ostudzić (dobrze jest przykryć naczynie folią, aby nie utworzył się kożuch).

Masło utrzeć na puszystą masę. Miksować powoli, stopniowo dodając chłodny budyń.

Karmel:

200 g cukru

Cukier wsypać do garnka z grubym dnem, postawić na niewielkim ogniu i poczekać, aż powstanie karmel. Wówczas bardzo szybko trzeba go wylać na papier do pieczenia, rozsmarować w miarę równomiernie. Po stwardnieniu połamać karmel na nieduże kawałki (np. wałkiem) uważając, by nie rozdrobnić go na proszek.

Składniki na masę z bitej śmietany:

340 g śmietany kremówki

2 łyżki cukru (użyłam cukru pudru)

120 g podpieczonych orzechów laskowych, posiekanych

+ karmel wg w/w przepisu.

Śmietanę ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodać 2 łyżki cukru.

Orzechy podpiec do zrumienienia i posiekać na małe kawałki.

Ubitą śmietanę wymieszać z orzechami i karmelem.

Wykonanie:

Na paterze ułożyć 1 blat, na nim część masy budyniowej, a następnie część ubitej śmietany. Na to kolejny blat… itd. kończąc na bitej śmietanie. Trochę masy budyniowej trzeba zostawić do posmarowania boków tortu. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin (nam bardziej smakował na drugi dzień).

Wpis z 02.05.2014 r.

Babka bardzo kakaowa

Przepis na to ciasto dostałam od Marcina. Ciasto nazywa się murzynek i zaleca się pieczenie go w formie na babkę, takiej z kominkiem, z uwagi na dużą ilość serka. Chodzi o to, że w takiej foremce jest cieńsza warstwa ciasta i wówczas się ono dobrze upiecze, a w prostokątnej foremce może być niedopieczone. Skoro jednak wychodzi babka, to może być też dobre ciasto na Święta.

Ciasto jest bardzo dobre, dosyć ciężkie – podobne do brownie. O polewie nic w przepisie nie było, ale ponieważ ciasto nie jest zbyt słodkie, więc zrobiłam do niego lukier. Bardzo dobrze smakuje z lodami śmietankowymi.

Raz dodałam do ciasta 180 g kakao – było bardzo wytrawne, drugi raz dodałam 150 g kakao i było znacznie delikatniejsze i ten wariant bardziej mi odpowiada.

Babka kakaowa

4 jajka

250 g masła + masło do wysmarowania formy

2 szklanki cukru (lub trochę więcej)

150 – 180 g kakao – połowa Decomoreno i połowa jakiegoś innego (ja użyłam tylko Decomoreno, bo tylko takie miałam)

400 g serka homogenizowanego naturalnego (np. Turka)

ok. 2 szklanek mąki

1/2 paczki proszku do pieczenia (wzięłam 3 łyżeczki)

ewentualnie mleko lub woda

Formę na babkę z kominkiem wysmarować masłem, wysypać tartą bułką i odstawić (moja forma była za mała, więc część ciasta upiekłam w małej prostokątnej foremce).

Do garnka wrzucić masło, cukier i kakao. Podgrzać, aby masło się roztopiło i wymieszać z cukrem oraz kakao. Powstanie gęsta masa, ale wszystko się połączy. Można dodać troszkę wody lub mleka żeby łatwiej się mieszało. Dobrze jest to robić w garnku z grubym dnem i mieszać, aby się nie przypaliło. Odstawić z ognia.

Gdy trochę ostygnie, dodać serki i jajka. Mieszać, aż składniki się połączą, a masa zrobi się rzadsza. Mieszając dodać proszek do pieczenia i partiami mąkę. Masa wyjdzie dosyć gęsta. Przełożyć ją do blaszki i włożyć do piekarnika. Piec najpierw 40 minut w temperaturze 140-150º C, a potem przez ok. 20 minut w temperaturze 170-180º C. Sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest upieczone, lub nawet nacisnąć powierzchnię, czy się nie zapada. Jeśli tak, trzeba jeszcze podpiec.

Wpis z 15.04.2014 r.

Wiosna i ciastka digestive

Kwiecień-plecień przeplata dni tak, jak powinien. Drzewa są już obsypane kwiatami, a kasztany mają coraz większe liście (zwłaszcza te w wazonie). Ja staram się sprostać zadaniom dnia codziennego, ale przejeżdżając przez miasto rzucam okiem na żółte krzewy, drzewa białe jak panny młode i coraz więcej zieleni. Najpiękniejsze w moim rankingu są magnolie: białe, jasno albo ciemnoróżowe. Bajeczne. Szkoda tylko, że tak krótko kwitną.

Przymierzam się już do wiosennej diety, więc jeśli ciasteczka, to najchętniej takie jak digestive. Bardzo dobry przepis znalazłam na blogu Moje wypieki i nieraz już takie ciasteczka robiłam. Świetnie sprawdzają się też, po pokruszeniu i zmieszaniu z masłem, jako spód do ciast. Polecam.

Ciastka digestive

175 g mąki pełnoziarnistej (używam pszennej typ 2000)

50 g mąki pszennej białej

50 g zmielonych niezbyt drobno płatków owsianych

1/2 łyżeczki soli

1 łyżeczka proszku do pieczenia

100 g masła

2-3 łyżki brązowego cukru

60 ml mleka (4 łyżki)

Płatki owsiane zmielić mikserem z ostrzami. Wszystkie składniki zagnieść i – moim zdaniem – włożyć na godzinę do lodówki.

Wałkować nie całkiem cienko, a następnie wycinać ciastka o średnicy 4-5 cm. Wyłożyć na natłuszczoną lekko blachę lub blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Włożyć do piekarnika nagrzanego do temperatury 180-190º C i piec ok. 10-15 minut.

Wpis z 10.04.2014 r.

Pączki

Zbliża się tłusty czwartek, polskie hedonistyczne święto (podobno katolicy niemieccy też je obchodzą, chociaż nie ma przecież związku z religią). Dozwolone, a nawet wskazane jest zjedzenie pączka albo faworka. To ostatni dzwonek, bo niedługo trzeba będzie nałożyć jakieś cieńsze ciuchy i wyjdą na jaw wszystkie zimowe oponki.

Zrobienie dobrych pączków wymaga wprawy. Najważniejsze jest smażenie. Tłuszcz musi być podgrzewany na niewielkim ogniu, bo jeśli będzie za gorący, pączki będą rumiane na zewnątrz, ale w środku surowe. Czasem mi wychodzi jasna obwódka na równiku, czasem nie.

Przepis na pyszne pączki pochodzi z książki Marka Łebkowskiego „Kuchnia polska”, ale lukier proponuję zrobić wg przepisu Pierre’a Hermé.

Pączki

1 kg mąki pszennej

100 g drożdży (wzięłam 60 g)

6 żółtek

500 ml mleka

100 g cukru

1 jajko

50 ml spirytusu lub rumu

1 cytryna

100 g masła

wanilia

sól

400 g konfitur (tradycyjnie z płatków róży lub wiśniowe)

smalec lub olej do smażenia (tradycyjnie smalec).

Lukier ucierany:

1/2 cytryny

225 g cukru pudru

1 białko

Drożdże rozetrzeć z 1 łyżką cukru, 200 g mąki i 150 ml mleka. Odstawić w ciepłe miejsce na 1 godzinę. Po wyrośnięciu dodać żółtka utarte z jajkiem i cukrem, resztę mąki i mleka, sok oraz skórkę otartą z cytryny, alkohol, startą wanilię i szczyptę soli. Wyrabiać ciasto, aż będzie lśniące i zacznie odstawać od ręki. Dodać roztopione i przestudzone masło, ponownie wyrobić i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Po wyrośnięciu formować pączki. Można to zrobić wałkując ciasto i wycinając grubsze krążki foremką, smażyć i napełniać nadzieniem ze szprycy. Można wałkować ciasto na grubość 2 cm, wycinać foremką krążki o średnicy 4 cm , wkładać na jeden krążek łyżeczkę konfitur, na to kłaść drugi krążek i mocno zalepiać brzegi, wyrównując później brzegi foremką. Pierwszy sposób jest praktyczniejszy, bo nie narażamy się na to, że któryś pączek pęknie podczas smażenia.

Można też formować małe pączki pamiętając, że przecież urosną.

Pączki układać na blacie wysypanym lekko mąką, zachowując odstępy między nimi. Przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia. Gdy podrosną, rozgrzać w garnku tłuszcz i wkładać po kilka pączków, tak aby się ze sobą nie stykały. Garnek przykryć pokrywką i smażyć na średnim ogniu, aż się zrumienią. Przewrócić i smażyć drugą stronę, bez przykrycia.

Usmażone pączki osączyć na papierowych ręcznikach.

Przygotowanie lukru:

wycisnąć sok z cytryny. Cukier wsypać do miski. Dodać białko i kilka kropli soku z cytryny. Ucierać (robię to mikserem), aż lukier będzie gęsty i puszysty, dodając po trochu sok z cytryny.

Ja lukruję pędzlem jeszcze ciepłe pączki, od razu posypuję posiekaną skórką pomarańczową i odstawiam do wystygnięcia.

Wpis z 22.02.2014 r.

Z okazji Walentynek

09.02.2014

Na początku istnieli ludzi, którzy byli podwójni. Mieli dwie twarze, dwie pary rąk, dwie pary nóg i dwie płcie. Istoty te były tak potężne, że zaczęły zagrażać bogom. Dlatego Zeus postanowił odebrać im tę wielką siłę. Poprzecinał każdego na dwie połowy, jak owoce na kompot. Po tym rozcięciu każdy tęsknił za drugą połową i chciał się z nią zrosnąć w uścisku. Żadne nic nie chciało robić bez drugiego. Do dzisiaj Eros do dawnej chce nas sprowadzić postaci. Jeśli ktoś przypadkiem znajdzie swą drugą połowę, dziwnie jedno drugiemu zaczyna być miłe, bliskie, kochane. Miłość jest na imię temu dążeniu do uzupełnienia siebie do całości. A dwie połowy gdy się odnajdą, są znów potężne jak bogowie.

Taką piękną legendę opowiedział Platon w „Uczcie”. Ostrzegł też żeby za bardzo nie podskakiwać, bo nas znowu rozetną, tym razem na ćwiartki. Opowieść przytoczyłam z okazji nadchodzących Walentynek. To takie miłe święto z importu. Warto z tej okazji upiec coś słodkiego. Przepis na muffinki znalazłam na blogu Moje Wypieki.

 

Muffiny jagodowe (8 muffinek)

 

300 g mąki

1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

80 g miałkiego brązowego cukru

150 g świeżych lub mrożonych jagód

1 roztrzepane jajko

180 g maślanki

125 ml oleju

 

W jednym naczyniu połączyć suche składniki: mąkę, sodę, proszek, cukier (wymieszałam łyżką). W drugim mokre: jajko, maślankę, olej (zmiksowałam). Połączyć zawartość obu naczyń, wmieszać jagody. Wymieszać szybko i niedokładnie, tylko do połączenia się składników. Gdyby ciasto było zbyt gęste, można dodać kilka łyżek maślanki.

Formę do muffinek wyłożyć papilotkami. Nałożyć w nie ciasto tak, aby sięgało wysokości 3/4 foremki.

Piec ok. 25-30 minut w temperaturze 190º C. Należy sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest upieczone. Po upieczeniu przez 5 minut nie wyciągać z foremek, później studzić na kratce.

 

 

 

Ciasteczka z pasternakiem

13.01.2014

Spodobały mi się od pierwszego wejrzenia. Parę następnych wejrzeń spowodowało, że je zrobiłam. Można je zrobić również na słodko albo z nadzieniem jak do pierogów ruskich czy z mięsem – byle nadzienie nie było zbyt wilgotne. Zrobiłam je jednak z pasternakiem jak akurat dorwałam pasternak. Nie jest to jednak łatwe, więc można zastosować inne nadzienia. Przepis znalazłam na blogu przy-stole.blogspot.com, gdzie występują jako pop-tarts z pasternakiem –  pomysł ze Smitten Kitchen.

 

Ciasteczka z pasternakiem (6 sztuk):

 

Ciasto:

250 g mąki

120 g masła

1 jajko

1 łyżka zimnego mleka

1 łyżeczka soli

szczypta cukru

 

Nadzienie:

300 g pasternaku

kardamon + pieprz + skórka otarta z 1/2 cytryny lub:

tymianek + pieprz + skórka

 

Zagnieść ciasto, odłożyć na 1/2 godziny do lodówki. Pasternak podgotować chwilę (3-4 minuty), zetrzeć na tarce o dużych oczkach, wymieszać z wybranymi przyprawami, odstawić.

Ciasto cieniutko rozwałkować, pokroić na 12 prostokątów wielkości kart do gry (mnie wyszło więcej – może moje karty są mniejsze?). Połowę prostokątów posmarować żółtkiem, nałożyć na nie po 1,5-2 łyżki nadzienia, przykryć pozostałymi kawałkami ciasta i dokładnie zalepić brzegi. Zrobić widelcem na brzegach wzorek, każde ciastko nakłuć kilka razy wykałaczką. Schłodzić w lodówce przez 15-20 minut. Piec na złoty kolor ok. 15-20 minut w temp. 180º C.

 

 

 

Pikantne ptysie

29.12.2013

Trzeba pomyśleć o czymś wytrawnym, bo chyba większość osób po Świętach ma już dosyć słodkości. Kiedyś na stronie kobieta.wp.pl znalazłam przepis na zupełnie niesłodkie ptysie. Można je zrobić z podanymi niżej twarożkami, ale również z pastą z pieczarek albo szynką i korniszonami, albo makrelą wędzoną zmiksowaną z majonezem, ubitą śmietanką kremówką i koperkiem. Można wymyślić jakieś inne nadzienie – byle niezbyt mokre, bo ptysie rozmiękną.

 

Pikantne ptysie

 

1 szklanka wody

10 dag masła

szczypta soli

15 dag mąki

4 jajka

 

Farsz:

25 dag twarożku

5 łyżek jogurtu

1 cebulka

szczypiorek

sól, pieprz

 

lub

100 g twarogu

50 g sera pleśniowego

5 łyżek jogurtu

natka pietruszki

 

W rondelku zagotować wodę z masłem oraz szczyptą soli, do wrzącej wsypać mąkę, mieszać, aż ciasto zacznie odstawać od ścianek naczynia. Zestawić, lekko przestudzić, miksować dodając po jednym jajku, każde następne wbijać dopiero wtedy, kiedy poprzednie zostanie całkowicie wchłonięte przez ciasto.

Blachę wyłożyć pergaminem, rękaw cukierniczy napełnić ostudzonym ciastem, wyciskać na papier kulki wielkości orzecha włoskiego, zachowując odległość 2 cm. Piec ok. 20 minut w temp. 220º C, ostudzić, przekroić na pół, włożyć do środka nadzienie.

 

 

 

Kruche ciasteczka orzechowe

28.12.2013

W książce A. A. Milne „Chatka Puchatka” Puchatek rzucał tylko okiem na zegar, który stanął kilka tygodni wcześniej za pięć jedenasta i mawiał wesoło: „Akurat nadszedł czas na małe Conieco”.

Zanim znowu zaczniemy się odchudzać, jeszcze świąteczne Conieco, czyli pyszne, kruche ciasteczka. Renata dała mi przepis z ugotuj.to, bo ktoś znajomy zrobił i ciasteczka okazały się warte powtórzenia.

 

Kruche ciasteczka orzechowe

60 dag mąki krupczatki

40 dag masła

1-2 łyżki gęstej kwaśnej śmietany (jeśli potrzeba)

20 dag cukru pudru

3 żółtka

szczypta soli

1 szklanka pokrojonych (nie zmielonych) orzechów (ja wzięłam włoskie)

olej do posmarowania blachy

cukier puder do posypania ciasteczek (ja nie posypałam, bo słodkie)

 

Mąkę posiekać z rozdrobnionym, wychłodzonym masłem. Dodać cukier, wyrobić dokładnie ciasto. Gdy ciasto będzie się kruszyć, dodać śmietanę. Całość owinąć folią i włożyć na godzinę do lodówki.

Orzechy połączyć dokładnie z wychłodzonym ciastem. Można też najpierw rozwałkować wychłodzone ciasto na grubość 0,5 cm, posypać orzechami i lekko je wcisnąć wałkiem. Wykrawać radełkiem lub foremkami ciasteczka.

Blachę posmarować lekko olejem (ja wyłożyłam papierem do pieczenia), układać ciasteczka na blasze i wstawić do piekarnika nagrzanego do temp. 200º C. Piec 15-18 minut.

 

 

 

 

Strucla makowa

22.12.2013

Dobrze, że w tej najciemniejszej porze roku są Święta, bo gdyby ich nie było, to można by popaść w depresję. A jak nadchodzą takie uroczystości, to trzeba pobiegać po mieście i poszukać prezentów, żeby wyręczyć Mikołaja, a także dokładniej posprzątać. I poprać. Dzięki temu ludzie muszą wykazać większą aktywność, a nie smętnie zastanawiać się jak przeżyć zimną ciemnicę.

Co do prania, to muszę powiedzieć, że najtrudniej jest ze skarpetkami. Zawsze się musi zapodziać jedna od pary i nie wiadomo, gdzie zniknęła. Przeszukiwanie wnętrza pralki nie daje zwykle rozwiązania zagadki. Najciekawsza wydaje mi się teoria Romka. Otóż Romek ma pralkę z suszarką i on twierdzi, że to bogowie suszarek zabierają te brakujące skarpetki. My mamy pralkę bez suszarki, a problem istnieje, więc zachodzi możliwość działalności bogów pralek.

Poza praniem, sprzątaniem i szukaniem prezentów trzeba jeszcze przygotować jedzenie. Tym razem klasyczny makowiec. To prawda, że wymaga sporo pracy, ale za to jest naprawdę pyszny. Przepis znalazłam w książce Marka Łebkowskiego „Kuchnia polska” i okazał się znakomity.

 

Strucla makowa (2 sztuki)

 

Składniki ciasta:

500 g mąki

150 ml mleka

30 g drożdży

100 g cukru

4 łyżki masła

1 jajko

2 żółtka

1 łyżka cukru waniliowego

 

Składniki masy makowej:

300 g maku

2 jajka

150 g cukru

1 łyżka masła

3 łyżki miodu

wanilia (pominęłam)

skórka z 1 cytryny

150 g rodzynków

50 g posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej

ja dodaję jeszcze 15-20 g posiekanych orzechów włoskich

 

Przygotowanie ciasta

Drożdże rozetrzeć z 1 łyżką cukru i ciepłym mlekiem. Dodać 150 g mąki, wymieszać, przykryć i odstawić rozczyn w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Po 1 godzinie do wyrośniętego rozczynu dodać żółtka utarte z pozostałym cukrem, resztę mąki i jajko. Wyrobić ciasto, wlać roztopione masło, dodać cukier waniliowy, ponownie wyrobić i odstawić do wyrośnięcia.

 

Przygotowanie maku

Mak opłukać, zalać wrzątkiem i gotować 10-15 minut. Odcedzić i zmielić w maszynce 3 razy. Włożyć do garnka z roztopionym masłem, dodać miód, skórkę pomarańczową i cytrynową, startą wanilię, opłukane rodzynki. Smażyć mieszając 10-15 minut. Zdjąć z ognia, ostudzić i wymieszać z żółtkami utartymi z cukrem oraz pianą ubitą z białek.

 

Ciasto podzielić na 2 części, obie cienko rozwałkować i na każdej rozsmarować połowę masy makowej (pozostawiając wolne 2-3 cm przy brzegach). Zrolować (niezbyt ściśle), zakleić końce, włożyć do foremek posmarowanych tłuszczem lub położyć na blasze i odstawić do wyrośnięcia. Przed pieczeniem można stucle posmarować białkiem i piec w podłużnej blaszce. Można też owinąć strucle luźno (ok. 1 cm luzu od góry) papierem do pieczenia posmarowanym olejem.

Piec ok. 50 minut w temperaturze 200º C (piekłam trochę krócej).

Po ostudzeniu można strucle polukrować, np. lukrem z tego przepisu:

Z cukru był król…

oraz posypać posiekaną skórką pomarańczową z syropu.

 

 

 

Tarta belgijska z cukrem

21.11.2013

Jeśli mamy w planach:

a) wzięcie udziału w maratonie,

b) długotrwałe tańczenie zumby,

c) inne poważne wysiłki fizyczne,

zróbmy to ciasto i cieszmy się wspaniałym maślanym smakiem.

Zachęcona świetnym sernikiem krakowskim Pierre’a Hermé, wypróbowałam kolejny przepis słynnego francuskiego cukiernika. Muszę przyznać, że tarta jest przepyszna, ale trzeba się pilnować z jedzeniem, bo świetnie idzie w biodra. Tymczasem trudno jest poprzestać na jednym kawałku. Monsieur Hermé radzi, aby jeść tartę w tym samym dniu, w którym była przyrządzona, ale nie zmuszajmy się za bardzo – na drugi dzień też jest świetna.

W związku z wątpliwościami niektórych osób dotyczącymi ilości mąki, odpowiadam, że widocznie tyle właśnie ma jej być. To nie jest typowa tarta. To jest tarta tylko troszkę grubsza niż omlet i taka właśnie ma być, bo ją widziałam na zdjęciu w książce i mnie też tak wyszła. Rośnie na jajku i odrobinie drożdży.

Według przepisu ciasto miesza się drewnianą łyżką. Jeżeli wyrabia się je ręką, wówczas jest bardziej lejące. Gdyby było zbyt rzadkie, to trzeba albo dodać troszkę mąki, albo rozprowadzić je palcami po dnie formy.

 

Tarta belgijska z cukrem

 

Przygotować ciasto drożdżowe maślane (250 g):

2,5 g drożdży,

95 g mąki,

10 g cukru drobnego kryształu,

2 g (niecałe pół łyżeczki soli),

1 duże jajko,

75 g masła o temperaturze pokojowej + masło do smarowania formy.

 

Drożdże pokruszyć do miski. Dodać mąkę, cukier i sól, dokładnie wymieszać drewnianą łyżką. Dodać jajko, wyrobić ciasto, aż będzie odstawać od ścianek miski.

Masło pokroić na małe kawałki. Stopniowo dodając do ciasta, wyrabiać, aż składniki się połączą i ciasto będzie elastyczne. Ciasto wstawić do lodówki na 40 minut.

Formę na tartę o średnicy 26 cm (lub tortownicę) posmarować masłem. Z ciasta uformować kulę, rozwałkować na okrągły placek o średnicy formy i włożyć do formy. Pozostawić w temperaturze pokojowej (22-24° C) na 2 godziny do wyrośnięcia.

 

Przygotować:

80 g cukru pudru,

1 jajko,

30 g crème fraîche lub śmietanki.

 

Nagrzać piekarnik do temperatury 220° C. Jajko wybić do miseczki i roztrzepać. Wierzch ciasta posmarować jajkiem i posypać cukrem pudrem (można przez sitko żeby była równa warstwa).

Wstawić ciasto do piekarnika, obniżyć temperaturę do 200° C i piec przez 12 minut.

Ciasto wyjąć z piekarnika, posmarować crème fraîche lub śmietanką i ponownie wstawić do piekarnika. Piec przez 8-10 minut, aż gorący cukier wchłonie śmietankę.

Tartę można podawać na ciepło lub na zimno.

 

 

 

Delikatne ciasto z mascarpone

19.08.2013

Bardzo lubię podróże i zwiedzanie zabytków i nie wiem, o co chodzi, ale jedynym krajem, do którego nie chciałabym pojechać są Włochy. Pogoda jest tam wspaniała, zabytki także, a kuchnię uwielbiam. Ponieważ nie wybieram się do Włoch, więc włoskie potrawy i desery jadam w innych krajach. Często sama coś robię, najchętniej latem oczywiście. Teraz jestem na diecie, ale to ciasto robiłam niedawno i okazało się bardzo dobre.

Przepis pochodzi z książki „Desery z różnych stron świata”, której autorką jest Francesca Massa.

 

Delikatne ciasto z mascarpone

 

Ciasto:

80 g mąki,

150 g cukru,

50 g masła,

5 białek,

1/2 l mleka,

bułka tarta,

szczypta soli.

 

Krem:

350 g serka mascarpone,

150 g orzechów laskowych (w książce nic nie piszą na temat rozdrobnienia orzechów. Ja je zmieliłam w młynku do orzechów),

3 łyżki cukru pudru,

3 żółtka.

 

Wykonanie ciasta: mąkę wymieszać z cukrem oraz szczyptą soli, rozprowadzić zimnym mlekiem i trzymać na średnim ogniu ok. 10 minut, tj. do czasu, aż masa zgęstnieje do konsystencji budyniu. Zdjąć z ognia i nie dopuszczając do wystygnięcia, dodawać ostrożnie na zmianę kawałki masła i pianę ubitą z białek. Wysmarować masłem i posypać bułką tartą okrągłą tortownicę o średnicy 30 cm. Wyłożyć na nią przygotowaną masę i piec ok. 40 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 st. C. Nie otwierać piekarnika, dopóki ciasto nie ostygnie.

 

Wykonanie kremu: żółtka ubić z cukrem pudrem, dodać mascarpone i orzechy. Rozsmarować masę na cieście i udekorować chmurkami bitej śmietany.

Jeśli ktoś woli udekorować tort owocami, trzeba rozsmarować na powierzchni ciasta bitą śmietanę, ułożyć na niej owoce i posmarować galaretką. Wierzch można jeszcze przybrać małymi porcjami bitej śmietany.

 

 

 

 

Ciasteczka tiramisu

23.06.2013

Byłam wczoraj w  piwnicy „Nutka Cafe” na koncercie Olgi Makarowej. Olga grała na pianinie i śpiewała, a Paweł Sytnik akompaniował jej na gitarze. Olga śpiewała piosenki ukraińskiej artystki Kwitki Cisyk, Anny German i swoje własne – też ukraińskie, bo Olga jest Ukrainką. Poznałam ją na kursie angielskiego. Wiedziałam, że jest językoznawcą, a teraz dowiedziałam się, że pisze u nas doktorat i ma piękny głos. Jest wrażliwą artystką, do której piosenki przychodzą nawet we śnie. Szczerze mówiąc sądziłam, że ma też polskie korzenie, bo mówi po polsku – z lekkim akcentem, ale bardzo dobrze.

Koncert był naprawdę świetny i bardzo nastrojowy. Piosenki wykonywane przez Olgę zrobiły na publiczności duże wrażenie i wyraziliśmy nadzieję, że pójdzie dalej w tym kierunku. Zgodnie uznaliśmy, że salka była za mała na taki głos. Dziękuję Olu za wspaniały wieczór.

A później jeszcze klub 1500m2 do wynajęcia na warszawskim Powiślu żeby zobaczyć występ taneczny drugiej naszej koleżanki Karoliny Domańskiej. Karolina jest instruktorką tańca pole dance w „Oh Lala” na Brackiej. Tańczy świetnie i dzięki niej przedłużenie naszego wieczoru było idealne.

 

Z okazji koncertu i spotkania naszej grupy zrobiłam ciasteczka tiramisu. To już prawie koniec ciągu imienin, urodzin i innych uroczystości, które trwają u mnie zawsze dosyć intensywnie od kwietnia do czerwca, czyli cały II kwartał roku. Po tym okresie będę mogła już spokojnie przejść na dietę, a na razie jeszcze na prośbę Małgosi przepis Marthy Stewart na te ciasteczka, pochodzący z Moich Wypieków. Od razu ostrzegam, że ciasteczka są czasochłonne i, jeśli o mnie chodzi, to nieprędko zdecyduję się na ponowne ich wykonanie. Niemniej, gdyby ktoś miał nadmiar czasu, polecam.

 

Ciasteczka tiramisu

 

Składniki na 30 ciastek:

5 dużych jajek (osobno białka i żółtka),

1 szklanka cukru,

3 łyżki kawy rozpuszczalnej,

1/2 szklanki mąki (wzięłam 1 szklankę, bo mi się ciasto rozlewało – może dlatego, że był upał),

1/4 łyżeczki soli,

kakao do oprószenia – ok. 2 łyżek.

 

Składniki na krem:

3/4 szklanki serka mascarpone,

1/4 szklanki cukru pudru,

3 łyżki likieru migdałowego np. amaretto,

1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii.

 

Ponadto:

170 g czekolady deserowej (wzięłam 100 g i dołożyłam trochę masła).

 

Ubić żółtka z połową cukru do białości (ok. 3 minut). Dodać kawę rozpuszczalną i dalej ubijać przez 2 minuty. Dodać mąkę, wymieszać do połączenia składników (masa będzie dosyć gęsta).

W drugim naczyniu ubić białka ze szczyptą soli aż będą sztywne. Dodać resztę cukru (1/2 szklanki), dalej ubijając.

Białka wymieszać z masą żółtkową (stopniowo dodając białka i mieszając), do połączenia składników.

Masę przełożyć do rękawa z okrągłą końcówką i wyciskać na blachę nieduże ciasteczka (60 sztuk), w sporych odstępach od siebie. Po wyciśnięciu oprószyć kakao.

Piec 12-14 minut w piekarniku nagrzanym do 170 st. C.

Ostudzić na kratce.

Ciasteczka po upieczeniu powinny być miękkie, nie chrupiące. W przepisie jest informacja, że jeśli tak się nie stanie  to żeby pozostawić zamknięte w szczelnym pojemniku ciasteczka do następnego dnia bez kremu, co ma je zmiękczyć. Ja od razu przełożyłam je kremem, włożyłam w pudełku do lodówki i pomogło. Po paru godzinach wszystkie były jak trzeba.

 

Krem do przełożenia: wszystkie składniki zmiksować i schłodzić przez 15 minut.

 

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Ostudzone ciastka smarować od płaskiej strony czekoladą, pozostawić do zastygnięcia, przełożyć kremem i podawać.