Archiwum kategorii: Pierogi, placki, kluski, naleśniki

Omlet grzybek

Niedawno, gdy nie miałam czasu na ugotowanie czegoś, przypomniałam sobie o takim szybkim daniu jak biszkoptowy omlet grzybek. Zrobiłam go latem z kurkami smażonymi na maśle, ale kiedyś dość często jadałam ten omlet z dżemem lub groszkiem zielonym. Najlepszy omlet robi się z uprzednio ubitymi białkami i żółtkami, bo jest puchaty. Jednak czasem idę całkiem na skróty i robię ten omlet miksując całe jajka z mąką. Nie jest wtedy puchaty, ale za to błyskawiczny.

Omlet grzybek

2 jajka

1 łyżka mąki (może być pszenna, ale też ziemniaczana czy kukurydziana)

szczypta soli

masło do smażenia

Żółtka oddzielić od białek. Zmiksować białka na sztywną pianę, a żółtka w drugim naczyniu ubić z łyżką mąki i szczyptą soli.

Żółtka dodać do białek i delikatnie wymieszać. Na patelni rozpuścić kawałek masła i wlać ciasto. Wyrównać powierzchnię łopatką i smażyć na średnim ogniu, aż omlet się zarumieni. Gdy jedna strona będzie rumiana, przerzucić łopatką na drugą stronę.

Pierogi z jagodami

Pierogi z jagodami to już pewna tradycja w domu. Przynajmniej raz w sezonie jagodowym muszą być zrobione na obiad i zawsze cieszą się wielkim wzięciem. W tym roku też były, a ponieważ udało mi się kupić ostatni, mały pojemniczek jagód, więc dopasowałam proporcje do tego pojemniczka.

Pierogi z jagodami

240 g jagód

200 g mąki i tyle wody, by ciasto było miękkie i sprężyste (ilość wody zależy od mąki)

50 g cukru

śmietana i trochę cukru, by była słodka

Zagnieść ciasto z mąki i wody. Trzeba się przyłożyć i dobrze wyrobić mięciutkie ciasto, by odchodziło od ręki (ja używam zimnej wody). Kulkę ciasta odstawić w misce pod przykryciem na 20 minut.

Jagody wymieszać z cukrem.

Ja pierogi robię nietypowo, bo odrywam kulkę ciasta wielkości niedużego orzecha włoskiego, rozgniatam ciasto na placuszek (nie rozciągam!), napełniam placuszek jagodami i zaklejam. Jeśli wolicie rozwałkować ciasto i wycinać kółka to zróbcie tak. Ja wolę sobie obejrzeć dobry film podczas lepienia.

Pierogi kłaść na papierze wysypanym mąką i wrzucać partiami do wrzącej, osolonej wody z 1 łyżką oleju. Wymieszać od razu po wrzuceniu drewnianą łyżką, by się nie przylepiły do dna i siebie nawzajem. Gdy pierogi wypłyną – zmniejszyć ogień i jeszcze chwilę gotować, by nie było widać surowych fragmentów ciasta. Wyławiać łyżką cedzakową na duży talerz.

Podawać nieco schłodzone, polane słodką śmietaną.

Qatayef – ramadanowe placuszki

Byliśmy w Jordanii podczas Ramadanu. Staram się omijać te święta, ale tak wyszło. Ramadan trwa cały miesiąc i prawie wszystkie sklepy oraz restauracje są wtedy zamknięte w ciągu dnia, bo muzułmanie poszczą aż do zmroku. Poszczą w każdy sposób: nie jedzą, nie piją (!), nie palą, nie używają, no poszczą bardzo. Nie bardzo rozumiem sens takiego postu, gdzie można się najadać na noc, bo przecież to niezbyt zdrowe, ale nie muszę wszystkiego rozumieć – tak jest i już. Ramadan jest trudnym okresem również dla turystów, bo niełatwo jest znaleźć jakąś knajpkę i zjeść obiad. Jeśli się nic nie znajdzie, trzeba przetrwać do zmroku na suchym prowiancie. W Akabie jeden miły Jordańczyk postanowił nam pomóc i zaprowadził mnie do małego zakładu usytuowanego na uboczu, żebym mogła kupić placuszki. Sam też kupił takie placuszki i wytłumaczył, że zje je z rodziną dopiero wieczorem. Wyjaśnił, że te placuszki nazywają się qatayef i jada się je z orzechami włoskimi, złożone jak pierożki.

Po powrocie do domu zaczęłam poszukiwanie przepisu w internecie. Zobaczyłam, że te placuszki można jeść z orzechami albo ze słodkim twarożkiem, posypane np. pistacjami. Można je robić w formie pierożków albo w rodzaju ładnych rożków (ja zrobiłam placuszki w formie pierożków, jak mi pokazał sympatyczny Jordańczyk). Placuszki smaży się na suchej patelni tylko z jednej strony w temp. ok. 200 st. C, czyli na średnim ogniu i wtedy wytwarzają się liczne dziurki na powierzchni placuszków. Te dziurki nie powstaną ani na zbyt chłodnej ani zbyt gorącej patelni.

Placuszki jada się w czasie Ramadanu, ale wielu Arabów je lubi i robi także poza tym okresem. Same placuszki można smażyć dzień przed podaniem, ale tacę z gotowymi placuszkami trzeba przykryć folią spożywczą. Nadziewać można następnego dnia. Najprostszy przepis znalazłam na arabskie.pl

Qatayef

Ciasto:

3 szklanki mąki

3 szklanki ciepłego mleka

1 łyżeczka suchych drożdży

spora szczypta soli

ewentualnie 1 łyżka cukru do ciasta (ja nie dodałam)

Składniki wymieszać, by powstało płynne ciasto, jak na naleśniki. Pozostawić w cieple do wyrośnięcia. Wyrośnięte wymieszać i większą łyżką wlewać porcje na suchą, rozgrzaną patelnię. Ciasto powinno swobodnie rozlewać się tworząc krążki o średnicy 5-7 cm. Smażyć po jednej stronie do czasu zniknięcia surowego ciasta na wierzchu placuszka. Na całej powierzchni powstanie wiele dziurek. Zdjąć z patelni i odłożyć na takę lub deskę, by placuszki nie wysychały.

Nadzienie można przygotować z mieszanki posiekanych orzechów (ja zrobiłam z włoskich) lub ze śmietanki kyszta lub creme faiche. U nas można użyć twarożku na sernik – czubata łyżeczka do placuszka, sklejonego z jednej strony. Placuszki polać syropem i posypać posiekanymi orzechami.

Syrop:

1 szklanka cukru

1/3 szklanki wody

4 łyżki wody z kwiatu pomarańczy

Wodę gotować z cukrem do postaci gęstego syropu. Do przestudzonego (to ważne) syropu dodać wodę kwiatową. Polewać ciasteczka.

Placuszki z warzywami

Kiedy panuje zimno, słota i ciemnica, to przyjemnie jest wspominać słońce. Zwłaszcza to południowe, w ciepłych krajach. A gdzie to było? Gdy o tym myślę, to przypominam sobie jak to spotkałam koleżankę, która miała interesującą broszkę. Powiedziałam jej, że ma ładną broszkę. Ucieszyła się i zaczęła myśleć, skąd ma to cudo. Wyszło jej, że kupiła ją w mieście na „W”. Potem starała się uświadomić sobie, co to za miasto. Nagle się roześmiała i stwierdziła, że to było „W Rzeszowie”.

A placuszki jadłam W Kenii i bardzo mi smakowały. Może nie były takie same, ale odtworzyłam z pamięci bardzo podobne. Ostatnio mam fazę na te placuszki.

 

Placuszki z warzywami 

 

2 jajka

100 g mąki

1/4 szklanki mleka

1/2 średniej cebuli pokrojonej w kosteczkę

1/2 niedużej papryki pokrojonej w kostkę

150 g cienko poszatkowanej kapusty białej lub włoskiej

1/2 pora pokrojonego w półplasterki

1/4 szklanki kiełków fasolki mung

1 łyżka sosu sojowego

1 łyżeczka soli

1/4 łyżeczki pieprzu cayenne

olej rzepakowy do smażenia

 

Jajka zmiksować z mąką, mlekiem, sosem sojowym i przyprawami. Ciasto powinno być dość rzadkie. Dodać warzywa i dobrze wymieszać. Usmażyć placuszki na gorącym oleju.

 

 

 

 

Pierożki samosa z kalafiorem i ziemniakami

 

No i jak my w tym klimacie mamy być normalni? Jak nie upały to zimnice – nic pośrodku. Jeszcze w piątek był upał, a dzisiaj duje północą. Brrr jak nieprzyjemnie. Zimno, mokro i wieje. Trzeba się będzie przeprosić z cieplejszą kurtką z kapturem, a na sandałki też za chłodno.

A ja na przekór pogodzie zrobiłam hinduskie pierożki samosa wg przepisu z książki Oli Lazar „Kuchnia orientalna”. Tym razem z kalafiorem i ziemniakami. Podawałam już inny przepis na pierogi samosa, bo lubię to hinduskie danie, robię je w domu i próbuję wszędzie, gdzie mam okazję. Raz jeden mi nie smakowało, serwowane w orientalnej knajpce w Warszawie. Robił je Hindus i sypnął do farszu tyle ostrej papryczki, że nie dałam rady zjeść.

 

Pierogi samosa z kalafiorem i ziemniakami

 

Ciasto:

200 g mąki pszennej

40 g oleju lub roztopionego ghee

1/2 łyżeczki soli

 

Farsz:

200 g podzielonego na różyczki i ugotowanego kalafiora

2 ugotowane ziemniaki

1 łyżeczka ziaren kminu rzymskiego

1/2 łyżeczki garam masala

1/2 łyżeczki chili

sól

 

Składniki ciasta wyrobić, aż do uzyskania elastycznej masy. W razie potrzeby dodać troszkę wody. Kulę ciasta przykryć wilgotną ściereczką i odstawić na 15 minut.

Ziemniaki pokroić w bardzo drobną kosteczkę, kalafior rozgnieść widelcem. Dodać przyprawy i wymieszać (następnym razem podprażę przyprawy na suchej patelni, żeby były bardziej aromatyczne).

Ciasto podzielić na 16 równych porcji i z każdej uformować kuleczkę. Każdą kuleczkę rozwałkować na placuszek o średnicy ok. 10 cm i przeciąć na pół. Brzegi ciasta zwilżyć i uformować rożek (prostą krawędź złożyć w połowie i skleić, zostawiając margines 1/2 cm). Do środka włożyć nadzienie i mocno skleić okrągły brzeg na górze. Smażyć partiami w głębokim oleju na średnim ogniu.

 

 

 

Bób z makaronem i smażoną szałwią

 

Ostatnio mamy falę upałów, ale z prasy dowiedziałam się, że rekord ciepła w Polsce to było 40,2º C w opolskiem w 1921 roku, a Europy 47,2º C w 1994 r. w Hiszpanii, więc spokojnie – nie dzieje się nic nowego latem.

W czasie upału najlepiej idą mi warzywa i jest dostępny mój ulubiony świeży bób, który sobie urozmaicam na różne sposoby. Dzisiaj bób z makaronem i szałwią. Bardzo nam smakował.

 

Bób z makaronem i smażoną szałwią

 

1/2 kg bobu

1 średnia cebula

1/3 opakowania makaronu spaghetti

kawałek żółtego sera lub utarty parmezan do posypania

garść liści świeżej szałwii

oliwa

sól, pieprz

 

Bób ugotować i jeszcze gorący obrać ze skórek.

Cebulę pokroić w plasterki i usmażyć na oliwie.

Makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu.

Bób wrzucić do patelni z cebulą i dusić razem ok. 5 minut. Dodać do ugotowanego makaronu. Posypać tartym serem.

Listki szałwii wrzucić na patelnię z rozgrzaną oliwą i szybciutko obsmażyć z obu stron, zajmie to dosłownie minutkę. Następnie posypać danie listkami szałwii. Dodadzą one fajnego smaczku i są chrupiące.

 

 

 

 

 

Lasagne grzybowe

Mój stosunek do świata jest wprost proporcjonalny do stopnia wyspania. Dzisiaj był po prostu wspaniały. Wyspałam się, słońce pięknie świeciło, chciało się żyć!

Z wczorajszego grzybobrania część grzybków ususzyłam, a z części zrobiłam lasagne. Danie jest pyszne. Kiedyś widziałam podobne gdzieś w internecie, potem je przetwarzałam i teraz robię takie:

Lasagne z grzybami

Składniki na 4 lasagne:

12 płatów makaronu na lasagne

400 g podgrzybków (mogą być mieszane z koźlakami czy zajączkami)

400 g pieczarek

70 g cebuli

olej

1/2 szklanki sosu pomidorowego

2 łyżki posiekanej zielonej pietruszki

sól, pieprz

Sos beszamelowy:

1/2 l mleka

4 łyżki mąki

szczypta pieprzu białego

3 szczypty gałki muszkatołowej

sól

Na wierzch:

150 g sera żółtego (pół na pół parmezanu i ementalera lub królewskiego)

trochę listków bazylii

Grzyby umyć, pokroić na plasterki i podsmażyć z cebulą pokrojoną w kostkę na gorącym oleju. Dodać sos pomidorowy, pietruszkę, sól, pieprz i wymieszać. Zestawić z ognia.

Przygotować sos. Odlać do kubeczka 1/2 szklanki mleka, dodać 4 łyżki mąki i wymieszać. Pozostałe mleko zagotować w stalowym rondelku, dodać mleko z mąką i gotować mieszając kilka minut, aż zgęstnieje do konsystencji gęstej śmietany. Wówczas dodać sól, pieprz biały i gałkę muszkatołową.

Płaty makaronu ugotować w dużej ilości posolonej wody z 1 łyżką oleju.

Naczynie żaroodporne albo po prostu długą keksówkę (mnie wchodzą do niej rzędem dwie lasagne) wysmarować olejem i wykładać kolejno:

– makaron,

– sos beszamelowy,

– grzyby,

– makaron,

– sos beszamelowy,

– grzyby,

– makaron,

– sos beszamelowy,

– obydwa sery starte na drobnej tarce.

Piec 30 minut w temperaturze 200º C. Po upieczeniu posypać świeżą bazylią.

Wpis z 01.10.2017 r.

Koniec lata i lasagne

18.09.2017

DOROPOM 159.JPG

 

Zastanawiałam się jak tu pożegnać to ponure lato, jak przywołać chociaż wspomnienie słońca. Teraz cieszy mnie nawet błękitna dziurka w szarych chmurach. Wymyśliłam lasagne. W tym daniu jest nie tylko włoskie słońce, ale też kalorie, których nagle zapragnęłam.

Śmieszy mnie wszechobecna popkultura, która powoduje, że robiąc lasagne myślę nie tylko o słonecznym włoskim południu, ale też o uwielbiającym to danie kocie Garfieldzie. Nie żebym była fanką tego kota – po prostu obejrzałam kilka filmów o nim i zapamiętałam, że lasagne to dla niego największy przysmak.

Przepis dostałam kiedyś od koleżanki i robiłam lasagne wiele razy. Kiedyś bardziej podgotowywałam makaron i robiłam to danie z mniejszą ilością sosu pomidorowego. Teraz kładę suche płaty makaronu, zalewam wszystko sosem pomidorowym i dolewam trochę wody – wszystko przejdzie aromatem nadzionka. Podgotowuję tylko płaty makaronu na wierzch.

 

Lasagne

 

płaty makaronu na lasagne

oliwa

250 g podsmażonych pieczarek (po grecku) lub surowych (po włosku)

100 g sera żółtego: mozarella + gouda lub ementaler

sos pomidorowy

 

Przygotować sos bolognese:

500 g mielonej wołowiny

5 pomidorów + 1/2 słoiczka sosu pomidorowego

oregano, tymianek, bazylia, sól, pieprz, cukier, 1 ząbek czosnku

ok. 100 g cebuli

rosół

kawałek korzenia selera (ok. 50 g)

ewentualnie trochę startej marchwi (nie dodawałam)

Na patelni rozgrzać trochę oliwy i przez 10-20 minut smażyć wołowinę. Następnie dodać seler (ewent. marchew) starty na tarce „w łezkę”, podsmażać kilka minut i dołożyć posiekaną cebulę. Dodać obrane i pokrojone w kostkę pomidory. Zalać wszystko rosołem (lub wodą) i dusić na małym ogniu co najmniej przez 2 godziny pod przykryciem. Na koniec odkryć, wsypać przyprawy, zioła i przeciśnięty przez praskę czosnek, wymieszać i dusić jeszcze przez 5 minut.

 

Przygotować sos beszamelowy:

2 łyżki masła

2 łyżki mąki

1 szklanka mleka

sól, szczypta pieprzu białego, 2 szczypty gałki muszkatołowej

Masło roztopić w rondelku (najlepiej stalowym) na małym ogniu, dodać mąkę i całość podgrzewać ok. 2 minuty. Dodać mleko i mieszać aż do zgęstnienia. Gdy zgęstnieje, dodać przyprawy i wymieszać.

 

W naczyniu wysmarowanym oliwą (ja to robię w jednym naczyniu, gdzie mieszczą się 2 lasagne i w podłużnej keksówce, gdzie mieszczą się 3) – układać warstwami:

– makaron

– sos beszamelowy

– sos bolongnese

– pieczarki

– starte i wymieszane sery

– makaron itd.

Ostatnią warstwę posypać żółtym serem. Można posypać parmezanem. Zalać sosem pomidorowym.

Piec 30 minut w temperaturze 200º C.

 

 

 

PB100009.JPG

 

 

 

Kopytka

Chodzę ostatnio niewyspana, bo za późno chodzę spać. Kiedyś ktoś napisał o paradoksie łóżka, że lubimy w nim być, ale nie możemy się zdecydować, żeby się położyć. Z kolei rano wcale nie chce się wstać. I tak w kółko. Mam tak codziennie i chyba nic na to nie poradzę, nawet gdy to dokładnie wiem.

A teraz kopytka. Pyszna klasyka. Trwa kwietniowo-majowy ciąg urodzinowo-imieninowy, ale zanim zacznę dietę – pyszne kluseczki. Smakują domem rodzinnym, czymś miłym i dobrze znanym. Trzeba je czasem zrobić.

Kopytka

600 g ziemniaków

150 g mąki + maka do podsypania

1 jajko

sól, olej

Ziemniaki ugotować w mundurkach (wodę odlać, ostudzić i podlać nią kwiatki), obrać i przecisnąć przez praskę do miski. Ostudzić. W międzyczasie wstawić na gaz garnek z wodą.

Do ziemniaków dodać 150 g mąki i jajko. Porządnie wyrobić ręką.

Na blacie posypanym lekko mąką utoczyć wałeczki z ciasta grubości palca i pokroić je trochę w poprzek na kopytka.

Wrzącą wodę w garnku posolić (jeśli posolimy wodę wcześniej – zagotuje się trochę później) i dodać 1 łyżkę oleju, żeby kopytka się nie sklejały. Kopytka wrzucać partiami do wrzątku, mieszając. Gdy wypłyną na powierzchnię, wyławiać łyżką cedzakową.

Kopytka są pyszne z wszelkimi sosami, np. pieczarkowym, z bitkami z sosem albo pulpecikami. Można je jeść właściwie do wszystkiego.

Wpis z 15.05.2017 r.

P1010009-003.JPG

Pierogi szwedzkie

To są pieczone pierogi i naprawdę pochodzą ze Szwecji. Pisała o nich Astrid Lindgren w „Dzieciach z Bullerbyn”. Jadł je Bosse, żeby dostać obwarzanka, ale są tak sycące, że jak zjadł kilka pierogów – upragniony obwarzanek już mu się nie zmieścił. Książkę czytałam wieki temu, ale tamtą historię z pierożkami nadal pamiętam. Dlatego chętnie pierożki zrobiłam, gdy znalazłam przepis na Mirabelkowym blogu. Najpierw zrobiłam z połowy składników podanych w przepisie, a następne razy robiłam już z całości.

Pierogi są bardzo smaczne oraz praktyczne w sensie spożycia gdziekolwiek. Można je zabrać do pracy lub do szkoły, ale też, jak w dzieci z Bullerbyn, na wycieczkę.

Pierogi szwedzkie (16 sztuk)

Ciasto:

500 g mąki
30 g świeżych drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
1 żółtko
80 g roztopionego masła
1 łyżeczka cukru
szczypta soli

Farsz:
1 kg pieczarek,
2 cebule,
2-3 łyżki oleju,
sól, pieprz, ostra papryka w proszku,
białko (do posmarowania pierogów)
czarnuszka  (lub czarny sezam) do posypania

Przygotowanie ciasta

Drożdże rozkruszyć w garnuszku, dodać 1 łyżeczkę cukru, kilka łyżek ciepłego mleka i łyżkę mąki. Odstawić w ciepłe miejsce na ok. 15 minut, aż zaczyn zacznie rosnąć.
Do miski przesiać resztę mąki, dodać zaczyn, żółtko, ciepłe mleko i szczyptę soli. Wymieszać i zagnieść, następnie stopniowo wlewać roztopiony tłuszcz i wyrabiać, aż ciasto będzie jednolite i zacznie odchodzić od ręki. Miskę przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 30-40 minut.

Przygotowanie farszu

Cebulę posiekać, zeszklić na rozgrzanym oleju, dodać posiekane pieczarki i smażyć, aż odparują. Doprawić solą, pieprzem i ostrą papryką – farsz powinien być pikantny. Zostawić do lekkiego przestygnięcia.

Ciasto przełożyć na blat lub stolnicę, podzielić na pół. Każdą z porcji cienko rozwałkować i pokroić na prostokąty ok. 8 x 20 cm lub trochę większe. Nakładać farsz i zrolować, dokładnie zaklejając krawędź i boki.
Układać na płaskiej blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Każdego pieroga posmarować białkiem i posypać czarnuszką lub sezamem.
Piec w temp. 180° C aż będą rumiane (ja piekłam 20 minut, a wg przepisu 30 minut).

Wpis z 23.04.2017 r.

P1010011.JPG

Pyszne leniwe pierogi mojej Mamy (bez bicia piany)

05.02.2017

Te pierogi (dlaczego pierogi właściwie?) leniwe jadłam tylko u Mamy. Robi się je bardzo szybko, więc obiad jest może być gotowy w ciągu 15 minut. Trzeba tylko nabyć biały ser, z którego nie leje się woda, bo wtedy należałoby dodać sporo mąki, a chodzi o to, by mąki było jak najmniej. Jeśli mąki będzie za dużo – pierogi będą twarde, a przecież mają być mięciutkie i pyszne.

Takie leniwe lubię też za to, że nie trzeba ubijać piany, co skraca i upraszcza przygotowanie dania.

 

Leniwe pierogi

 

160 g zwartego sera białego

30 g mąki + trochę do podsypania

1 jajko

Nalać wody do większego garnka i postawić na gazie, by się zagotowała.

Jajko wbić do głębokiego talerza i ubijać widelcem, aż na całej powierzchni pokażą się bąbelki. Wtedy dodać twaróg, rozgnieść widelcem i wymieszać z ubitym jajkiem. Na końcu dodać mąkę i ręką wyrobić ciasto (niedługo – do połączenia składników).

Blat oprószyć mąką. Z ciasta utoczyć wałki grubości palca, a następnie pokroić je skośnie na kluski. Gdy woda się zagotuje, osolić ją i nalać troszkę oleju, żeby leniwe się się sklejały. Wrzucać leniwe partiami. Po wrzuceniu zamieszać zawartość garnka, zmniejszyć ogień i gotować jeszcze przez parę sekund. Wyłowić łyżką cedzakową.

Na talerzu polać zrumienioną na maśle bułeczką tartą i posypać cukrem.

 

 

 

Pierogi drożdżowe z makiem

Wygląda na to, że znowu wyjedziemy znienacka, tylko nie wiem, kiedy ten znienacek nastąpi. Pewności też nie mam, ale może tak być. Dlatego na wszelki wypadek już podam przepis na drożdżowe pierogi z makiem, które mogą zastąpić makowca. Wiadomo, że coś z makiem na świątecznym stole być musi, bo mak jest symbolem płodności i dostatku. Jeśli by go nie było, to marne widoki. Lepiej sobie nawet nie wyobrażać konsekwencji.

Takie pierogi jadłam na Podlasiu i bardzo mi smakowały. Przywiozłam przepis do domu, a moja Mama też te pierogi polubiła i niejednokrotnie robiła – niekoniecznie na Święta.

Nadzienie makowe zrobione w domu jest najlepsze, ale jeśli brak nam czasu na jego zrobienie, można użyć gotowego maku z puszki.

Pierogi drożdżowe z makiem

Ciasto:

50 dag mąki

25 g drożdży

1 jajko

1 łyżeczka cukru

szczypta soli

ok. 1 szklanka wody (może troszkę mniej – zależy od mąki)

olej do smażenia

Nadzienie:

20 dag maku

4 łyżki cukru

dowolne bakalie (rodzynki, orzechy, skórka pomarańczowa)

Drożdże i cukier zalać w misce ciepłą wodą i wymieszać, aż się drożdże rozpuszczą. Gdy zaczną pracować (po ok. 10 minutach), dodać sól, mąkę i jajko. Wyrobić miękkie ciasto tak, by odchodziło od ręki, miskę włożyć do plastikowej torby i zostawić do wyrośnięcia.

Mak zalać wodą, wymieszać i odstawić na 10 minut. Następnie zlać delikatnie wodę z wierzchu, aby pozbyć się wszelkich zanieczyszczeń. Mak ponownie zalać wodą, zagotować i gotować na niewielkim ogniu przez ok. 15 minut. Następnie wyrzucić go na gęste sitko, odcedzić i poczekać, aż mak trochę podeschnie. Wtedy zmielić go z bakaliami (jeśli używamy rodzynek, to trzeba je przedtem sparzyć) i cukrem.

Wyrośnięte ciasto ponownie wyrobić, odrywać kulki o średnicy ok. 3 cm, rozpłaszczać je palcami aby uzyskać jak najcieńsze placuszki (nie rozciągać!), nakładać nadzienie i porządnie zaklejać. Kłaść na blacie wysypanym mąką i zakrywać ściereczką, żeby nie obsychały. Pozostawić na ok. 30-40 minut, aby podrosły, a potem smażyć w rondelku na gorącym oleju. Gdy ostygną, posypać cukrem pudrem.

Wpis z 04.12.2016 r.

P1010009-003.JPG

Pizza (kuchnia włoska)

Dzisiaj był prawdziwie wiosenny, ciepły dzień. Byliśmy na spacerze i widzieliśmy pączki oraz małe listki na drzewach i krzewach. Nawet cebulki krokusów w skrzynce na balkonie wypuściły kiełki. Niedługo się przekonają, że dały się nabrać na wiosnę.

Ale nie o tym chciałam dzisiaj napisać. Dzisiaj będzie z innej beczki, bo chyba wiosenny dzień sprawił, że nagle przypomniała mi się moja Babcia. Nawet Jej nie pamiętam, bo odeszła zanim byłam w stanie Ją zapamiętać, ale Mama mi kiedyś opowiedziała, jaki miała sposób na żonatych podrywaczy. Właśnie ten patent chciałabym dzisiaj sprzedać. Jak wiadomo, z żonatymi panami nie należy romansować, bo z tego tylko problemy mogą być. Moja koleżanka twierdziła, że przez żonatego przechodzi się jak przez dziecięcą chorobę – raz i nigdy więcej. Moja Babcia wcześnie wyszła za mąż i miała czworo dzieci, ale przecież o tym wiedziała. Zaznaczam, że do niechcianych kawalerów nie należy Jej metody stosować, bo może przynieść rezultaty odwrotne od zamierzonych.

Otóż moja Babcia, jak jakiś żonaty pan zaczynał ją podrywać, nie złościła się i nie tłumaczyła tylko pogodnie nawiązywała następującą rozmowę:

– Podobam się panu?

– Tak.

– Bardzo się panu podobam?

– Oczywiście.

– To niech pan się ze mną ożeni.

Zastosowałam tę metodę i z doświadczenia wiem, że jest znakomita. Reakcja pana, choćby przesympatycznego – bezcenna.

Po spacerze była pizza. Najbardziej lubimy w domu pizzę z salami, czerwoną papryką i pieczarkami. Na mojej pizzy zawsze jest też cebula i chociaż ten dodatek na włoskiej pizzy nie powinien się znaleźć, ale ja lubię. Chodzi jednak o ciasto i sposób pieczenia. Dobre ciasto to podstawa. Eksperymentując przez lata z ciastami z różnych przepisów, wypracowałam sobie własny przepis.

Ciasto na pizzę (2 duże pizze)

400 g mąki + mąka do podsypania na blacie

25 g drożdży

230-240 g ciepłej wody (ilość wody zależy od mąki)

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka soli

oliwa

Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie z 1 łyżeczką cukru i zaczekać 10 minut, aż zaczną pracować. Wówczas dodać mąkę, 1 łyżkę oliwy i sól. Ciasto powinno być miękkie i dobrze wyrobione tak, by odstawało od ręki. Wtedy trzeba je włożyć do miski, a miskę przykryć ściereczką i pozostawić w ciepłym miejscu na ok. 40 minut do 1 godziny, aby ciasto wyrosło. Gdy wyrośnie, podzielić je na pół. Każdą połowę jeszcze raz wyrobić i rozwałkować cienko na blacie posypanym mąką. Placki położyć na blachach wyłożonych papierem do pieczenia, zagiąć brzegi i dać im ok. 10 minut, aby odpoczęły i podrosły. Wtedy posmarować je lekko oliwą i sosem pomidorowym, na sosie położyć plasterki sera mozzarella i dalej to, co lubimy mieć na pizzy.

Pizzę należy też piec w odpowiedni sposób, żeby spód się za bardzo nie spiekał. Można używać kamienia do pieczenia, ale ja nie mam kamienia, więc używam dwóch blach złożonych razem. Pizzę wkładam do piekarnika nagrzanego do temp. 225º C i piekę ok.12-15 minut.

Lubię też używać ziół do pizzy, ale skład ziół podam następnym razem.

Wpis z 20.11.2016 r.

S6300749-001.JPG

Pierożki samosa (kuchnia indyjska)

Lubię te pierożki bardzo, ale tylko w wersji domowej. Jadłam je na Zanzibarze, gdzie wpływy indyjskie są bardzo widoczne, jadłam u Hindusa w Warszawie. W wersji mięsnej i w wersji wegetariańskiej, ale nie zachwyciły mnie. Albo były nijakie i tylko tłuste, albo były tak pikantne, że nie czuć było ich smaku, a przede wszystkim były zbyt duże. Sama przetestowałam kilka przepisów i najbardziej smakują mi pierożki z przepisu Zuzy Gałuszki, więc tę wersję podaję. Gdy zrobiłam pierożki, został mi jeszcze farsz, więc następnym razem zrobię mniej farszu albo więcej ciasta.

Oczywiście smażone pierożki nie są potrawą odchudzającą. Jeśli nie zostaną zjedzone od razu, proponuję ich odgrzewanie w piekarniku, ale bez natłuszczania blachy, bo nie ma takiej potrzeby.

Pierożki samosa

Ciasto:

25 dag mąki pszennej

7 dag masła

1/2 łyżeczki soli

80 ml ciepłej wody

Farsz:

1/2 kg ziemniaków

2 łyżki oleju

1/2 łyżeczki nasion gorczycy

1 łyżeczka kminku

3 suszone i posiekane papryczki chili czerwone lub zielone (kto nie lubi zbyt pikantnych potraw, niech doda tylko trochę ostrej papryki)

1/2 puszki zielonego groszku (ok. 130 g, ale można dodać trochę więcej – ja użyłam świeżego groszku gotowanego 15 minut, a przedtem używałam groszku mrożonego)

1 cebula

1/2 łyżeczki kurkumy

1 łyżeczka mielonej kolendry

1 łyżeczka soli

kilka gałązek świeżej kolendry (ja użyłam suszonych listków)

olej

Ziemniaki ugotować w mundurkach (ok. 20 minut).

W dużej misce wyrobić ciasto. Najpierw dodać do mąki miękkie masło i sól, wyrabiać ok. 10 minut, po czym dodać ciepłą wodę i energicznie wyrobić elastyczne i miękkie ciasto. Podzielić je na 9 kulek. Każdą obracać w dłoniach, a potem rozpłaszczyć, formując płaski placek. Wałkować placki, by osiągnęły średnicę ok. 10 cm. Każdy placek przeciąć na pół – półkola staną się kopertami dla farszu i odłożyć przykryte ściereczką (ja robiłam placki po kolei, wałkowałam i lepiłam od razu pierożki).

Ugotowane ziemniaki ostudzić, obrać i pokroić w kosteczkę. Odstawić.

Cebulę posiekać w drobną kostkę.

Na patelni rozgrzać olej, wsypać gorczycę, a gdy zacznie strzelać, dodać resztę przypraw: kminek, chili, kurkumę, kolendrę i stale mieszając, cebulę. Całość dusić ok. 1 minuty, aż cebula zmięknie. Dodać ziemniaki. Zmniejszyć ogień i przykryć. Dusić ok. 5 minut, co jakiś czas mieszając, aż ziemniaki połączą się z przyprawami. Dodać zielony groszek i jeszcze raz wymieszać. Masę połączyć z posiekanymi listami kolendry i odstawić do ostygnięcia. Gdy farsz będzie chłodny, przygotować półksiężyce ciasta. Ich proste brzegi zwilżyć letnią wodą. Połączyć, by powstały rożki.

Rożki napełniać mocno farszem i porządnie zlepiać brzegi.

Pierożki smażyć partiami w głębokim oleju, aż się ładnie przyrumienią. Odsączać na ręczniku papierowym. Podawać gorące.

Takie pierożki samosa jadłam w barze na Zanzibarze. W Warszawie zwykle mają kształt stojących stożków i są pieczone, a nie smażone.

Wpis z 17.07.2016 r.

Kluski z dziurką

U mnie w domu nigdy nie jadało się klusek śląskich. Bywały kopytka albo pyzy, ale nie kluski śląskie. Moja Mama zaczęła robić te kluski będąc w mocno starszym wieku, a jak zaczęła, to bardzo jej podeszły. Po pierwsze dlatego, że mając problemy z przewodem pokarmowym, ceniła sobie ziemniaki, a po drugie kluski śląskie według tego przepisu są łatwe, szybkie w wykonaniu i w dodatku bardzo smaczne. Nie potrzeba też żadnych miar i wag – robi się je „na oko”.

Mama dała mi przepis, wsadziłam go do zeszytu i tak sobie leżał. Długo leżał, bo nie mogłam się zebrać do zrobienia. Wreszcie przyszedł dzień, gdy postanowiłam spróbować. Zrobiłam kluski śląskie i od tamtego czasu robię je chętnie, bo są jw.

Kluski śląskie


Mogą był ziemniaki ugotowane w mundurkach, obrane lub pozostałe z obiadu. Obrane ze skórki i przeciśnięte przez praskę lub rozgniecione dokładnie widelcem.

Masę ziemniaczaną podzielić na 4 części. Jedną część odjąć i usypać „na oko” taką samą objętościowo ilość mąki ziemniaczanej. Wszystkie ziemniaki dobrze wyrobić z mąką. Odrywać po kawałku masy, toczyć w dłoniach kulkę wielkości 3-4 cm i robić małym palcem dziurkę (masa jest bardzo plastyczna i świetnie się formuje). Jeśli masa jest zbyt sucha do formowania klusek, należy dodać odrobinę wody.

Wrzucać partiami do wrzącej, osolonej wody, poczekać, aż wypłyną na powierzchnię. Następnie gotować nie dłużej niż 1 minutę (bo się rozgotują).

Wpis z 13.03.2016 r.

Pierogi z kapustą i grzybami

Trzeba już pomyśleć o Wigilii, a jak Wigilia, to obowiązkowo pierogi z kapustą i z grzybami.

Z pierogami kojarzy mi się pewien wyjazd na szkolenie. Co prawda nie chodziło wtedy o takie pierogi, ale było śmiesznie.

Jechaliśmy samochodem w czwórkę z koleżanką i dwoma kolegami. My zjadłyśmy obiad wcześniej, ale koledzy byli głodni. Zobaczyliśmy po drodze knajpkę, więc weszliśmy do środka. Okazało się, że w środku nikogo nie ma. Usiedliśmy przy stole i wtedy zza lady wyłonił się właściciel knajpki. Może tam przysypiał, bo był potargany i wyglądał na zmęczonego. Podszedł do nas z menu i kiedy je czytaliśmy, kolega powiedział, że on mięsa nie je. Wtedy właściciel przybytku skupił uwagę na drugim koledze i zachęcająco podpowiedział mu, że on poluje i ma dodatkowo również pierogi z mięsem dzika. Drugi kolega nie zamówił tych pierogów, za to ten pierwszy był chętny:

– O, jak z dzika, to ja wezmę.

Zaskoczony właściciel knajpki spojrzał na niego z urazą i z wyrzutem powiedział:

– Przecież pan nie je mięsa!

– Ale z dzika zjem.

Bardzo byliśmy ubawieni całą sytuacją i do dzisiaj jest mi wesoło, jak to sobie przypomnę.

Pierogi z kapustą i grzybami (25 sztuk)

Farsz:

150 g kapusty kiszonej

40 g grzybów suszonych

1 cebula (ok. 100 g)

sól, pieprz

olej rzepakowy

masło do polania

Ciasto na pierogi:

ok. 295 g mąki + mąka do podsypania

190 g wody

Kapustę ugotować w wodzie do miękkości (ok. 30 minut).

Grzyby zalać wodą (ok. 3 szklanek) i moczyć ok. 20 minut, a następnie zagotować, zebrać piankę, zmniejszyć trochę ogień i gotować ok. 25 minut. Odcedzić na sitku (wywaru użyć do zupy).

Cebulę posiekać i lekko zrumienić na oleju.

Ugotowaną kapustę odcisnąć, dodać grzyby i cebulę. Drobniutko posiekać i przesmażyć kilka minut na 2 łyżkach oleju, mieszając. Pod koniec dodać 1 łyżkę masła, doprawić solą i pieprzem, wymieszać. Farsz ostudzić.

Z mąki i wody zagnieść elastyczne ciasto i lepić pierogi, kładąc je na papierze wysypanym mąką. Wkładać pierogi partiami do osolonego wrzątku z odrobiną oleju, aby się nie sklejały i delikatnie wymieszać po wrzuceniu. Gdy wypłyną na powierzchnię, gotować jeszcze chwilę. Wyjąć na talerz i polać masłem.

Wpis z 13.12.2015 r.

Makaronia me kima (kuchnia grecka)

Ostatnio nie miałam czasu pisać, bo mam mnóstwo pracy w pracy, a w weekendy też zajęcia, które muszę wykonać. Wczoraj, gdy wracałam z pracy o g. 20, przychodziły mi na myśl wszystkie przejmujące nowelki pozytywistyczne. Szczególnie pałętała mi się w pamięci „Nasza szkapa”. Przypomniał mi się też taki dowcip, jak szef mówi do pracownika:

– Jest pan zwolniony!

Ten się dziwi:

– Tak? Myślałem, że niewolnika się sprzedaje.

Mimo wszystko szybko podam przepis od Małgosi Przybylskiej na makaronia me kima, czyli makaron z mięsem mielonym. To taka grecka odmiana spaghetti, ale w smaku inna, bo inne przyprawy, a najlepsze przyprawy są na wyspie Simi koło Rodos.

Makaronia me kima

1/2 opakowania makaronu spaghetti

1/2 kg mięsa mielonego wołowo-wieprzowego, ale może też być samo wieprzowe

kilka łyżek koncentratu pomidorowego (do smaku), a latem np. 3 duże pomidory (do nich też można dodać trochę koncentratu, żeby były ostrzejsze)

1 duża cebula

ząbek czosnku

oliwa

sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, kilka goździków, połamana pałeczka cynamonu (ja użyłam jednak przypraw w proszku, tylko liść laurowy w całości)

parmezan do posypania

Na rozgrzaną na patelni oliwę wrzucić posiekaną cebulę, zeszklić. Dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, a za chwilę mięso. Dusić na niewielkim ogniu, rozgniatając mięso widelcem, aby nie było grudek. Gdy mięso się troszkę podsmaży, dodać koncentrat pomidorowy lub pomidory i wszystkie przyprawy. Dusić pod przykryciem ok. 20 minut, aby potrawa nabrała aromatu przypraw. Jeśli używamy koncentratu, można dolać trochę gorącej wody, żeby uzyskać konsystencję sosu. Ja używałam świeżych pomidorów, więc musiałam trochę soku odparować, żeby sos nie był zbyt rzadki.

Sosem polać ugotowany makaron, posypać startym żółtym słonym serem. W Grecji używają słonawego sera mezira z Krety. U nas może być parmezan.

Do tego makaronu serwujemy sałatkę horiatiki z poprzedniego przepisu:

http://dorodnepomidory.bloog.pl/id,349052676,title,Salatka-horiatiki-kuchnia-grecka,index.html

i, jeśli chcemy być bardzo greccy, obowiązkowo pokrojone pieczywo w koszyczku. Do picia najlepsze byłoby wino retsina (z dodatkiem żywicy).

Małgosia dodała jeszcze, że taki sam sos stosuje się do musaki oraz pasticcio.

Kalo oreksi (smacznego) i giamas (na zdrowie).

Wpis z 16.06.2015 r.

Naleśniki królewskie

Przepis na te naleśniki znalazłam kiedyś w książce Danuty i Henryka Dębskich „Kuchnia królewska”. Przetworzyłam go trochę po swojemu i proszę bardzo, możemy jeść jak królowie.

Naleśniki królewskie

6 naleśników, np. z tego przepisu:

Naleśniki

Nadzienie:

1/4 kg grzybów (wzięłam pieczarki) + olej do smażenia

Sos:

1,5 łyżki masła

1,5 łyżki mąki

1/2 l mleka

sól, pieprz, gałka muszkatołowa mielona

30 g żółtego sera

Usmażyć pieczarki, rozłożyć na naleśnikach, zwinąć w ruloniki i ułożyć w półmisku żaroodpornym wysmarowanym tłuszczem.

Przygotować sos. Masło rozgrzać, wsypać mąkę, zasmażyć nie rumieniąc, rozprowadzić zimnym mlekiem, szybko mieszając trzepaczką. Zagotować, mieszając i gotować na średnim ogniu ok. 10 minut, aż sos zgęstnieje. Dodać sól, pieprz i dwie szczypty gałki muszkatołowej. Polać naleśniki, posypać utartym na tarce żółtym serem i zapiec w piekarniku w temp. 200º C, aż ser się stopi (ok. 20 minut).

Wpis z 08.02.2014 r.

Postne kybyny i watruszki (kuchnia karaimska)

09.02.2014

Aby wyczerpać temat kybynów podam jeszcze przepis na postne kybyny z kalendarza karaimskiego. W kalendarzu podano informację, że takie kybyny gospodynie z Trok przygotowują na stypy i spotkania w rocznice śmierci oraz podczas dni postnych on kiuń-ara od pierwszego do dziesiątego dnia miesiąca ułah-aj, czyli lipca. W każdym z podawanych przeze mnie przepisów ciasto jest troszeczkę inne, bo przepisy pochodzą od różnych gospodyń. Poniższe przepisy pochodzą od Pani Zofii Robaczewskiej.

 

Kybyny postne

 

Ciasto drożdżowe:

1 kg mąki

5 dag drożdży

2-3 łyżki cukru

1 żółtko

5-7 dag oleju

1/2 l mleka

20 dag margaryny lub masła

odrobina soli

 

Nadzienie śledziowe:

2 śledzie (solone wymoczyć)

1/2 szklanki ryżu

10 dag masła

1 jajko ugotowane na twardo

cebulka dymka

sól i pieprz do smaku

 

Nadzienie kapuściane:

mała główka kapusty

1 cebula

nieco masła (do smażenia)

1 jajko ugotowane na twardo

sól i pieprz do smaku

 

Sposób przygotowania

Nadzienie śledziowe:

Ugotować ryż na sypko (na pół szklanki ryżu jedna szklanka wody, ryż powinien być twardawy)

Jajko na twardo i dymkę drobno posiekać, filety śledziowe przepuścić przez maszynkę do mięsa.

Wszystko wymieszać z masłem i przyprawami na masę.

 

Nadzienie kapuściane:

Kapustę poszatkować i podgotować w osolonej wodzie. Drobno pokrojonę cebulę zeszklić na maśle.

Kapustę odcisnąć na sicie, wymieszać z cebulą, posiekanym jajkiem na twardo, doprawić solą i pieprzem.

Do nadzienia można dodać drobno pokrojone świeże grzyby. Suszone najlepiej pokruszyć i obgotować razem z kapustą.

 

Ciasto:

Do przesianej mąki dodać rozkruszone drożdże, cukier, żółtko, olej, ciepłe mleko, roztopione masło i odrobinę soli. Wyrobić ciasto. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Ciasto podzielić na niewielkie kuleczki i rozwałkować na cienkie placki. Pośrodku każdego placka położyć nadzienie, brzegi podwinąć i zlepić ozdobnie. W każdym pierogu zrobić dwie dziurki. Wierzch posmarować rozkłóconym jajkiem (tak, by nie zalepić dziurek). Piec w piekarniku w temperaturze 180º C na złoty kolor.

 

Watruszki

 

Biały ser twarogowy rozetrzeć i wymieszać z twarogiem. Dodać surowe jajko, sól, cukier do smaku.

Rozwałkowany placek ciasta dla watruszek winien być nieco mniejszy niż dla kybynów. Na środek placka położyć przygotowane nadzienie twarogowe. Brzegi zlepić ozdobnie, pozostawiając otwarty środek. Wysmarować rozkłóconym jajkiem i piec w dobrze nagrzanym piekarniku.

Gotowe watruszki można zalać śmietaną i wstawić na kilka minut do piekarnika. Wówczas należy podawać je na gorąco.

 

 

 

Kybyny z wołowiną lub baraniną (kuchnia karaimska)

08.02.2014

W ubiegłym roku pisałam o maleńkiej mniejszości etnicznej – Karaimach. Podałam wówczas przepis na kybyny z indykiem, ale w Trokach jadłam kybyny z wołowiną i z baraniną. W „Kuchni” nr 3 z 2013 r. znalazłam przepis na takie kybyny i postanowiłam je zrobić. Nie wyszły mi tak ładne jak na obrazku, ale to kwestia wprawy. Przecież robiłam je po raz pierwszy.

 

Kybyny

 

Ciasto drożdżowe:

3-5 dag drożdży

2 łyżki cukru

1/2 l ciepłego mleka

1 kg mąki

100 g margaryny (ja wzięłam masło roślinne)

100 g masła

1 jajko

1 żółtko

1/2 łyżeczki soli

2 łyżki oleju

 

Farsz:

750 g mięsa wołowego lub baraniego

250 g kapusty

2 cebule (ja następnym razem wezmę 1)

sól, pieprz

 

Do smarowania:

1 jajko roztrzepane ze szczyptą soli

 

Drożdże zasypać 1 łyżką cukru, zalać 2-3 łyżkami mleka. Rozetrzeć, posypać odrobiną mąki, zostawić do wyrośnięcia. Rozpuścić (oddzielnie) margarynę i masło. Jajko i żółtko utrzeć z 1 łyżką cukru na kogel-mogel. Przesiać 2/3 mąki do miski, dodać drożdże, kogel-mogel, sól i 250 ml mleka. Zagnieść ciasto, dodając porcjami pozostałą mąkę i mleko. Gdy ciasto będzie miękkie i sprężyste, wlać powoli margarynę i część masła. Wyrabiać dalej (im dłużej, tym będzie lepsze), dodać resztę tłuszczu, olej i masło. W sumie zagniatanie powinno trwać co najmniej pół godziny – kiedy ciasto nie klei się do rąk można uznać, że jest dobrze wyrobione. Wtedy obsypać je mąką, przykryć ściereczką, odstawić co najmniej na pół godziny do wyrośnięcia, a potem lepić z niego kulki o średnicy 5 cm.

Przygotować farsz: surowe mięso pokroić w kosteczkę, dodać poszatkowaną kapustę i posiekane cebule, sól i pieprz, wlać parę łyżek wody, aby nadzienie nie było zbyt suche (charakterystyczny dla kybynów jest sos wypływający podczas jedzenia).

 

P1010014-012.JPG

 

Kulki z ciasta cienko rozwałkować. Na placki nakładać farsz, sklejać pierogi, tworząc charakterystyczny warkocz. Przed włożeniem do piekarnika zrobić w nich po dwie dziurki i smarować po wierzchu jajkiem (trzeba omijać dziurki żeby ich nie zakleić).

 

P1010027-007.JPG

 

Piec pół godziny w piekarniku rozgrzanym do 180-200º C.

 

P1010033-011.JPG

 

Pozostałe kulki ciasta można rozwałkować, posmarować masłem, posypać cukrem z cynamonem i zrolować. Rulony rozkroić, uformować z nich ciastka i upiec.

 

 

 

Kluski z makiem

25.12.2013

Miałam napisać o tych kluskach przed Wigilią, ale nie zdążyłam. Dlatego dzisiaj wraz z życzeniami dobrych, ciepłych i zdrowych Świąt, podaję z lekkim poślizgiem przepis Joanny Chmielewskiej, autorki wspaniałego „Lesia”. Nie sądzę, żeby kuchnia była jej największą pasją, ale wśród wielu innych książek napisała także „Książkę poniekąd kucharską”. Przepis na kluski z makiem jest naprawdę bardzo dobry.

 

Kluski z makiem

 

1/2 kg maku (można trochę więcej),

parę łyżek cukru (wzięłam 4 łyżki)

co najmniej 3 czubate łyżki miodu

1 łyżka posiekanej skórki pomarańczowej (z syropu)

2-3 łyżki rodzynek zalanych wrzątkiem, ostudzonych i odcedzonych

1 łyżka posiekanych migdałów

domowe wstążki lub łazanki, ewentualnie makaron wstążki ze sklepu

 

Mak zalać wrzącą wodą i zostawić do ostygnięcia albo i jeszcze trochę. Następnie przepuścić go przez maszynkę, dosypać cukier i ponownie przekręcić przez maszynkę. Dodać miód (jeśli jest gęsty i nie chce odchodzić od łyżki, to „osoba rozumna rozgrzewa ją zatem nad ogniem albo zanurza na chwilę w ukropie”), skórkę pomarańczową, wymieszać i przepuścić przez maszynkę po raz trzeci. Dodać rozparzone rodzynki oraz migdały i masę porządnie wymieszać.

Zmieszać mak z zimnymi kluskami, przy czym masy makowej powinno być dwa razy więcej niż klusek.

 

 

 

 

Placki z dyni i kurczaka

20.09.2013

„Jest noc połyskująca milionem ludzkich łez, które odbijają światła.

A ludzie mówią, że to gwiazdy.”

Takie poetyckie teksty czytano przed laty w „Trójce nocą”. Ten akurat zapamiętałam, bo był taki przejmujący. Teraz jakoś mało zostało poezji w naszym życiu. Myślę, że za dużo jest techniki i inżynierów, a za mało poetów. Nastąpiła jakaś nierównowaga, która przeszkadza nam osiągnąć harmonię z otoczeniem. Takie odnoszę wrażenie.

Ciągle się spieszymy, starając się ze wszystkim zdążyć, a czas szybko mknie i już pojawiły się w sklepach dynie. Dzisiaj proponuję bardzo dobre placki według przepisu *MI_NI*. Trochę go zmieniłam, ale placki bardzo mi podeszły.

 

Placki z dyni i kurczaka

 

500 g dyni bez skóry i pestek,

2 jajka,

6 łyżek mąki pszennej,

2 łyżki kaszy manny,

1 pierś z kurczaka (300 g),

1 łyżeczka pieprzu ziołowego lub białego,

1 cebula (ok. 80 g),

1 łyżeczka ziół prowansalskich,

1/2 łyżki sosu sojowego,

sól,

olej rzepakowy do smażenia.

 

Pierś kurczaka pokroić w drobną kosteczkę, włożyć do miseczki, skropić sosem sojowym, posypać pieprzem ziołowym lub białym, ziołami prowansalskimi i drobno poszatkowaną cebulą. Wymieszać i wstawić do lodówki na co najmniej pół godziny.

Obraną dynię bez pestek utrzeć na tarce „w łezkę”, lekko posolić i dodać kaszę mannę. Odstawić na 15 minut.

Jajka wbić do miseczki, ubijać chwilę widelcem, po czym dodać dynię, mięso z ziołami i wymieszać, dodając mąkę.

Smażyć na gorącym oleju małe placuszki z dwóch stron na złoty kolor. Udekorować pomidorkami koktajlowymi lub zwykłymi, posypać szczypiorkiem lub innymi świeżymi ziołami.

 

 

 

Kybyny (kuchnia karaimska)

18.08.2013

Tegoroczny krótki wypad na Litwę był spowodowany koniecznością przewiezienia Kamila z Warszawy na zjazd w Trokach, gdzie w lipcu miał miejsce 11. międzynarodowy obóz języka karaimskiego.

Karaimi to lud turecki, a dokładniej turkijski, czyli wywodzą się z ogromnej rodziny ludów turkijskich zamieszkujących Azję od dalekiej Syberii po wschodnią Europę. Są wyznawcami religii o tej samej nazwie, która pochodzi od wyrazu kara – czytać, recytować (Pismo Święte). Karaimi są maleńką mniejszością etniczną. Na świecie jest ich nie więcej niż 2000, a w Polsce żyje ok. 200 osób.

Pochodzą z terenów położonych między Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym. W XIII-XIV w. pewna ich liczba przesiedliła się z Krymu i stepów południoworuskich na ziemie księstwa halicko-wołyńskiego. Pod koniec XIV w. wielki książę litewski Witold sprowadził część Karaimów na Litwę. W Trokach stanowili oni wojskową ochronę zamku.

Romek Dubiński, syn Aleksandra Dubińskiego, wykładowcy turkologii na Uniwersytecie Warszawskim, przysłał mi trochę materiałów. Jeśli ktoś będzie zainteresowany, to napiszę o Karaimach więcej. Na razie ograniczę się do wskazania bardzo ciekawego artykułu Marcina Żyły w „Tygodniku Powszechnym” z 4.07.2011 r. p.t. „Ulica Karaimska”. Ponadto w „Kuchni” nr 3 z 2013 r. jest również kawałek historii i przepisy na potrawy podane przez Karaimów.

Właściwie trudno już czasem rozdzielić precyzyjnie kuchnię litewską od karaimskiej. Jadłam w Trokach kybyny i czynachy w knajpkach karaimskich. Przepis na kybyny podała mi Małgosia Filipiuk-Dubińska, żona Adama, brata Romka. Adam Dubiński jest członkiem zarządu Związku Karaimów Polskich, należy również do Komitetu Redakcyjnego Pisma historyczno-społeczno-kulturalnego Karaimów „Awazymyz”, czyli „Nasz Głos”. Adam pomógł mi nadać ostateczny kształt temu wpisowi.

Na Litwie wiele punktów gastronomicznych serwuje „karaimskie” kybyny, ale w rzeczywistości te naprawdę karaimskie podają tylko dwie restauracje prowadzone w Trokach przez Karaimów: „Kybynlar”, przy ul. Karaimu 29 (Karaimskiej) oraz „Kiubete” przy ul. Vytauto 3A (Witolda). Kybynlar znaczy kybyny, a kiubete to nazwa innej karaimskiej potrawy, ale to już temat na inną opowieść.

Dla zainteresowanych podaję strony internetowe:

http://www.kiubete.lt/

http://www.kybynlar.lt/

Restauracja karaimska „Kybynlar”. Jak wytłumaczył mi Romek „lar” oznacza liczbę mnogą, czyli kybyny.

To są kybyny podane w restauracji, a Romek powiedział, że domowe kybyny powinny wyglądać jak te w kalendarzu. Kalendarz był dostępny w czasie trwania obozu językowego i ja też taki dostałam. Dzięki temu będę mogła czasem podać przepis na jakąś potrawę karaimską.

To zdjęcie dostałam od Romka Dubińskiego jako przykład prawdziwych kybynów, robionych przez Jego Ciocię. Kybyny można robić z różnymi nadzieniami. W Trokach podawano kybyny z wołowiną, baraniną, kurczakiem, kapustą i nie pamiętam z czym jeszcze. W kalendarzu jest przepis na kybyny postne ze śledziami i z kapustą. Okazuje się, że nawet różnie się je klei. Prawdziwe kybyny powinny być klejone z boku, a nie na górze. Czasem klei się je na dwa sposoby aby odróżnić, np. te ze śledziami od tych z kapustą.

Zwykle nie używam margaryny tylko masła, natomiast zauważyłam, że we wszystkich przepisach z Trok podawana jest margaryna.

Na tym zdjęciu Romka jest podany przykład wykorzystania resztek ciasta z kybynów. Ciocia piecze takie ciasteczka posypane cukrem i cynamonem.

 

Kybyny z indykiem 

wg przepisu Małgosi Filipiuk-Dubińskiej.

 

Ciasto:

1 kg mąki pszennej,

2 jajka,

7 dag świeżych drożdży,

1/2 łyżeczki cukru,

trochę ciepłego mleka,

1/2 kostki masła (100 g),

1/2 kostki margaryny (100 g),

sól.

 

Farsz:

1 kg mięsa z udźca indyka,

kostka rosołowa,

ok. 1/2 główki kapusty świeżej,

1/2 kostki masła (100 g),

cebula,

sól, pieprz.

 

 

Wykonanie ciasta

7 dag drożdży wraz z 1/2 łyżeczki cukru i garścią mąki pszennej wymieszać z niewielką ilością ciepłego mleka i zostawić na 15 minut żeby drożdże zaczęły pracować. Resztę mąki wsypać do dużej miski. W rondelku na ogniu rozpuścić pół kostki masła i pół kostki margaryny i dodać do mąki. Następnie dodać żółtka, 1 białko i 1 białko ubite na pianę. Dodać mleko z drożdżami i odrobinę soli. Ciasto wyrabiać bardzo długo i dokładnie (wg niektórych przepisów nawet 1/2 godziny), a później odstawić je w ciepłym miejscu, przykryte ściereczką, na 2 godziny.

 

Wykonanie farszu

Mięso pokroić bardzo cienko na malutkie kawałeczki. Rozpuścić kostkę rosołową w 1/2 szklanki wrzątku. Kapustę pokroić cieniutko lub zetrzeć na tarce o grubych oczkach i sparzyć wrzątkiem aby zmiękła, a następnie odcedzić. Mięso wymieszać z kapustą, dodać 1 łyżeczkę soli i trochę pieprzu, 1/2 kostki miękkiego masła. Dodać lekko ciepły rosołek i cienko pokrojoną cebulę.

 

Piekarnik nagrzać do 180 st. C.

Papier do pieczenia lub blachę posmarować tłuszczem.

Roztrzepać w miseczce całe jajko.

Ciasto rozwałkować i wycinać miseczką kółka wielkości dłoni lub odrywać z ciasta kawałki i lepić kulki o średnicy ok. 5 cm. Każdą kulkę cienko rozwałkować. Farsz nakładać dość szybko, by zlepione już kybyny nie nasiąkały wilgocią. Zlepić mocno, plotąc brzeg, a później zrobić palcami lub nożem dwa otwory w odległości ok. 1,5 cm od siebie. Posmarować roztrzepanym jajkiem, uważając by nie zalepić zrobionych otworów, bo tymi otworami ma uchodzić para. Podczas pieczenia, po ok. 15 minutach z kybynowych otworów powinna wyciekać odrobina soku.

Piec 25 minut, do zrumienienia ciasta.

 

 

 

 

Czas akacji

31.05.2013

Akacja, a właściwie robinia akacjowa, jest wyjątkowo urokliwa, zwłaszcza gdy kwitnie. Ma kiście pachnących białych kwiatów, które w dodatku są korzystne dla naszego zdrowia. A popularną wróżbę z listków akacji znają chyba wszyscy.

O akacji pisali poeci, np. Jan Twardowski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, ale ja najbardziej lubię wierszyk Władysława Broniewskiego „Wróżby”:

– Na długiej łodyżce

małe listki.

Chcesz coś odgadnąć,

zerwij wszystkie.

– Kocha,

lubi,

szanuje,

nie chce,

nie dba,

żartuje?!…

– Listku akacji,

nie miałeś racji.

Gdy nadchodzi czas kwitnienia robinii akacjowej, warto pojechać za miasto i zerwać kiście białych kwiatów. Kiście należy umyć na sitku, osączyć, a potem zanurzać w troszeczkę gęstszym cieście naleśnikowym i smażyć na gorącym oleju. Następnie układać na ręczniku papierowym aby usunąć nadmiar tłuszczu, posypywać cukrem pudrem i jeść na zdrowie.

 

 

 

Szlachcice inaczej

07.04.2013

Ania chciała zjeść szlachcice, ale bardzo nie chciała lepić pierogów. Dlatego wymyśliła te wafle. Zrobiła, uznała, że bardzo udana zamiana i podzieliła się pomysłem.

 

Szlachcice w waflach

 

1 kg ziemniaków,

1 duża cebula lub 2 mniejsze (200 g),

sól, pieprz,

2 duże wafle,

olej do smażenia.

 

Ziemniaki i cebulę zetrzeć na tarce (polecam odpowiednią przystawkę do maszynki do mielenia mięsa). Następnie doprawić solą i pieprzem, podsmażyć na patelni na gorącym oleju. Duży wafel położyć na wilgotnej ściereczce i rozprowadzić na waflu podsmażone z cebulą ziemniaki, zostawiając wolne miejsce przy brzegach.

 

 

Przykryć drugim waflem i wilgotną ściereczką. Obciążyć deseczką i pozostawić na 15 minut.

 

 

Następnie zwinąć wafle jak roladę, włożyć do foliowej torebki i umieścić na kilka godzin w lodówce. Gdyby brzegi wafli były zbyt sztywne, spryskać lekko wodą ze spryskiwacza.

 

 

Pokroić roladę w plastry i podsmażyć je na oleju.

Można podawać same z surówką, a można do ryby, kotletów lub pieczonego mięsa.

 

 

 

Szlachcice

07.04.2013

Ciągle mnie coś dziwi w istniejącej rzeczywistości. Na przykład dlaczego wyraz mężczyzna wygląda w języku polskim jakby był rodzaju żeńskiego albo dlaczego w temperaturze powietrza 36,6 stopni, tj. normalnej temperaturze ciała, jest nam za gorąco. Jednak ostatnio najbardziej zdziwiło mnie to, że nie można już powiedzieć kobiecie, iż jest piękna. Tak, tak, do tego doszło. Prezydent Obama powiedział tak do pani prokurator i został oskarżony o seksizm. Ratunku.

No nic (wiem, wiem, od no się zdania nie zaczyna), przejdźmy lepiej do pierogów. Szlachcice pochodzą ze Wschodu i z czasów, kiedy były inne, prawdziwe problemy. O tych pierogach opowiedziała mi Renata, a potem dowiedziałam się, że są znane również pod innymi nazwami, np. pierogi podlaskie. U mnie w domu takich pierogów się nie robiło, ale z ciekawości zrobiłam. Muszę stwierdzić, że prawdą jest to, co słyszałam, a mianowicie szlachcice najlepsze są podsmażane.

 

Szlachcice (ok. 17 pierogów)

 

Ciasto:

200 g mąki + mąka do podsypywania,

ok. 120 g wody (ilość wody zależy od mąki).

 

Nadzienie:

500 g ziemniaków,

1 cebula (ok. 100 g),

sól, pieprz,

olej do smażenia.

 

Ziemniaki i cebulę zetrzeć na tarce, a najlepiej posłużyć się przystawką do maszynki do mielenia mięsa, taką do tarcia ziemniaków. Następnie rozgrzać na patelni olej, włożyć ziemniaki z cebulą i lekko podsmażyć mieszając. W wersji „na bogato” można dodać drobno pokrojoną kiełbasę.

Mąkę zagnieść z wodą i ulepić pierogi. Pierogi gotować partiami w osolonym wrzątku z łyżką oleju (żeby się nie sklejały). Pierogi z ziemniakami i cebulą można posypać skwarkami z boczku lub kawałkami podsmażonej kiełbaski. Podawać z surówką.

Osoby znające te pierogi mówiły mi, że do podsmażania można większe pierogi przekroić na pół albo pokroić na plastry.

 

 

 

Ogon bobra (kuchnia kanadyjska)

13.10.2012

Uświadomiłam sobie, że nigdy nie słyszałam o takim zjawisku jak kuchnia kanadyjska. Dlatego zapytałam o to Margaret, czyli Małgosię, a Ona przysłała mi ten przepis. Uznałam, że warto zrobić ciekawostkę zza oceanu. Małgosia powiedziała, że oni tego raczej nie robią, bo to się kupuje gotowe. Jednak do nas sprowadzono już wiele potraw, ale ogona kanadyjskiego bobra nikt nie sprzedaje. Jeśli sami nie zrobimy, to nie spróbujemy.

 

Ogon bobra (beaver tail)

 

1/4 szklanki ciepłej wody

1/4 szklanki mleka

1/4 szklanki cukru

3 łyżki masła

2,5 łyżeczki suchych drożdży

1 jajko

1 łyżeczka soli

2 szklanki mąki pszennej (lub troszkę więcej)

olej do głębokiego smażenia

 

na wierzch:

cukier puder

cynamon

sok cytrynowy

nutella

 

Wodę wlać do dużej miski, dodać 1 łyżkę cukru, wsypać drożdże i wymieszać. Odstawić na 5 minut. W międzyczasie podgrzać mleko z masłem oraz pozostałym cukrem i mieszać do rozpuszczenia cukru. Zdjąć z ognia i ostudzić mieszając, a następnie wlać lekko ciepłe do miski z zaczynem drożdżowym. Na końcu dodać mąkę i jajko ubite z solą.

Wyrabiać ciasto aż będzie gładkie i sprężyste, dodając w razie potrzeby mąkę, a potem uformować kulę i umieścić ją w misce. Włożyć miskę w torbę foliową i postawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę lub dłużej. Wyrośnięte ciasto wyrobić jeszcze raz i podzielić na 8 części.

Na dużej patelni podgrzać olej do temperatury 175 st. C. Podsypując troszkę mąką rozwałkować dosyć cienko każdy kawałek ciasta nadając mu podłużny kształt bobrzego ogona (nie musi być idealny). Umieścić ogon w oleju i smażyć 20-30 sekund z każdej strony.

Gdy ogon jest usmażony, trzeba go położyć na papierowym ręczniku żeby wchłonął nadmiar tłuszczu. Można go posmarować nutellą lub posypać cukrem pudrem i cynamonem, a następnie skropić lekko sokiem z cytryny.

 

 

 

Pokazały się, pokazały!

07.10.2012

Uwielbiam zbierać grzyby, ale one długo kazały na siebie czekać w tym roku. Było sucho i w lasach nawet psiaki nie rosły. Za to teraz wyrosły wszystkie razem: prawdziwki, koźlaki, podgrzybki, kurki i nawet kanie.

Zawsze w sezonie grzybowym przypomina mi się jadłospis z „Pracowitej pszczółki – kalendarzyka encyklopedyczno-informacyjnego na rok 1921” Słonimskiego i Tuwima, który można znaleźć w tomiku „W oparach absurdu”. W menu na każdy miesiąc roku są często bardzo wymyślne potrawy z grzybów. Po omlecie z grzybkami, siekanych grzybkach czy  duszonych grzybkach następują: konfitury grzybowe, kompocik grzybowy i, moje ulubione w tym zestawie, lody grzybowe. Teraz już może można gdzieś w świecie kupić takie lody, skoro czytałam, że robią o smaku kiełbasy albo chili, ale kiedyś to był absurd.

Nam się wczoraj udało znaleźć nawet prawdziwki i żeby to uczcić zrobiłam nadziewane muszle z całym prawdziwkowym zbiorem. Przepis wzięłam nie wiem skąd, bo sobie tego nie zanotowałam, a potem jeszcze przetworzyłam. Gdyby ktoś nie dysponował prawdziwkami, to polecam pieczarki.

 

Muszle z prawdziwkami

 

20 szt. muszli conchiglioni

20 dag prawdziwków

1/2 średniej cebuli

2 łyżeczki mąki

1/4 szklanki śmietany

1 łyżka masła

5 dag żółtego sera (np. ementalera)

1 łyżka posiekanej natki pietruszki

sól, pieprz

 

Prawdziwki umyć i pokroić w cienkie paski. Cebulę pokroić w kostkę i usmażyć na oleju nie rumieniąc. Dodać grzyby i udusić do miękkości, podlewając w miarę potrzeby wodą, a pod koniec duszenia wodę odparować. Uduszone grzyby wymieszać ze śmietaną wymieszaną z mąką, zagotować, posolić i popieprzyć do smaku. Napełnić muszle, ugotowane według przepisu na opakowaniu, posypać startym serem, położyć na wierzchu kilka kawałeczków masła i zapiekać w piekarniku w temp. 200 st. C ok. 25 minut. Po upieczeniu posypać posiekaną natką.

 

 

 

Makaron domowy

29.08.2012

Makaron robię sama, bo taki jest najlepszy. Mam maszynkę do makaronu, więc wykonanie go jest szybkie i bezproblemowe. Maszynkę kupiłam natychmiast po pierwszym mozolnym wałkowaniu ciasta i krojeniu go na cieniutkie paseczki. I pomyśleć, że moja Babcia taki robiła zawsze ręcznie! Zwykle używam mąki żytniej typ 720, bo wystarczy robienie małych placuszków, które maszynka wałkuje cieniutko i szybciutko tnie na wąskie lub szersze paski.

 

Makaron domowy

 

200 g białej mąki pszennej lub żytniej + mąka do podsypywania pod krojony makaron

2 jajka

szczypta soli i trochę kurkumy dla zdrowia i koloru

 

Z podanych proporcji należy zagnieść sprężyste ciasto. Kto dysponuje maszynką do makaronu, szybko potnie ciasto na paseczki. Kto nie ma maszynki, niech lepiej używa mąki pszennej, bo jest łatwiejsza do rozwałkowania na cieniutki placek. Taki placek wałkuje się na blacie podsypanym lekko mąką, a potem zwija w rulon i tnie ostrym nożem paski odpowiedniej szerokości.

Pokrojony makaron należy rozłożyć na papierze wysypanym mąką i wysuszyć. W trakcie suszenia trzeba kilka razy przerzucać go delikatnie, żeby się nie sklejał i wysechł równomiernie.

 

 

 

 

 

 

Pierogi z mięsem

29.08.2012

Mięso nie jest moim ulubionym pożywieniem i nie jem go codziennie. Nawet przez dłuższy czas byłam wegetarianką. Tak się jednak składa, że moi najbliżsi to mięsożercy. Z tego powodu umiem je robić i spotykają się z entuzjastycznym przyjęciem. Dzisiaj polecam pierogi.

 

Pierogi z mięsem (ok. 37 szt.)

 

Ciasto:

380 g mąki

ok. 220 g wody

 

Farsz:

600 g wołowiny

2 skrzydełka kurczaka

trochę rosołu

1 nieduża cebula

1 jajko

3 łyżeczki suszonych mielonych grzybów (mielę w młynku do kawy)

1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku

1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej mielonej

sól, pieprz

 

Przygotowanie farszu:

wołowinę i skrzydełka ugotować do miękkości np. zgodnie z tym przepisem:

Prawdziwy rosół (bez grama chemii)

cebulę pokroić i udusić na oleju. Po ostudzeniu zmielić przez maszynkę do mięsa wołowinę, mięso ze skrzydełek wraz ze skórą oraz cebulę. Do mięsa dodać olej z duszonej cebuli, jajko, przyprawy i dokładnie wymieszać. Aby farsz nie był twardy i zbity trzeba dodać trochę rosołu z gotowanego mięsa.

Przygotowanie ciasta: zagnieść mąkę z wodą na miękkie, sprężyste ciasto, dodając w miarę potrzeby trochę wody. Ciasto należy przykryć ściereczką i „dać mu odpocząć” przynajmniej 15 minut. Ja robię z takiego ciasta kulki wielkości małego orzecha włoskiego i rozprowadzam w palcach na cienkie placuszki (nie rozciągam!), wkładam farsz i zalepiam. Kto woli wałkowanie i wycinanie ładnych kółek – nie ma problemu. Dzięki mojej metodzie potrzebuję jedynie kawałka papieru wysypanego mąką żeby pierogi się nie sklejały i mogę robić pierogi oglądając dobry film, na co zwykle nie mam czasu.

W większym garnku trzeba zagotować osoloną wodę z łyżką oleju i wrzucać partiami pierogi. Jak wypłyną na wierzch trzeba gotować jeszcze kilka minut, a potem wyłowić. Na talerzu polać masłem albo tłuszczem ze skwarkami.

 

 

 

Naleśniki

To jest najlepszy przepis na naleśniki, jaki znam – z podanych proporcji wychodzą cieniutkie i pyszne.

Naleśniki

 

Składniki (na 10 sztuk):

2 jajka

2 szklanki mąki pszennej

1 szklanka mleka

1 szklanka wody

szczypta soli

Wbić do blendera jajka, dodać szczyptę soli, a potem, cały czas miksując, dodawać po trochu naprzemian mąkę i wodę zmieszaną z mlekiem – do wyczerpania składników. Przelać ciasto do rondelka, przykryć pokrywką i odstawić na godzinę.

Następnie rozgrzać patelnię, posmarować cienką warstwą oleju (robię to pędzlem silikonowym) i nalewać ciasto (ja nalewam więcej ciasta, ono przy dnie zastyga, a resztę szybciutko zlewam z powrotem do rondelka). Smażyć naleśniki z obu stron.

Naleśniki można wypełnić farszem jak do pierogów ruskich, serem, dowolnym dżemem np. malinowym, zrobić paszteciki z kapustą i grzybami czy mięsem albo pociąć na makaron do zupy pomidorowej.

Wpis z 30.07.2012 r.

Ruskie pierogi

29.07.2012

Jak ja lubię te pierogi! Moja Mama zawsze je robi w tej wersji i dla mnie ruskie bez mięty są prawie niejadalne.

Dzisiaj w ciągu dnia był upał i wieczór też upalny chociaż po świętej Ance już powinny być chłodne noce. Nie są. Były do św. Anki (8 do 10 st. C). Coś się dzieje z rzeczywistością.

A mięta taka orzeźwiająca, że sobie przypomniałam o tych pierogach, zrobiłam i po jedzeniu od razu zrobiło mi się lepiej.

 

Pierogi ruskie z miętą (ok. 37 szt.)

 

Ciasto:

380 g mąki

ok. 220 g wody

 

Nadzienie:

250 g ziemniaków ugotowanych w mundurkach

250 g twarogu półtłustego (wzięłam garwoliński)

100-120 g cebuli

1,5 łyżki posiekanej świeżej mięty lub 1 łyżka suszonej

pieprz, sól.

 

Przygotowanie nadzienia:

ziemniaki obrać i przecisnąć przez praskę, dodać rozgnieciony widelcem twaróg. Ja cebulę  ucieram na drobnej na tarce i podsmażam na oleju do uzyskania złocistego koloru. Można też cebulę drobniutko posiekać i udusić na oleju albo podsmażyć i zmielić w maszynce do mięsa. Następnie dodać do masy ziemniaczano-serowej wraz z miętą, solą i pieprzem. Porządnie wymieszać.

Przygotowanie ciasta:

należy mąkę z wodą wyrabiać do czasu, gdy ciasto będzie sprężyste i będzie odchodziło od ręki. Wody należy dolewać ostrożnie i z wyczuciem, bo ciasto nie może być twarde tylko bardzo mięciutkie. Dlatego dopóki nie będzie wyrobione – nie można ocenić, czy dodać jeszcze wody, czy nie.

Wykonanie pierogów:

ja nie używam stolnicy tylko przygotowuję sobie papier wysypany mąką, odrywam kawałeczek ciasta, robię kulkę wielkości małego orzecha włoskiego, a potem w palcach ją rozprowadzam na placuszek (nie rozciągam!). Następnie wkładam nadzienie i zaklejam. Uważam, że to znacznie wygodniejsze niż walka z wałkiem i stolnicą, ale jak ktoś woli robić to inaczej – nie ma przeciwskazań.

W większym garnku trzeba zagotować wodę, osolić, dolać łyżkę oleju i wrzucać partiami pierogi. Trzeba je od razu przemieszać łyżką (najlepiej drewnianą) żeby się nie zlepiły. Jak wypłyną, to jeszcze chwilę pogotować, odcedzić, a na talerzu polać masłem.