Archiwum kategorii: Potrawy z warzyw

Ziemniaki po cabańsku

Brrr, znowu zimno! Znajoma ogrodniczka twierdzi, że to zimni ogrodnicy się pospieszyli. Ciekawa jestem, czy ma rację?

Usłyszałam w reklamie o kozach na drzewie i przypomniałam sobie, że widziałam takie kozy. To było kilkanaście lat temu w Solcu Zdroju. Chodziliśmy po Solcu i nagle mnie zatkało, bo na drzewie zobaczyłam kilka kóz. Podeszliśmy do ogrodzenia, żeby się przyjrzeć. Z domu wyszedł mężczyzna, więc powiedzieliśmy mu, że to niesamowicie wygląda. Kozy przybiegły do niego, a on się roześmiał i zawołał: „Na drzewo!”. Wtedy wszystkie wskoczyły na drzewo jak koty. Chciałam zrobić fotkę, ale przedmioty martwe bywają złośliwe, ale właśnie w tym momencie aparat się rozładował i mi się nie udało. Szkoda.

A to coś na gorąco, co od czasu do czasu robię od lat. Garnuszek mam nieduży – starcza do dwóch misek i podaję proporcje właśnie do dwóch misek. Można przecież zrobić odpowiednio więcej.

Ziemniaki po cabańsku

320 g obranych ziemniaków

140 g kiełbasy

60 g boczku wędzonego

40 g cebuli

1 marchewka (ok. 50 g)

natka pietruszki z kilku gałązek

sól, pieprz czarny mielony, pieprz ziołowy, papryka słodka, 3 ziarenka jałowca,

trochę masła i oleju

Garnuszek wysmarować olejem, a na to warstwami:

ziemniaki pokrojone w podłużne kawałki, posolić, kiełbasa pokrojona w półplasterki, boczek i cebula pokrojone w kostkę, marchewka pokrojona w półplasterki, listki pietruszki i przyprawy, a potem jeszcze dwa razy to samo. Na końcu położyć kawałek masła, pokropić troszkę olejem i przykryć. Jeśli nie macie pokrywki do garnuszka, można zakleić kawałkiem ciasta albo pergaminem.

Piec ok. 1 godziny w temp. 180 st. C.

Buraczki zasmażane

To już klasyka, ale i tak każdy robi je troszkę inaczej. U mnie ostatnio buraczki są dość często na obiad i pomyślałam, że powinny się znaleźć na blogu. Najbardziej smakują nam te podłużne.

Buraki trzeba zetrzeć na tarce, a kiedy to robię, zawsze sobie uszkodzę boleśnie któryś palec i wtedy przychodzi mi do głowy, że to nie jest do końca danie jarskie (podobnie jak placki ziemniaczane). Buraczki można ugotować lub upiec. Od kilku dobrych lat piekę buraki, bo po pierwsze są smaczniejsze, a po drugie mają ładniejszy kolor.

Buraczki zasmażane

1/2 kg buraków

1 łyżka masła

1/2 łyżki mąki

1/2 szklanki wody

1 łyżeczka soli

1/2 łyżeczki cukru

2 łyżki soku z cytrynu lub octu jabłkowego

Buraki umyć i upiec. Piec ok. 40 minut do 1 godziny w temp. 200 st. C. (mniejsze pieką się krócej, większe dłużej). Ja przeważnie piekę w glinianym garnku z pokrywą, ale można zawinąć w folię aluminiową (mniej zdrowy sposób).

Po upieczeniu buraki obrać ze skórki i zetrzeć na tarce o drobnych oczkach.

Na patelni rozpuścić masło, wrzucić mąkę i wymieszać. Dodać 1/2 szklanki zimnej wody i mieszać, aż woda się zagotuje i całość troszkę zgęstnieje. Wtedy wrzucić buraczki i kilka minut gotować, mieszając, do uzyskania pożądanej konsystencji. Dodać sól, cukier i sok cytrynowy, wymieszać i zestawić z ognia.

Placuszki z warzywami

Kiedy panuje zimno, słota i ciemnica, to przyjemnie jest wspominać słońce. Zwłaszcza to południowe, w ciepłych krajach. A gdzie to było? Gdy o tym myślę, to przypominam sobie jak to spotkałam koleżankę, która miała interesującą broszkę. Powiedziałam jej, że ma ładną broszkę. Ucieszyła się i zaczęła myśleć, skąd ma to cudo. Wyszło jej, że kupiła ją w mieście na „W”. Potem starała się uświadomić sobie, co to za miasto. Nagle się roześmiała i stwierdziła, że to było „W Rzeszowie”.

A placuszki jadłam W Kenii i bardzo mi smakowały. Może nie były takie same, ale odtworzyłam z pamięci bardzo podobne. Ostatnio mam fazę na te placuszki.

 

Placuszki z warzywami 

 

2 jajka

100 g mąki

1/4 szklanki mleka

1/2 średniej cebuli pokrojonej w kosteczkę

1/2 niedużej papryki pokrojonej w kostkę

150 g cienko poszatkowanej kapusty białej lub włoskiej

1/2 pora pokrojonego w półplasterki

1/4 szklanki kiełków fasolki mung

1 łyżka sosu sojowego

1 łyżeczka soli

1/4 łyżeczki pieprzu cayenne

olej rzepakowy do smażenia

 

Jajka zmiksować z mąką, mlekiem, sosem sojowym i przyprawami. Ciasto powinno być dość rzadkie. Dodać warzywa i dobrze wymieszać. Usmażyć placuszki na gorącym oleju.

 

 

 

 

Pasternak panierowany

Podobno jest sprzedawany przez niektórych nieuczciwych sprzedawców jako pietruszka, ale ja mam problemy z jego kupieniem. Pasternak mi smakuje i robiłam już z niego kilka potraw, ale rzadko na niego trafiam. Tym razem zrobiłam bardzo prostą wersję – pasternak panierowany.

 

Pasternak panierowany

 

3 korzenie pasternaku

1 jajko

bułka tarta

sól

olej

 

Pasternak oskrobać, pokroić w plastry o grubości ok. 5 mm, posolić. Zanurzać w roztrzepanym jajku i tartej bułce, smażyć na gorącym oleju.

 

 

 

Bób z makaronem i smażoną szałwią

 

Ostatnio mamy falę upałów, ale z prasy dowiedziałam się, że rekord ciepła w Polsce to było 40,2º C w opolskiem w 1921 roku, a Europy 47,2º C w 1994 r. w Hiszpanii, więc spokojnie – nie dzieje się nic nowego latem.

W czasie upału najlepiej idą mi warzywa i jest dostępny mój ulubiony świeży bób, który sobie urozmaicam na różne sposoby. Dzisiaj bób z makaronem i szałwią. Bardzo nam smakował.

 

Bób z makaronem i smażoną szałwią

 

1/2 kg bobu

1 średnia cebula

1/3 opakowania makaronu spaghetti

kawałek żółtego sera lub utarty parmezan do posypania

garść liści świeżej szałwii

oliwa

sól, pieprz

 

Bób ugotować i jeszcze gorący obrać ze skórek.

Cebulę pokroić w plasterki i usmażyć na oliwie.

Makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu.

Bób wrzucić do patelni z cebulą i dusić razem ok. 5 minut. Dodać do ugotowanego makaronu. Posypać tartym serem.

Listki szałwii wrzucić na patelnię z rozgrzaną oliwą i szybciutko obsmażyć z obu stron, zajmie to dosłownie minutkę. Następnie posypać danie listkami szałwii. Dodadzą one fajnego smaczku i są chrupiące.

 

 

 

 

 

Chipsy z jarmużu

Kilka razy przeszukałam mój blog, bo byłam przekonana, że kiedyś już pisałam o chipsach z jarmużu. Alicja zrobiła, poczęstowała mnie i bardzo mi smakowały. Od tego czasu w sezonie jarmużowym często je piekę i przyjemnie chrupię. Znalazłam je na innych blogach, ale na moim nie – dlatego nadrabiam tę niedoróbkę. Jeśli ich nie próbowaliście – bardzo namawiam, bo jarmuż jest pyszny i zdrowy. Kiedyś o tym pisałam.

Liście trzeba umyć i wysuszyć. Jak mam duże liście, to wkładam łodygi do wazonu i liście sobie schną. Jeśli kupię kawałki liści na tacce, to trudno – myję, zostawiam, żeby odciekły, osuszam ściereczką. Następnie szybko nacieram liście olejem rzepakowym – palcami, bo pędzlem będzie zbyt tłusto. Po prostu przy karbowanych liściach inaczej nie uda się rozprowadzić cienkiej warstwy oleju.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 130º C, blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Liście podrzeć na mniejsze kawałki, grubsze nerwy wyrzucić.

Kawałki liści rozłożyć na blaszce i piec czujnie, czyli sprawdzać ręką co jakiś czas, czy któryś listek nie jest już sztywny i upieczony.

Gotowe chipsy dobrze jest wrzucić do dużej miski, posypać trochę solą i delikatnie przemieszać w misce. Można też posypać curry.

Wpis z 29.01.2017 r.

S6300749-001.JPG

Dellagraciano

Powspominajmy jeszcze przez chwilę lato, tym bardziej, że wciąż można kupić bakłażany. Lato jest przecież tak krótko! Zamykając sezon działkowy, jak zawsze stwierdziłam, że ciepło jest tylko przez 5 miesięcy, a zimno – 7. Nawet nie po równo – tu rzeczywiście przydałyby się jakieś parytety.

W tym roku robiłam kilka razy dellagraciano, czyli danie z książki Oli Lazar „Kuchnia greco-polska i polsko-grecka dla początkujących”. Nazwa brzmi jakby danie pochodziło z Włoch, ale widocznie jest popularne również w Grecji. Zapiekankę można podawać jako samodzielne danie, ale również jako dodatek do mięsa. Mnie dobrze szła z ryżem.

Zapiekany bakłażan z pomidorami, papryką i serem

2 duże bakłażany

1/3 szklanki oleju

1/2 szklanki tartej bułki

1/2 szklanki bryndzy lub fety

1/2 szklanki rokpola lub tartego żółtego sera, np. morkiego

Sos:

4 łyżki oliwy

1 duża czerwona papryka

1 duża cebula

3 ząbki czosnku

1/2 szklanki słodkiego czerwonego wina (niekoniecznie)

1 szklanka przecieru pomidorowego (ja stosowałam 2 świeże pomidory + trochę przecieru)

1 łyżeczka tymianku

1 łyżeczka rozmarynu

1 łyżeczka słodkiej papryki

1 łyżeczka oregano lub majeranku

Zalewa (autorka książki robi to danie bez zalewy, ale w wersji klasycznej jest obowiązkowa i warto spróbować także klasyki):

2/3 szklanki jogurtu

3 jajka

1/3 szklanki mleka

pieprz, sól

Piekarnik rozgrzać do temperatury 180º C. Bakłażany umyć, odciąć zieloną łodygę i pokroić na centymetrowe plastry. Posmarować oliwą z obu stron, ułożyć na blasze (ja wyłożyłam blachę papierem po pieczenia) i piec do lekkiego zbrązowienia z każdej strony.

W tym czasie posiekać cebulę, obrać czosnek (też go posiekałam) i obsmażyć szybko na oliwie. Dodać posiekaną w cienkie paseczki paprykę, po kilku minutach dorzucić pomidory i przyprawy. Dusić, aż papryka będzie miękka, a aromat przypraw miło się przegryzie, zalać czerwonym winem lub wodą.

Na patelni uprażyć bułkę tartą, często mieszając, by się nie przypaliła.

Naczynie żaroodporne (suche) wysypać połową bułki tartej, ułożyć na niej warstwę bakłażanów, posypać serem, polać częścią sosu. Znów ułożyć bakłażany, ser, sos i włożyć do gorącego piekarnika (200º C).

W miseczce ubić jajka na lekką pianę, dodać pozostałe składniki zalewy i doprawić. Po 15 minutach zalać warzywa masą jajeczno-jogurtową, posypać resztą bułki tartej i piec, aż zalewa się zetnie i lekko urośnie, czyli ok. pół godziny. Wyjąć z piekarnika i podawać nieco ostudzone.

Wpis z 10.10.2016 r.

Kotleciki z bobu

W Warszawie lato, obchody Powstania Warszawskiego, wczoraj bardzo uroczyste. Kiedyś Anna Dziewit napisała, że „Warszawa to jest blizna, a blizny rzadko kiedy są ładne”. Napisała to w 2005 r., a od tego czasu miasto nie wyładniało. Powstało kilka wysokich wieżowców w Centrum, wolne miejsca zabudowano betonem i szkłem, a mnie bolą niszczejące od lat kamienice, często ciekawe architektonicznie, z dobrej, zdrowej przedwojennej cegły. Tylko zamurowano w nich drzwi i okna. Ludzie mogliby tam mieszkać, mogłyby być remontowane, ale nie uchwalono odpowiednich przepisów, więc straszą i niszczeją dalej.

Musiałam to napisać, bo o tym się w ogóle nie mówi. Widocznie tylko mój odbiór jest taki. Może dlatego, że lubię stare domy.

Jednak nie ma być na smutno. Kotleciki z mojego ulubionego bobu to sama przyjemność. Zawsze lubiłam jeść bób ugotowany, ale w tym roku nie smakuje mi tak bardzo, jak zawsze (jest bardziej suchy) i robię z niego różne potrawy. Robiłam też kotleciki z samego bobu, ale z dodatkiem ziemniaków okazały się smaczniejsze.

Kotleciki z bobu i ziemniaków

1/2 kg bobu

250 g ziemniaków

1 średnia cebula

1/2 łyżki suszonego cząbru lub 1 łyżka świeżego, posiekanego

1 jajko

sól, pieprz

mąka

olej do smażenia

Bób ugotować w osolonej wodzie i obrać z łupinek. W trakcie obierania rozgniatać go na bieżąco widelcem, póki jest gorący.

Ziemniaki ugotować w mundurkach, obrać i przecisnąć przez praskę.

Cebulę posiekać, udusić na oleju i lekko podsmażyć, a następnie drobno posiekać.

Połączyć w misce bób, ziemniaki oraz cebulę i doprawić solą, pieprzem oraz cząbrem. Dodać jajko i dobrze wyrobić masę. Mokrymi dłońmi formować nieduże kulki, każdą rozpłaszczyć, obtoczyć w mące i smażyć na oleju. Wykładać na papierowy ręcznik, aby wchłonął tłuszcz.

Wpis z 02.08.2016 r.

PB170002.JPG

Pierożki samosa (kuchnia indyjska)

Lubię te pierożki bardzo, ale tylko w wersji domowej. Jadłam je na Zanzibarze, gdzie wpływy indyjskie są bardzo widoczne, jadłam u Hindusa w Warszawie. W wersji mięsnej i w wersji wegetariańskiej, ale nie zachwyciły mnie. Albo były nijakie i tylko tłuste, albo były tak pikantne, że nie czuć było ich smaku, a przede wszystkim były zbyt duże. Sama przetestowałam kilka przepisów i najbardziej smakują mi pierożki z przepisu Zuzy Gałuszki, więc tę wersję podaję. Gdy zrobiłam pierożki, został mi jeszcze farsz, więc następnym razem zrobię mniej farszu albo więcej ciasta.

Oczywiście smażone pierożki nie są potrawą odchudzającą. Jeśli nie zostaną zjedzone od razu, proponuję ich odgrzewanie w piekarniku, ale bez natłuszczania blachy, bo nie ma takiej potrzeby.

Pierożki samosa

Ciasto:

25 dag mąki pszennej

7 dag masła

1/2 łyżeczki soli

80 ml ciepłej wody

Farsz:

1/2 kg ziemniaków

2 łyżki oleju

1/2 łyżeczki nasion gorczycy

1 łyżeczka kminku

3 suszone i posiekane papryczki chili czerwone lub zielone (kto nie lubi zbyt pikantnych potraw, niech doda tylko trochę ostrej papryki)

1/2 puszki zielonego groszku (ok. 130 g, ale można dodać trochę więcej – ja użyłam świeżego groszku gotowanego 15 minut, a przedtem używałam groszku mrożonego)

1 cebula

1/2 łyżeczki kurkumy

1 łyżeczka mielonej kolendry

1 łyżeczka soli

kilka gałązek świeżej kolendry (ja użyłam suszonych listków)

olej

Ziemniaki ugotować w mundurkach (ok. 20 minut).

W dużej misce wyrobić ciasto. Najpierw dodać do mąki miękkie masło i sól, wyrabiać ok. 10 minut, po czym dodać ciepłą wodę i energicznie wyrobić elastyczne i miękkie ciasto. Podzielić je na 9 kulek. Każdą obracać w dłoniach, a potem rozpłaszczyć, formując płaski placek. Wałkować placki, by osiągnęły średnicę ok. 10 cm. Każdy placek przeciąć na pół – półkola staną się kopertami dla farszu i odłożyć przykryte ściereczką (ja robiłam placki po kolei, wałkowałam i lepiłam od razu pierożki).

Ugotowane ziemniaki ostudzić, obrać i pokroić w kosteczkę. Odstawić.

Cebulę posiekać w drobną kostkę.

Na patelni rozgrzać olej, wsypać gorczycę, a gdy zacznie strzelać, dodać resztę przypraw: kminek, chili, kurkumę, kolendrę i stale mieszając, cebulę. Całość dusić ok. 1 minuty, aż cebula zmięknie. Dodać ziemniaki. Zmniejszyć ogień i przykryć. Dusić ok. 5 minut, co jakiś czas mieszając, aż ziemniaki połączą się z przyprawami. Dodać zielony groszek i jeszcze raz wymieszać. Masę połączyć z posiekanymi listami kolendry i odstawić do ostygnięcia. Gdy farsz będzie chłodny, przygotować półksiężyce ciasta. Ich proste brzegi zwilżyć letnią wodą. Połączyć, by powstały rożki.

Rożki napełniać mocno farszem i porządnie zlepiać brzegi.

Pierożki smażyć partiami w głębokim oleju, aż się ładnie przyrumienią. Odsączać na ręczniku papierowym. Podawać gorące.

Takie pierożki samosa jadłam w barze na Zanzibarze. W Warszawie zwykle mają kształt stojących stożków i są pieczone, a nie smażone.

Wpis z 17.07.2016 r.

Potrawka z dyni butternut

Jestem na diecie dr Dąbrowskiej. To już czwarty raz. Staram się co roku przez 6 tygodni prowadzić dietę, żeby oczyścić organizm (i schudnąć przy okazji). Na takiej diecie mogę być wyłącznie wtedy, gdy jest ciepło, bo inaczej marznę. Dlatego teraz, przy cieplutkiej, a ostatnio upalnej wiośnie, przyszedł na to czas. Mimo to prowadzę normalny dom i normalnie gotuję. Przeważnie zdrowo gotuję, a teraz mam na to nastrój. Stąd potrawa kuchni ajurwedyjskiej z blogu Agnieszki Wielobób, prowadzącej wykłady i warsztaty na temat jogi i ajurwedy.

Potrawka z dyni butternut

540 g dyni butternut (ciemnopomarańczowej) pokrojonej w średniej wielkości kostkę

3 cebulki pokrojone w grubszą kostkę

1 opakowanie tofu wędzonego pokrojonego w kostkę

po 1 łyżeczce majeranku lub rozmarynu

ok. 40 ziarenek kozieradki rozdrobnionej w moździerzu

2 łyżeczki kminu rzymskiego

sól i pieprz cayenne do smaku

5-6 łyżek oleju rzepakowego nierafinowanego

5 plasterków imbiru pokrojonych w kosteczkę

trochę kardamonu (nie został wymieniony, ale występuje w dalszej części przepisu)

Na patelni rozgrzać olej. Wrzucić kozieradkę, a po chwili kmin rzymski. Następnie dodać cebulkę, wymieszać i dusić na malutkim ogniu pod przykryciem. Do zeszklonej cebuli dodać tofu, posypać kardamonem, majerankiem i rozmarynem.

Po ok. 5 minutach dodać dynię, lekko wymieszać, przykryć i dusić do miękkości. Dynia nie powinna się rozpadać. Pod koniec duszenia dodać odrobinę pieprzu cayenne oraz soli.

Serwować z kaszą np. gryczaną (ja wzięłam jaglaną).

Wpis z 05.06.2016 r.

Fasola w sosie pomidorowym

Dziewczyny, co macie w swoich torebkach? Ja mam prawie wszystko. Trudno nawet powiedzieć, że to, co mam, jest torebką. Mam sporą torbę i często są problemy z odnalezieniem tego, czego szukam, bo to coś mogło wylądować w niższej warstwie pokładów mojej torby. Czasami, gdy czegoś szukałam, mój kolega z pokoju patrzył na to z radosnym błyskiem w oku i wspominał jakiś film. W tym filmie kobieta długo wyjmowała różne dziwne rzeczy z torby, aż wyjęła bazookę. Nie noszę bazooki, ale torba jest dość ciężka. MDK zdarzyło się poprosić ekspedientkę w zaprzyjaźnionym sklepie, żeby zważyła moją torbę – wtedy było ok. 1,5 kilograma. On się podśmiewa z tej torby, ale tylko do momentu, kiedy czegoś potrzebuje. Wtedy pyta: „Czy masz chusteczkę?” albo długopis, albo kartkę, albo cokolwiek innego. Wtedy się nie śmieje, bo mu zależy na tym czymś, a ja to wszystko mam – rzecz jasna.

Kobiety to rozumieją i zupełnie poważnie pytają się nawzajem, np. „Czy masz gwóźdź?”. Ostatnio zapytała mnie o to koleżanka z pracy, bo chciała coś powiesić na ścianie. Gdyby trwał sezon działkowy, to mogłabym mieć, ale akurat nie miałam. Może mam w innej torebce?

Kiedyś na wsi pod Warszawą do mojej znajomej wpadały okoliczne kobiety. Jedna z nich przyprowadziła kobietę sprzedającą torby. Przyszły sąsiadki, żeby obejrzeć i jedna – starsza pani, oglądała z uwagą którąś torbę. W końcu z uznaniem stwierdziła: „Dobra! I pół litra się zmieści”. Bardzo nas to rozśmieszyło, ale teraz gdy kupuję torebkę, to sprawdzam, czy pół litra się zmieści, bo jeśli tak – rozmiar jest właściwy.

Piszę o torbach, bo ostatnio czegoś szukałam w swojej i znalazłam nasiona fasoli. Muszę pamiętać, że je mam i wsadzić na działce. Dosyć często gotuję w domu fasolę i aż dziwne, że do tej pory nie podałam mojego ulubionego przepisu na danie z fasoli. Ja lubię taką fasolę jak w przepisie, ale dla tych, którzy lubią z mięsem, dodaję w drugim garnku podsmażone plasterki kiełbasy albo jakieś inne mięso pokrojone w kawałki.

Fasola w sosie pomidorowym

200 g białej fasoli

40 g cebuli

80 g czerwonej papryki

1,5 łyżki mąki pszennej (dobra jest też razowa)

2 łyżki koncentratu pomidorowego

1 łyżeczka cukru

sól

Suchą fasolę wsypać do wrzącej wody, pogotować kilka minut, zdjąć z ognia i odstawić do napęcznienia. Odlać wodę, wlać świeżą i ugotować fasolę. Pozostawić ją w wodzie, w której się gotowała. Wody powinno być tyle, żeby przykrywała fasolę.

Cebulę i paprykę pokroić w kostkę, udusić na 3 łyżkach oleju, posolić, dodać 1,5 łyżki mąki, wymieszać. Fasolę ponownie zagotować, zmniejszyć płomień do średniego i wrzucić cebulę z papryką oraz koncentrat i cukier, wymieszać. Gotować razem 10 minut.

Podawać z chlebem.

Wpis z 03.04.2016 r.

Kotlety ziemniaczane z sosem pieczarkowym

To jedno z miłych wspomnień z okresu liceum, kiedy po szkole chodziliśmy czasem do baru mlecznego Pod Barbakanem na naleśniki z serem, kotlety pożarskie albo właśnie ziemniaczane z sosem pieczarkowym. Wiedząc o moim zamiłowaniu do tych ostatnich, moja Mama opracowała swój przepis na takie kotlety. Okazały się jeszcze lepsze niż w barze i czasami je robię. Rzadko, bo teraz jakby bardziej idą w biodra, ale zamiłowanie do nich pozostało.

Wieki nie byłam Pod Barbakanem, ale obiecuję sobie, że kiedyś się tam wybiorę, żeby sprawdzić, czy jedzenie jest tam tak dobre, jak dawniej.

Kotlety ziemniaczane z sosem pieczarkowym 

składniki kotletów (8 szt.):

600 g ziemniaków (lordów albo innych niezbyt sypkich)

1 duża cebula (ok. 130 g)

1 jajko

sól, pieprz

mąka do obtoczenia

olej do smażenia

składniki sosu:

200 g pieczarek (najładniejsze są małe)

nieduża cebula (ok. 100 g)

2 łyżki oleju

1 łyżka mąki

3 łyżki śmietany

1 szklanka wody

sól, pieprz

Przygotowanie sosu

Umyte pieczarki oraz obraną z łupin cebulę pokroić w plasterki i lekko podsmażyć na oleju, mieszając od czasu do czasu.

Wodę wymieszać z mąką, dodać śmietanę i przyprawy, zagotować mieszając. Dodać pieczarki z cebulą, zmniejszyć trochę ogień i gotować kilka minut mieszając, aż sos trochę zgęstnieje.

Przygotowanie kotletów

Ziemniaki ugotować w mundurkach. Jeszcze gorące obrać ze skórki i przecisnąć przez praskę.

Cebulę zetrzeć na tarce o małych oczkach (takich jak na placki ziemniaczane) i lekko podsmażyć na oleju, dodać do ziemniaków,  dorzucić przyprawy. Do ostudzonej masy dodać jajko i wszystko dobrze wymieszać.

Rękami zmoczonymi wodą formować kulki, spłaszczyć je, obtoczyć w mące i smażyć na gorącym oleju.

Wpis z 24.10.2015 r.

Sigara boregi (kuchnia turecka)

Upały jak w Turcji albo na jakimś innym południu, to i dania z tamtych stron. Szkoda tylko, że nie ma jakiegoś ciepłego morza za rogiem. Gdyby było, to chętnie bym się w nim schładzała. Teraz musi jednak wystarczyć chłodny prysznic.

Sigara boregi, czyli tureckie ruloniki z ciasta filo lub yufka ze słonym serem typu feta. Można je smażyć lub piec. Przepis znalazłam na blogu mniam-mniam.blog.pl

Sigara boregi

6 arkuszy ciasta filo
4 ugotowane ziemniaki
1 średnia cebula pokrojona w plasterki
1/2 sera typu feta (użyłam sera Mlekovity)
2 łyżki masła
1/2 łyżeczki papryki
sól, pieprz
posiekana natka pietruszki

dodatkowo:
1 żółtko
czarnuszka do posypania

Cebulę podsmażyć na maśle, dodać ciepłe ziemniaki przeciśnięte przez praskę, pokruszony ser, sól, pieprz, paprykę, natkę pietruszki i wszystko dokładnie wymieszać.

Na blacie ułożyć dwa arkusze ciasta filo. Pokroić z góry do dołu na 4 pasy. Na górze umieścić nadzienie, zostawiając po bokach trochę wolnego miejsca i zwijać ruloniki. Ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem. Posmarować rozmąconym żółtkiem, posypać czarnuszką i piec w piekarniku nagrzanym do 200º C przez ok. 15-18 minut na złoty kolor.

Wpis z 16.08.2015 r.

Gemista z opiekanymi ziemniakami (kuchnia grecka)

Na świecie robi się coraz jaśniej, cieplej i bardziej zielono.  Trzeba się pogodzić z tym, że nas też wyraźniej widać. Po zimie i Świętach trzeba więc trochę zrzucić z tego, co się wrzuciło. Pozbywanie się oponek nie jest łatwe, ale jedne sposoby są milsze niż inne. Na przykład ta grecka potrawa z pomidorów i papryki z ryżem, to zdecydowanie dobry sposób. Może mało odchudzające są tutaj ziemniaki, z którymi warzywka są podawane, ale spróbować trzeba.

Przepis dostałam od Małgosi Przybylskiej, o której niedawno pisałam, przy okazji zupy fakies.

Gemista z opiekanymi ziemniakami

Na 2 porcje:

4 duże twarde pomidory

2 duże zielone papryki takie, aby można je było postawić ogonkiem do góry

1 średnia cebula

2 ząbki czosnku

3-4 łyżki suchego ryżu

sól, pieprz, ewentualnie cukier

pietruszka zielona (niekoniecznie)

oliwa

ziemniaki (ja wzięłam 570 g)

1-2 ząbki czosnku

sól, oregano, trochę soku z cytryny

Pomidory i papryki umyć, odkroić małe wieczka (pomidory mają stać na pępuszkach, a papryki powinny mieć wieczka z ogonkami). Papryki oczyścić z pestek i wydrążyć miąższ z pomidorów.

Rozgrzać oliwę na patelni lub w garnuszku, wrzucić cebulę pokrojoną w kostkę, a gdy się zeszkli – czosnek pokrojony w plasterki. Chwilę razem dusić, a następnie dodać miąższ z pomidorów. Gdy miąższ stanie się miękki, rozgnieść go widelcem i dusić, aż zrobi się sos. Wtedy dodać 3-4 łyżki suchego ryżu i posiekaną pietruszkę zieloną. Podgrzewać mieszając ok. 10-15 minut, aż ryż wchłonie sos. Dodać sól, pieprz, ewentualnie odrobinę cukru do smaku.

Wydrążone pomidory posolić w środku i minimalnie posypać cukrem. Nadziać farszem pomidory i papryki (rozłożyć farsz równomiernie – ryż jeszcze trochę zwiększy objętość podczas pieczenia).

Naczynie żaroodporne wyłożyć folią aluminiową. Folię polać odrobiną oliwy, położyć na nią nadziane warzywa i przykryć folią aluminiową.

Piec 45 minut w temperaturze 200º C, a następnie odkryte ok. 1 godzinę w temp. 180º C.

W podobny sposób można przyrządzić kabaczki. Wtedy trzeba podsmażyć na oliwie posiekany środek.

Ziemniaki obrać, umyć, pokroić na ćwiartki lub ósemki i wrzucić do osolonego wrzątku. Gotować do czasu, gdy będzie można nieco włożyć widelec w ziemniaki. Następnie wyłowić je i włożyć do naczynia żaroodpornego wysmarowanego oliwą, skropić oliwą, podlać kilkoma łyżkami wody z gotowanych ziemniaków, posypać nieco pieprzem i oregano oraz czosnkiem przeciśniętym przez praskę. Piec odkryte w temp. 180º C, aż do zrumienienia. Po wyjęciu z piekarnika skropić trochę sokiem cytrynowym.

Wpis z 09.04.2015 r.

Smażone kulki pomidorowe (kuchnia grecka)

W restauracji na Santorini zależało mi na tym, żeby zamówić coś lekkiego i nietuczącego, bo przecież na plaży trzeba się rozebrać przy ludziach. Znalazłam sobie w karcie coś, co brzmiało krótko: „Tomatokeftedes” – „Tomato balls with feta”. Cóż by to mogło być innego niż santorińskie pomidorki cherry z serem feta? Jakże się zdziwiłam, gdy przyniesiono mi racuchy pomidorowe. Bardzo to było dobre, ale następnym razem przestrzegałam już zasady, że aby otrzymać sałatkę, należy obok nazwy potrawy znaleźć słowo „salad”. Inaczej nie wiadomo, co przyniosą.

Z myślą o moim blogu chciałam tam kupić książkę kucharską. Niestety, po polsku nic nie było, więc nabyłam wersję angielską książki ‚Journey through Greek Culinary from Antiquity until Today’. Wydała mi się najciekawsza, bo zawiera wiele tradycyjnych przepisów. Tutaj znalazłam nieco inną wersję smażonych kulek pomidorowych niż jadłam na wyspie (chociaż z zaznaczeniem, że to przepis z Santorini). Ja jadłam większe i z rozgniecionym serem feta, a tutaj w przepisie podano ser kefalotyri. Ten ser nie jest raczej w Polsce dostępny, ale można kupić włoski ser pecorino. We wszystkich sklepach jest też ser feta.

W przepisie jest napisane, żeby dodać trochę mąki, by otrzymać gęste ciasto. Miałam wątpliwości, jak gęste. Najpierw dodałam 2 łyżki, ale podczas smażenia uznałam, że może trzeba trochę więcej i dodałam jeszcze trochę mąki, później ciut więcej. Gdy przystąpiłam do smażenia, domowników przyciągnął zapach i przyszli się dowiedzieć, co robię. Chcieli też spróbować. Pierwszą partię zjedli i przyszli po więcej. W tym więcej było też trochę więcej mąki. Zgodnie uznali, że im mniej mąki, tym lepsze. Z kolei im więcej mąki, tym łatwiej się smaży i wychodzą ładniejsze placuszki. Trzeba jakoś wypośrodkować.

Smażone kulki pomidorowe

1 kg pomidorów (lepiej wziąć cherry, bo właśnie takie rosną na wyspie, ja miałam nasze polskie, ale niewielkie)

1 duża cebula

1/2 filiżanki posiekanej natki pietruszki

2 łyżki posiekanej świeżej mięty

1 filiżanka startego sera kefalotyri

trochę mąki

oliwa

sól, pieprz

Sparzone pomidory obrać ze skórki i pokroić w kostkę. Położyć na sicie, aby wyciekł sok (zostawiłam na 15 minut), a następnie wrzucić do miski. Dodać drobno posiekaną cebulę, pietruszkę, miętę, ser, przyprawy oraz tyle mąki, by uzyskać gęste ciasto. Rozgrzać na patelni oliwę i na gorącą nakładać pełną łyżkę ciasta. Smażyć z obu stron, aż placuszki staną się jasnobrązowe.

Wpis z 16.09.2014 r.

Imam bajyłdy (kuchnia karaimska)

Nie dajmy się zwieść, że „o szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny”, a dni coraz krótsze. Jeszcze trwa lato i obowiązują letnie dania. Dzisiaj kolejna potrawa z „Kalendarza karaimskiego”. Tym razem sałatka z bakłażanów według przepisu Państwa Natalii i Jewgienija Jutkiewiczów.

Jest to jedno z bardziej znanych dań tradycyjnej kuchni karaimskiej. Imam bajyłdy oznacza „imam zemdlał”. Chodzi o to, iż muzułmańskiemu duchownemu tak smakowało, że aż stracił przytomność.

Imam bajyłdy

2-3 marchewki

3-4 cebule

2 papryki

1 bakłażan

oliwa

sól, pieprz

ewentualnie pomidory albo przecier pomidorowy

Warzywa obrać. Marchew zetrzeć na tarce o dużych oczkach „w łezkę”. Cebulę pokroić w półkrążki. Obraną ze skórki paprykę (trzeba najpierw opiec w piekarniku, a później potrzymać kilka minut w torebce foliowej) i bakłażan pokroić w podłużne kawałki.

Obsmażyć na oliwie na średnim ogniu marchewkę, dodać cebulę i dusić razem. Po kilku minutach dodać bakłażana oraz paprykę. Można dodać również drobno pokrojone pomidory lub przecier pomidorowy. Doprawić do smaku. Wymieszać i dusić jeszcze przez chwilę.

Imam bajyłdy można podawać zarówno na gorąco, jak i na zimno jako sałatkę. Ja podaję tę potrawę z ryżem.

Wpis z 24.08.2014 r.

Postne kybyny i watruszki (kuchnia karaimska)

09.02.2014

Aby wyczerpać temat kybynów podam jeszcze przepis na postne kybyny z kalendarza karaimskiego. W kalendarzu podano informację, że takie kybyny gospodynie z Trok przygotowują na stypy i spotkania w rocznice śmierci oraz podczas dni postnych on kiuń-ara od pierwszego do dziesiątego dnia miesiąca ułah-aj, czyli lipca. W każdym z podawanych przeze mnie przepisów ciasto jest troszeczkę inne, bo przepisy pochodzą od różnych gospodyń. Poniższe przepisy pochodzą od Pani Zofii Robaczewskiej.

 

Kybyny postne

 

Ciasto drożdżowe:

1 kg mąki

5 dag drożdży

2-3 łyżki cukru

1 żółtko

5-7 dag oleju

1/2 l mleka

20 dag margaryny lub masła

odrobina soli

 

Nadzienie śledziowe:

2 śledzie (solone wymoczyć)

1/2 szklanki ryżu

10 dag masła

1 jajko ugotowane na twardo

cebulka dymka

sól i pieprz do smaku

 

Nadzienie kapuściane:

mała główka kapusty

1 cebula

nieco masła (do smażenia)

1 jajko ugotowane na twardo

sól i pieprz do smaku

 

Sposób przygotowania

Nadzienie śledziowe:

Ugotować ryż na sypko (na pół szklanki ryżu jedna szklanka wody, ryż powinien być twardawy)

Jajko na twardo i dymkę drobno posiekać, filety śledziowe przepuścić przez maszynkę do mięsa.

Wszystko wymieszać z masłem i przyprawami na masę.

 

Nadzienie kapuściane:

Kapustę poszatkować i podgotować w osolonej wodzie. Drobno pokrojonę cebulę zeszklić na maśle.

Kapustę odcisnąć na sicie, wymieszać z cebulą, posiekanym jajkiem na twardo, doprawić solą i pieprzem.

Do nadzienia można dodać drobno pokrojone świeże grzyby. Suszone najlepiej pokruszyć i obgotować razem z kapustą.

 

Ciasto:

Do przesianej mąki dodać rozkruszone drożdże, cukier, żółtko, olej, ciepłe mleko, roztopione masło i odrobinę soli. Wyrobić ciasto. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Ciasto podzielić na niewielkie kuleczki i rozwałkować na cienkie placki. Pośrodku każdego placka położyć nadzienie, brzegi podwinąć i zlepić ozdobnie. W każdym pierogu zrobić dwie dziurki. Wierzch posmarować rozkłóconym jajkiem (tak, by nie zalepić dziurek). Piec w piekarniku w temperaturze 180º C na złoty kolor.

 

Watruszki

 

Biały ser twarogowy rozetrzeć i wymieszać z twarogiem. Dodać surowe jajko, sól, cukier do smaku.

Rozwałkowany placek ciasta dla watruszek winien być nieco mniejszy niż dla kybynów. Na środek placka położyć przygotowane nadzienie twarogowe. Brzegi zlepić ozdobnie, pozostawiając otwarty środek. Wysmarować rozkłóconym jajkiem i piec w dobrze nagrzanym piekarniku.

Gotowe watruszki można zalać śmietaną i wstawić na kilka minut do piekarnika. Wówczas należy podawać je na gorąco.

 

 

 

Chińska patelnia z dynią hokkaido

29.01.2014

Nie cierpię zimy. Gdy wyszłam dzisiaj rano na światło, a właściwie na mrok dzienny, zawiał wiatr i dotarło do mnie, jak bardzo jest zimno, od razu moje morale spadło. Żeby poprawić sobie samopoczucie, zaczęłam sobie przypominać zdanie, które ktoś kiedyś napisał dla poprawy nastroju. Po dotarciu do ciepłego pomieszczenia i komputera, odszukałam je w mojej poczcie: „Jeśli czujesz się czasem mały, smutny, bezużyteczny i w depresji, to pomyśl o tym, że kiedyś byłeś najszybszym i najbardziej farciarskim plemnikiem w swojej grupie”.

Coś jeszcze znalazłam dla poprawy nastroju. W „Książce za milion! euro” Jana van Helsinga i dr Dinero przeczytałam taki fragment o ZEN i pytaniach do mistrza: „Mistrzu, co jest tajemnicą szczęścia? Ten zaś odpowiada: Kiedy stoję, to stoję, kiedy idę, to idę, kiedy siedzę, to siedzę, kiedy jem, to jem, kiedy pracuję, to pracuję. Na to pytający mówi: Ależ mistrzu, ja robię to samo. Nie – odpowiada mistrz. – Kiedy stoisz, to już idziesz, kiedy idziesz, to już siedzisz, kiedy siedzisz, to już jesz, kiedy jesz, to już pracujesz.” Uświadomiłam sobie, że tak właśnie funkcjonuję, ciągle gdzieś się spieszę i kiedy stoję, to już idę itd. Właściwie ten tekst najlepiej wyjaśnił mi to, co najbardziej zdziwiło mnie w Chinach. Mianowicie duże posągi Buddy w świątyniach. Zawsze trzy – Budda przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Byłam zaskoczona, że miały taką samą wielkość, były tak samo ważne. Zadziwiło mnie, że przeszłość jest tak samo ważna, jak teraźniejszość i przyszłość. Determinuje je. A teraźniejszość? Przecież to tylko chwila, a jednak jest tak samo istotna jak cała przeszłość i cała przyszłość. Trzeba by zwolnić i zacząć się bardziej cieszyć chwilą. Pomimo zimy.

Dzisiaj chińskie warzywa według przepisu z pumpkin.pl.

 

Chińska patelnia z dynią hokkaido

 

1/2 dyni hokkaido

1/2 kalarepy

1/2 pora

1/2 kalafiora (użyłam brokuła)

2 ząbki czosnku

1/4 kłącza imbiru

olej do smażenia

2-3 łyżki sosu sojowego

ocet ziołowy (użyłam jabłkowego)

1 łyżka koncentratu soku jabłkowego lub 1 łyżeczka brązowego cukru

1-2 łyżeczki przyprawy chińskiej (5 smaków) lub łagodnego curry

1 filiżanka wody

 

Dynię umyć, usunąć gniazda nasienne (dyni hokkaido nie trzeba obierać). Kalarepę obrać, pokroić, podobnie jak dynię, w paski. Por umyć i pokroić w plasterki. Kalafior podzielić na różyczki, głąb pokroić w paski. Imbir i czosnek obrać i drobno posiekać.

Na dużej patelni lub w woku rozgrzać olej. Włożyć najpierw kalarepę, a następnie kalafior (lub brokuł), dynię i por. Podsmażyć mieszając. Przysmażone warzywa odsuwać na skraj woka, a bardziej surowe przesuwać na środek. Dodać imbir oraz czosnek i jeszcze przez chwilę smażyć mieszając, aż pojawi się zapach. Zmniejszyć ogień i ostrożnie dodać resztę składników oraz wodę. Ogrzewać jeszcze przez kilka minut do uzyskania pożądanej miękkości warzyw. Podawać z brązowym ryżem.

 

 

 

Ciasteczka z pasternakiem

13.01.2014

Spodobały mi się od pierwszego wejrzenia. Parę następnych wejrzeń spowodowało, że je zrobiłam. Można je zrobić również na słodko albo z nadzieniem jak do pierogów ruskich czy z mięsem – byle nadzienie nie było zbyt wilgotne. Zrobiłam je jednak z pasternakiem jak akurat dorwałam pasternak. Nie jest to jednak łatwe, więc można zastosować inne nadzienia. Przepis znalazłam na blogu przy-stole.blogspot.com, gdzie występują jako pop-tarts z pasternakiem –  pomysł ze Smitten Kitchen.

 

Ciasteczka z pasternakiem (6 sztuk):

 

Ciasto:

250 g mąki

120 g masła

1 jajko

1 łyżka zimnego mleka

1 łyżeczka soli

szczypta cukru

 

Nadzienie:

300 g pasternaku

kardamon + pieprz + skórka otarta z 1/2 cytryny lub:

tymianek + pieprz + skórka

 

Zagnieść ciasto, odłożyć na 1/2 godziny do lodówki. Pasternak podgotować chwilę (3-4 minuty), zetrzeć na tarce o dużych oczkach, wymieszać z wybranymi przyprawami, odstawić.

Ciasto cieniutko rozwałkować, pokroić na 12 prostokątów wielkości kart do gry (mnie wyszło więcej – może moje karty są mniejsze?). Połowę prostokątów posmarować żółtkiem, nałożyć na nie po 1,5-2 łyżki nadzienia, przykryć pozostałymi kawałkami ciasta i dokładnie zalepić brzegi. Zrobić widelcem na brzegach wzorek, każde ciastko nakłuć kilka razy wykałaczką. Schłodzić w lodówce przez 15-20 minut. Piec na złoty kolor ok. 15-20 minut w temp. 180º C.

 

 

 

Jeszcze jarmuż

Ktoś opowiedział mi kiedyś o dziewczynie, która mieszkała pod Warszawą i codziennie rano szła do pociągu żeby dojechać do pracy. Ponieważ po drodze spotykała bezpańskiego psa, więc brała dla niego kawałek kiełbasy. Któregoś dnia zaspała, szybko wybiegła z domu i nie wzięła kiełbasy. Pies musiał się poczuć bardzo zlekceważony, bo ją ugryzł.

Nieraz ludzie mają pretensję do innych, że dla nich coś robili, a nagle odmówili przysługi. Gdy sprzedawca, który w ubiegłym roku załatwił mi dużo pasternaku, a teraz powiedział, że nie siał i nie będzie miał, to w pierwszej chwili poczułam się rozżalona – dlaczego nie siał w tym roku! W następnej chwili o mało się nie roześmiałam, bo przypomniałam sobie tamtą historię. A później udało mi się kupić jarmuż, więc byłam zadowolona.

 

P1010023-010.JPG

Jarmuż można usmażyć w cieście naleśnikowym i obgryźć listki z gałązek. Do ciasta trzeba dodać trochę soli albo sosu sojowego.

 

 

Makaron wstążki z jarmużem

07.12.2013

Co za pogoda! Zimno, wieje Ksawery i od czasu do czasu sypie śnieg. Ten pierwszy śnieg jest zawsze w Warszawie zjawiskiem dziwnym i niespodziewanym. Już parę kropli deszczu wystarczy żeby miasto zamarło w potężnych korkach, a pierwszy śnieg powoduje kompletny paraliż. Wczoraj pół godziny zajęło nam przeczołganie się samochodem przez jedno rondo w centrum, nie mówiąc o dalszej trasie do domu. Połączenie pierwszego śniegu z piątkowym korkiem dało w efekcie imponujący bezwład komunikacyjny. Dzisiaj okazało się jednak, że jesteśmy szczęśliwcami, bo w innych częściach Polski było jeszcze gorzej, a i Ksawery wścieklejszy.

W związku z korkami nigdy nie wybieram się pod Halę Mirowską po zakupy w piątki, tylko w tygodniu. Bardzo lubię robić zakupy na targowisku, bo mogę kupić bardziej różnorodne i świeże warzywa czy owoce niż w sklepie. Mam też większy wybór. Ludzie zachowują się w takich miejscach swobodniej i bardziej przyjaźnie niż w supermarketach. Przypomniałam sobie, jak w latach 90. mnóstwo osób ruszyło próbować swoich sił w handlu, często na targowiskach. Zapamiętałam jednego ze sprzedających, który powiedział drugiemu:

– Pan to nie ma pojęcia o handlu!

A na to tamten ze śmiechem:

– Wie pan, ja jestem tylko docentem.

 

Tym razem trafiłam pod Halą na jarmuż i nabyłam go. Jarmuż jest warzywem bardzo dobrze rosnącym w naszym klimacie i bardzo zdrowym. Kiedyś jadałam go z cebulą albo przyrządzony jak szpinak, a teraz wypróbowałam przepis Gabriele Lehari i odpowiada mi ta prosta, szybka wersja.

 

Makaron – wstążki z jarmużem

 

400 g makaronu wstążki, najlepiej pełnoziarnistego (użyłam zwykłych wstążek z falbaną)

250 g jarmużu

1 duża cebula

2 łyżki oleju

1 ząbek czosnku

kolendra do posypania (użyłam suszonych liści)

100 g świeżo utartego parmezanu

 

Jarmuż umyć, usunąć z liści główne nerwy, drobno pokroić. Ugotować tak, aby był troszkę twardawy.

Cebulę pokroić w drobną kostkę i lekko poddusić na tłuszczu z czosnkiem przeciśniętym przez praskę, a następnie wymieszać z gorącym makaronem i jarmużem. Przyprawić do smaku.

Podawać posypane serem.

 

 

 

Musaka (kuchnia grecka)

09.11.2013

Jest dobrze, ale nie beznadziejnie. To znaczy zrobiło się ciemno i mokro, wiatr czasem przegoni parę liści, ale nie jest jeszcze zbyt zimno. Jak jest jaśniej, to jeszcze widać resztki kolorowej jesieni.

W tej listopadowej atmosferze zrobiłam musakę według przepisu z książki Oli Lazar „Kuchnia grecko-polska i polsko-grecka dla początkujących”. Nawet dobrze, że dla początkujących, bo od lat przymierzałam się do zrobienia tego dania, ale dopiero teraz je zrobiłam. Posypałam moją musakę pietruszką, bo troszkę za bardzo się przyrumieniła i z pietruszką wyszło ładniej. W Grecji jedliśmy musakę nieco bledszą, posypaną odrobiną cynamonu, ale MDK stwierdził, że moja była lepsza niż ta, na którą trafiliśmy w Grecji. Też uważam ten przepis za godny polecenia.

 

Musaka  

2 duże bakłażany,

0,25 szklanki oliwy,

1 duża cebula,

2 ząbki czosnku,

1 kg mielonej cielęciny lub wołowiny,

0,5 l przecieru pomidorowego,

2 łyżki koncentratu pomidorowego,

0,5 szklanki czerwonego wina,

2 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki,

1 łyżka cukru,

1 łyżeczka cynamonu,

sól, pieprz,

100 g tartego parmezanu lub innego sera np. morskiego (użyłam parmezanu).

 

Sos beszamelowy z serem:

0,5 kostki masła (100 g),

100 g mąki,

1 l mleka,

0,5 szklanki tartego sera (parmezanu lub morskiego) (użyłam parmezanu),

2 żółtka,

0,5 łyżeczki tartej gałki muszkatołowej.

 

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200º C. Bakłażany pokroić w plastry o grubości 1 cm. Rozłożyć je na blasze, posmarować z obu stron oliwą i włożyć do piekarnika. Piec po 5 minut z każdej strony, aż bakłażany zmiękną, wchłoną oliwę i lekko zbrązowieją. Cebulę i czosnek obrać i drobno posiekać. Na patelni o grubym dnie rozgrzać oliwę, na której smażyć najpierw cebulę oraz czosnek, a następnie dodać mięso i smażyć mieszając, aż nabierze lekko brązowego koloru. Dodać przecier i koncentrat pomidorowy, wino, cukier, cynamon, sól i pieprz do smaku. Dusić pod przykryciem ok. 0,5 godziny.

Duże naczynie do zapiekania posmarować oliwą, położyć na dnie pierwszą warstwę bakłażana. Na bakłażanie położyć warstwę mięsa z przyprawami (ok. połowy mięsa). Na to znów bakłażan, mięso, bakłażan.

W rondelku o grubym dnie (koniecznie!) roztopić masło, dodać mąkę, energicznie i dokładnie mieszać, najlepiej drewnianą łyżką. Po chwili trzeba zdjąć rondelek z ognia i zacząć pomalutku dolewać mleko. Znowu postawić na palnik, mieszać i czekać, aż zacznie gęstnieć i bulgotać. Zdjąć z ognia i pozwolić odrobinę wystygnąć. Dodać żółtka i ser, cały czas mieszając. Na koniec doprawić gałką muszkatołową, solą i pieprzem. Zalać zapiekankę sosem beszamelowym i piec ok. 45 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 200º C. Musaka powinna nabrać ładnego złotego koloru.

 

 

 

Caponata – wersja sycylijska

09.10.2013

A to przepis z książki Wandy i Giovanny Tornabene „La Cucina Siciliana di Gangivecchio” podany przez Frances Mayes w „Bella Toskania”. Caponata jest świetnym dodatkiem do krakersów czy chleba, np. z szynką albo do makaronu. Sycylijska caponata jest bardziej aromatyczna niż w innych częściach Włoch z uwagi na sycylijski koncentrat pomidorowy i sardele.

 

Caponata

 

2 bakłażany,

1/2 szklanki zielonych oliwek bez pestek,

1/2 szklanki czarnych oliwek bez pestek,

1 duża cebula,

2-3 ząbki czosnku,

3-4 łyżki koncentratu pomidorowego (można więcej),

3-4 filety sardeli,

2 łyżeczki kaparów,

1 garść posiekanej natki pietruszki,

oregano, sól, pieprz,

oliwa do smażenia.

 

Piec dwa bakłażany średniej wielkości na folii w piecyku w temp. 150° C przez pół godziny. Grubo posiekać zielone i czarne oliwki. Posiekać i usmażyć cebulę i czosnek. Pokroić upieczone bakłażany na małe kostki, dodać do cebuli z czosnkiem i parę minut dusić razem, mieszając. Dodać koncentrat pomidorowy, posiekane filety sardeli, kapary, posiekane oliwki i natkę pietruszki. Przyprawić solą, pieprzem i oregano.

Caponata jest najlepsza, gdy zrobi się ją poprzedniego dnia. W lodówce można ją przechowywać przez tydzień.

 

 

 

 

Smażone kwiaty dyni

07.10.2013

Jestem nieodmiennie pod wrażeniem Amerykanek, które po rozwodzie wybierają się w świat żeby odreagować przykre przeżycia. Jedna wyjeżdża na rok żeby zwiedzić różne kraje (Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się, kochaj”), a druga jedzie z wycieczką do Toskanii, bardzo jej się podoba okolica, więc wysiada z autokaru i kupuje sobie dom (Frances Mayes „Pod słońcem Toskanii”). Tak po prostu. Obie te książki bardzo lubię, jak również film nakręcony na podstawie tej drugiej (tego na podstawie pierwszej nie widziałam). Z rozrzewnieniem wspominam wtedy jak po rozwodzie z moim pierwszym mężem pojechałam z przyjaciółką na tydzień nad Zalew Zegrzyński. To był chyba luty, ciemno i zimno, ale i tak byłam zadowolona, że się oderwałam na chwilę od rzeczywistości.

„Pod słońcem Toskanii” jest książką uroczą i ukazuje tęsknotę ludzi z betonowych miast do przyrody, najprostszych zajęć i radości: pielęgnowania roślin, jedzenia z przyjaciółmi świeżych potraw na stole ustawionym w ogrodzie pełnym słońca.

Frances Mayes podała nawet trochę przepisów na włoskie potrawy, a ponieważ dostałam kilka kwiatów dyni od sąsiada, więc przyrządziłam je zgodnie z przepisem na smażone kwiaty cukinii. Trochę mi było szkoda, bo kwiaty były śliczne, ale cóż…

 

Smażone kwiaty dyni

 

ok. 12 kwiatów dyni lub cukinii,

2 jajka,

1 i 1/4 szklanki mąki,

mozarella,

1 szklanka wody,

sól.

 

Kwiatów nie myć, tylko jeśli są wilgotne – wytrząsnąć z nich wilgoć. W każdy kwiat włożyć cieniutki paseczek mozarelli, zanurzyć je w panierce z jajek ubitych i dobrze wymieszanych z 1/4 łyżeczki soli, wodą oraz mąką i smażyć na gorącym oleju. Należy upewnić się, że olej jest dostatecznie gorący (ok. 100 °  C), ale nie dymi. Smażyć kwiaty w cieście, aż będą złociste i kruche. Szybko osuszyć na papierowym ręczniku i natychmiast podawać.

 

 

 

Szybkie pesto z bazylii

26.08.2013

Scenka z biura.

Koleżanka przeczytała kiedyś w internecie news o Dodzie. Mianowicie, że jeżeli Doda zechce, to pstryknie palcami i każdy facet do niej przyleci. Koleżanka zamyśliła się nad znaczeniem tego oświadczenia i wyciągnęła wnioski:

– Jak każdy, to i mój stary i pan, panie Janku.

– Oj, to dobrze, że nie pstryknęła, bo się dzisiaj źle czuję – odpowiedział Janek bez entuzjazmu.

Jutro znowu do pracy, a ponieważ na ogół ciągle się spieszymy, więc szukamy szybkich przepisów. Tradycyjnie pesto uciera się w moździerzu i trwa to dosyć długo. Dzisiaj szybka wersja dla zapracowanych. Takie pesto presto z użyciem blendera.

 

Pesto z bazylii

 

1 duży pęczek bazylii (ok. 100 g),

2 ząbki czosnku,

30 g startego parmezanu,

1 mała garstka orzeszków piniowych,

ok. 60 ml oliwy.

 

Bazylię opłukać i osuszyć, oberwać liście i wrzucić je do blendera, a łodygi odrzucić. Dodać pokrojony czosnek, parmezan i orzeszki piniowe. Włączyć blender i powoli dodawać oliwę. Pesto ma być gęste, ale lekko płynne.

Pesto jest pysznym dodatkiem do makaronu, zupy pomidorowej, sałatek i surówek. Kilka dni można je przechowywać w słoiczku w lodówce.

 

 

 

Szlachcice inaczej

07.04.2013

Ania chciała zjeść szlachcice, ale bardzo nie chciała lepić pierogów. Dlatego wymyśliła te wafle. Zrobiła, uznała, że bardzo udana zamiana i podzieliła się pomysłem.

 

Szlachcice w waflach

 

1 kg ziemniaków,

1 duża cebula lub 2 mniejsze (200 g),

sól, pieprz,

2 duże wafle,

olej do smażenia.

 

Ziemniaki i cebulę zetrzeć na tarce (polecam odpowiednią przystawkę do maszynki do mielenia mięsa). Następnie doprawić solą i pieprzem, podsmażyć na patelni na gorącym oleju. Duży wafel położyć na wilgotnej ściereczce i rozprowadzić na waflu podsmażone z cebulą ziemniaki, zostawiając wolne miejsce przy brzegach.

 

 

Przykryć drugim waflem i wilgotną ściereczką. Obciążyć deseczką i pozostawić na 15 minut.

 

 

Następnie zwinąć wafle jak roladę, włożyć do foliowej torebki i umieścić na kilka godzin w lodówce. Gdyby brzegi wafli były zbyt sztywne, spryskać lekko wodą ze spryskiwacza.

 

 

Pokroić roladę w plastry i podsmażyć je na oleju.

Można podawać same z surówką, a można do ryby, kotletów lub pieczonego mięsa.

 

 

 

Tofu à la ryba po grecku

28.03.2013

Gdyby ktoś nie lubił, nie chciał czy nie mógł jeść ryb lub zapragnął sobie zrobić coś innego, to jest alternatywa w postaci tego dania z tofu. Znalazłam je kiedyś w książce Carolin Mueller-Pawlak i  dostosowałam do naszych jednostek wagowych. Potrawa jest smaczna i interesująca.

 

Tofu à la ryba po grecku

 

1 opakowanie tofu (200 g),

3-4 marchewki (120 g),

1 pietruszka (40 g),

1 por (100 g),

2-3 ogórki kiszone (50 g),

1-1,5 łyżki koncentratu pomidorowego,

2 łyżki oleju,

2-3 łyżki otrąb do panierowania,

szczypta słodkiej papryki.

 

Tofu pokroić na cienkie plastry, otoczyć w otrębach i ułożyć na blasze wysmarowanej olejem. Piec 20 minut w piekarniku w temperaturze 190 st. C. Marchew i pietruszkę oskrobać i zetrzeć na tarce na „łezkę”. Por oczyścić, pokroić w cienie krążki. Warzywa dusić na oleju pod przykryciem ok. 20 minut na małym ogniu do miękkości (w razie potrzeby dolać trochę wody). Dodać starte na tarce ogórki kiszone, przecier pomidorowy oraz paprykę i jeszcze chwilę dusić. Na półmisku ułożyć cienką warstwę warzyw, następnie warstwę upieczonego tofu i przykryć pozostałymi warzywami. Podawać na zimno, najlepiej po kilku godzinach w lodówce.

 

 

 

 

 

 

 

Frytki z pasternaku z miodem

04.03.2013

Kupiłam sobie płytę „Równonoc”, bo oglądałam teledyski i spodobał mi się projekt Donatana. Stare instrumenty – trombity, mandoliny, bębny, nawet róg się znalazł. Plus dobre chóry. Różny jest, co prawda, poziom zaproszonych do realizacji raperów i tekstów, ale udało się stworzyć coś ciekawego. Coś, co chce się oglądać i słuchać, bo brakowało dotąd polskiej płyty w takich etnicznych klimatach. Połączenie muzyki słowiańskiej z rapem dało niebanalny efekt. Ostatnio pisarz, którego bardzo cenię określił rap jako „spłaszczenie muzyczne” i „tryumf barbarii”. Tu się z nim nie zgadzam. Uważam, że owszem, można ocenić rap jako rodzaj muzyki pierwotnej. Jednak właśnie dzięki temu, dzięki swojemu rytmowi podobny jest do pierwotnych bębnów i przemawia bezpośrednio do człowieka. Druga płyta Donatana zawiera wersję instrumentalną i również warto jej posłuchać.

Przy takiej muzyce lepiej smakowały frytki z pasternaku.

 

Frytki z pasternaku z miodem

(na podstawie przepisu G. Ramsaya)

 

pasternak,

1 łyżka masła lub oleju,

1 łyżka miodu,

szczypta soli,

pieprz,

suszony tymianek.

 

Pasternak oskrobać, pokroić w słupki. Rozgrzać olej na patelni, usmażyć pasternak do miękkości. Pod koniec smażenia dodać łyżkę miodu, szybko skarmelizować. Frytki posypać solą i pieprzem oraz tymiankiem.

 

 

 

Kotlety z soczewicy

17.02.2013

Obiecałam podawać przepisy na potrawy, które dr Dąbrowska poleca w ramach zdrowej diety po okresie postu warzywno-owocowego. Przeszłam teraz w Mielnie tydzień postu, więc trzeba było przygotować coś zdrowego.

Kotlety są bardzo smaczne, a namoczone we wrzątku płatki owsiane stają się lepkie i zastępują jajko. Z samą jarzynką wydały mi się troszkę mdłe, więc dodałam odrobinę ostrej papryki.

Kotlety z soczewicy

2 szklanki płatków owsianych,

1 szklanka soczewicy,

2 cebule,

jarzynka,

sezam do panierowania,

olej do smażenia,

ewentualnie bułka tarta.

Płatki owsiane zalać wrzącą wodą i pozostawić na 15 minut (jeśli nie wchłoną całej wody – odcedzić). Soczewicę ugotować i odlać wodę, a cebule pokroić i udusić na oleju. Połączyć wszystko razem, dodać jarzynkę i wymieszać. Gdyby masa była zbyt rzadka – dodać trochę bułki tartej. Formować mokrymi rękami kotlety, panierować w sezamie i smażyć na gorącym oleju. Podawać z surówką.

 

 

 

Jarzynka z buraczków

14.02.2013

Dzisiaj Walentynki – dzień zakochanych. Uważam, że to bardzo sympatyczne święto dla każdego, nie tylko dla młodych. Starsi też mają okazję powiedzieć komuś, że go kochają. Starsi mają nawet lepiej, bo z wiekiem wzrasta szansa na dozgonną miłość.

Wypada zamieścić na blogu coś czerwonego i uznałam, że buraczki będą odpowiednie. Przepis znalazłam kiedyś w jakimś czasopiśmie i wielokrotnie takie buraczki robiłam, bo są bardzo smaczne. Chętnie podaję tę jarzynkę np. z bitkami wołowymi albo z kotletami mielonymi.

Buraczki – jarzynka

3 buraki (ok. 500 g),

1 szklanka śmietany 18 % (ja biorę znacznie mniej – 4-5 łyżek),

1 marchewka (150 g),

1 pietruszka (150 g),

1 łyżka mąki,

2-3 łyżki soku z cytryny,

4 łyżki masła,

1 łyżka cukru,

sól.

Buraki, marchew i pietruszkę obrać, opłukać, pokroić w słomkę, włożyć do rondla, skropić sokiem z cytryny, dodać 2 łyżki masła, wlać 3/4 szklanki osolonej wody i dusić pod przykryciem na małym ogniu 40 minut, mieszając od czasu do czasu. Gdy będą ugotowane, zrumienić mąkę na reszcie masła, wymieszać, wlać śmietanę, doprawić solą oraz cukrem, zagotować i wlać do warzyw. Całość wymieszać i podgrzać.

 

 

 

Soczewica

19.01.2013

Soczewica (Lens esculenta L.) jest jedną z najstarszych roślin uprawnych. Wymieniona jest w Biblii – za miskę soczewicy Ezaw sprzedał Jakubowi prawa związane z pierworództwem. Za JEDNĄ MISKĘ – jak cenna musiała być soczewica! Uprawiano ją w Egipcie prawie 10 tysięcy lat temu. Znano ją na Bliskim Wschodzie. W czasach starożytnych soczewica była cennym pokarmem warstw biedniejszych, a w latach głodu mielono ją z jęczmieniem i wypiekano chleb. Była jednym z głównych towarów eksportowych z Egiptu do Rzymu. Rzymianie wysoko ją cenili i jedli w dużych ilościach. Wierzyli oni, że soczewica jest dobra na biegunkę i wyrównywanie nastroju. Jej nazwa rodzajowa (lens lub lentis) odnosi się do soczewkowatego kształtu nasion.

Obecnie soczewica uprawiana jest głównie w Indiach, Ameryce Północniej i Południowej, Rosji, Turcji, Francji, Hiszpanii oraz we Włoszech.

Przed II wojną światową soczewica była w Polsce wysiewana na znacznym areale, ale później tradycja jej uprawy zaczęła zanikać. Obecnie raczej nieznana jest u nas świeża soczewica – kupujemy suszone nasiona.

 

Soczewica jest rośliną roczną lub dwuletnią należącą do rodziny bobowatych (dawniej motylkowatych). Rośnie w ciepłym i suchym klimacie, ale wzrost i rozwój nasion przebiega już w temperaturze 17-19 st. C. Roślina osiąga wysokość 15-75 cm. Z bladoniebieskich kwiatów tworzą się dość płaskie, krótkie strąki najczęściej 1-3 nasienne.

 

Niektórzy badacze uważają, że soczewica jako pokarm dla ludzi nadaje się najlepiej ze wszystkich nasion strączkowych.

Soczewica jest bardzo pożywna, gdyż obfituje w węglowodany (ok. 60 %) oraz wartościowe białko roślinne (25 %). Białka jest znacznie mniej niż w soi, ale więcej niż w mięsie, rybach czy jajkach. Dla porównania mięso zawiera 15-20 % białka, jajka 11 %, mleko 3 %. Wartość biologiczna białka zawartego w soczewicy jest bardzo wysoka i ma ono niezwykle korzystny skład aminokwasowy, zwłaszcza dużo lizyny. Obok aminokwasów siarkowych lizyna należy do tych związków, które w produktach spożywczych są przeważnie deficytowe. Ze względu na dużą zawartość lizyny białko nasion soczewicy dobrze uzupełnia wartość odżywczą białek zbożowych, które są ubogie w ten aminokwas. Białko to zawiera też dużo leucyny, argininy, kwasu asparginowego oraz kwasu glutaminiowego.

Soczewica zawiera witaminy z grupy B, a zwłaszcza B1, B2, PP, a także witaminę A i niewielkie ilości E. W 100 g soczewicy występuje 790 mg potasu, 377 mg fosforu, 79 mg wapnia, 68 mg żelaza, 30 mg sodu oraz magnez.

Niełuszczona soczewica czerwona jest bardziej lekkostrawna gdyż zawiera mniej substancji balastowych.

Soczewica, zaraz po soi, zawiera najwięcej fitoestrogenów. W krajach azjatyckich, gdzie spożywa się dużo soi, nowotwory rozwijające się na podłożu hormonalnym, są znacznie rzadsze niż u nas. Fitoestrogeny zapobiegają bowiem pojawianiu się raka sutka czy gruczołu krokowego (prostata) i łagodzą dolegliwości typowe dla okresu przekwitania. Fitoestrogeny mogą też zapobiegać chorobom serca. Obecne w warzywach strączkowych saponiny chronią przed zakażeniami, obniżają poziom cholesterolu i zapobiegają rozwojowi chorób nowotworowych.

Naukowcy stwierdzili, że najlepszym sposobem leczenia biegunek jest stosowanie płynów zawierających skrobię np. zupa z soczewicy. Okazuje się więc, że starożytni Rzymianie mieli rację zalecając ją jako środek przeciwbiegunkowy. Mieli też rację co do uspokajających właściwości soczewicy. Badacze niemieccy znaleźli ślady Valium w mózgu osoby, która zmarła przed 1940 rokiem, a Valium weszło do użycia w 1960 roku. Dalsze badania wykazały, że ludzie i zwierzęta zażywają Valium od tysiącleci. Benzodwuazepiny znaleziono w bardzo niewielkich ilościach w soczewicy, ale też w ziemniakach, soi, ryżu, kukurydzy, grzybach i wiśniach.

Badania 80 000 kobiet przeprowadzone w Harvardzie wykazały, że u tych, które jadły dużo warzyw było o 60-70 % mniej przypadków kamicy żółciowej w porównaniu z tymi, które nie jadły warzyw. Szczególnie rzadko kamica występuje u tych które jedzą dużo soczewicy (a także orzechów, grochu, fasoli, limonek i pomarańczy). Przypuszcza się, że może chodzi o zawartość błonnika, ale raczej chyba o białka roślinne.

Soczewica jest też jednym z warzyw mogących mieć korzystne działanie przy leczeniu cukrzycy, gdyż może ona mieć wpływ na obniżenienie poziomu cukru i pobudzenie produkcji insuliny przez trzustkę.

 

Istnieją żółte, czerwone, brązowe i zielone nasiona soczewicy. Różnią się one między sobą wielkością i właściwościami kulinarnymi. Soczewica du Puy oraz odmiana Champagne po ugotowaniu pozostają jędrne, natomiast soczewica brązowa oraz czerwona rozgotowują się. Dlatego jedne nadają się do sałatek, a inne do zup czy kotletów.

Soczewica (jak inne warzywa strączkowe z wyjątkiem groszku) zawiera trującą fazynę, która dopiero podczas gotowania ulega całkowitemu rozkładowi. Nie trzeba moczyć ziaren przed ugotowaniem, ale należy je umyć. Wyjątkiem jest soczewica brązowa, którą niektórzy zalecają moczyć, co skraca czas jej gotowania. Gotowanie może trwać, w zależności od odmiany, 20-60 minut. Czerwoną soczewicę można gotować krócej, gdyż jest łuszczona. Soczewicę gotuje się w nieosolonej wodzie, gdyż sól wydłuża czas gotowania. Woda powinna przykrywać nasiona tak, by po ich napęcznieniu nadal było jej trochę więcej.

 

W suchym i przewiewnym miejscu nasiona soczewicy można przechowywać co najmniej rok.

 

 

Źródła:

1) J. Carper „Żywność twój cudowny lek”, Vesper,

2) G. Lehari „Owoce i warzywa”, DELTA,

3) doc. dr hab. J. Podleśny, mgr G. Hołubowicz-Kliza „Uprawa soczewicy” Instrukcja upowszechnieniowa Nr 125, Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa Państwowy Instytut Badawczy, Puławy, 2006.

 

 

 

 

Kotleciki dla Mae

16.01.2013

Może się będę powtarzać, ale zima jest dla mnie czasem, który należy przetrwać. Moim zdaniem w piekle nie jest gorąco tylko mroźno. Gdy dłużej nie ma słońca, to zaczynam cierpieć na syndrom Kłapouchego, bo tak można nazwać ten stan ducha. Nie cierpię tego ubierania się w ciepłe buty, żeby nie zmarznąć od dołu, kożuszek, szalik i jeszcze czapeczkę, żeby się rozum nie przeziębił. Przy życiu trzymają mnie jednak środki masowego przekazu. Gdy słyszę na przykład dyskusję, w której uprzejmy dyskutant mówi: „Ma pan rację w stu procentach, ale nie do końca”, to nie mogę się nie uśmiechnąć.

Uznałam, że trzeba wykazać jakąś aktywność i na prośbę Margaret znalazłam na White Plate te kotleciki, bo miał być przepis na coś z soczewicy dla Mae. Mnie bardzo smakują te kotleciki, więc mogę polecić.

 

Kotlety z soczewicy z sosem jogurtowym

 

100 g czerwonej soczewicy,

1 gałązka selera drobno pokrojona,

1 marchewka (70 g) starta na grubej tarce,

300-400 ml wody,

1/2 łyżeczki mielonej kolendry,

1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego (kuminu),

1/2 łyżeczki suszonego oregano,

70 g bułki tartej,

2 łyżki mąki,

1 łyżka drobno pokrojonego koperku lub natki pietruszki,

1 łyżeczka musztardy,

sól, pieprz, olej do smażenia.

 

Sos jogurtowy:

125 ml jogurtu,

1 łyżka świeżej mięty posiekanej (wzięłam trochę mniej suszonej),

1 mały ząbek czosnku drobno posiekany,

1 łyżeczka soku z cytryny,

sól, pieprz (wzięłam pieprz cayenne).

 

Soczewicę przepłukać wodą i wrzucić do garnka z marchewką, selerem, wodą, kolendrą i kuminem. Zalać wodą, doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień, przykryć i gotować ok. 20 minut do czasu aż masa stanie się gęsta. Ostudzić. Jeśli masa jest zbyt rzadka, należy odlać część wody. Do masy dodać bułkę tartą, 1 łyżkę mąki, koperek i oregano. Doprawić solą, pieprzem i musztardą. Formować niezbyt duże kotlety mokrymi rękami, obtaczać w pozostałej mące i smażyć na rozgrzanym tłuszczu. Podawać z sosem.

 

 

 

Bigos

10.12.2012

Na mrozy dobry jest bigos. Bigos wymaga trochę pracy, ale gdy już jest – przyjemnie go sobie odgrzewać i jeść po trochu. Trudno jest napisać co do grama, co jest w bigosie, bo i tak każdy wrzuca do niego różne ilości składników. Wiadomo natomiast, co w bigosie być musi: kapusta kiszona, mięso, kiełbasa, grzyby, śliwki suszone i przyprawy.

Bigos gotuje się długo i jest jak „Bolero” Ravela – ciągle się do niego dokłada kolejne składniki aż powstanie wspaniała kompozycja. Potem codziennie się go podgrzewa, a im jest starszy – tym lepszy.

 

Bigos

 

1/2 kg kapusty kiszonej,

1/2 kg kapusty białej,

duża cebula,

150-250 g kiełbasy (ile kto lubi, ja wolę więcej),

100 g schabu pieczonego pokrojonego w kostkę (lub surowego, pokrojonego i podsmażonego),

100 g pieczeni wołowej pokrojonej w kostkę (lub surowej wołowiny, pokrojonej i podsmażonej),

garść grzybów suszonych,

garść śliwek suszonych,

przyprawy: sól, pieprz, cukier, majeranek, tymianek, liście laurowe, po kilka ziarenek ziela angielskiego i jałowca, papryka, szczypta gałki muszkatołowej,

ok. 3 łyżek koncentratu pomidorowego,

olej do podsmażania kiełbasy i duszenia cebuli, a także mięs,

ewentualnie 1/2-3/4 szklanki wytrawnego czerwonego wina (zawsze dodaję).

 

Kapustę kiszoną szybko zgrubsza posiekać, kapustę białą posiekać (dobra jest w tym celu szatkownica) i sparzyć 5 minut we wrzątku. Obie kapusty włożyć do dużego gara – najlepszy jest do tego garnek emaliowany, wykluczony aluminiowy. Kapustę podlać wodą i dusić razem do miękkości z dodatkiem liści laurowych, ziela angielskiego i soli.

Do ugotowanej kapusty, zwykle to wypada na drugi dzień, dodać uduszoną na oleju posiekaną cebulę (razem z olejem) i dalej dusić.

Suszone grzyby namoczyć, a po godzinie ugotować. Ugotowane grzyby pokroić i wrzucić do bigosu i wodę z gotowania też dodać (można też pokroić grzyby i poddusić z cebulą).

Kiełbasę pokroić w półplasterki, podsmażyć na odrobinie oleju i dodać wraz z tłuszczem do bigosu. Schab pieczony i pieczeń wołową pokroić w niedużą kostkę i również wrzucić do gara.

Śliwki suszone pokroić i dorzucić, a następnie koncentrat pomidorowy, przyprawy i wino.

Gotujemy przez 3 dni po 2-3 godziny.

 

 

 

Tortilla

 

 

 

02.12.2012

Lato na południu Francji, niedaleko Lyonu. Błękit nieba, czerwona ziemia, słońce i wszystkie kolory lata. I my – młodzież z Polski na wakacjach. I liczna hiszpańska rodzina, która przyjeżdżała do Francji żeby zarobić w sezonie na resztę roku. Traktowali nas jak nieuczciwą konkurencję i starali się wykazać patronowi, że są silniejsi, szybsi, dokładniejsi od nas – amatorów (franków). A my ambitnie dawaliśmy z siebie wszystko, ale rzeczywiście – nie byliśmy tak silni, szybcy i dokładni, jak Hiszpanie. Pocieszeniem było, że nasz patron chwalił się innym patronom, że zatrudnia studentów i doktorów, a nie samych pracowników rolnych.

Oprócz franków przywoziliśmy do Polski dużo obserwacji z Zachodu, opaleniznę, znajomość innych miejsc i ludzi. Ja przywiozłam także przepis na tortillę. Robiła ją koleżanka z polsko-hiszpańskiej rodziny i jestem jej za to bardzo wdzięczna, chociaż nieczęsto robię to pyszne danie, bo jest wyjątkowo kaloryczne. Jednak z drugiej strony połączenie ziemniaków i jajek jest jednym z najwartościowszych pod względem wartości biologicznej białka.

 

Tortilla (porcja dla 2 osób)

 

80 dag ziemniaków

4 jajka

1/2 łyżeczki soli

1 łyżka masła

olej do smażenia

pietruszka zielona (opcjonalnie)

 

Ziemniaki obrać, pokroić w cieniutkie plasterki (ostatnio odkryłam, że świetnie się kroi szatkownicą) i usmażyć na patelni na oleju. Nie trzeba się starać smażyć plasterków pojedynczo, tylko po kilka – tak, jak się skleją. Te lekko podrumienione przekładać do naczynia żaroodpornego. Gdy wszystkie będą już w naczyniu, trzeba je lekko wyrównać. Jajka wbić do kubeczka, dodać sól i utrzepać widelcem, a potem wylać na ziemniaki. Na wierzch położyć kilka kawałeczków masła i od razu wstawić do piekarnika. Piec ok. 35 minut w temperaturze 200 st. C. Gotową tortillę bardzo lubię posypaną pietruszką zieloną.

 

 

 

Karczoch z dipem

28.10.2012

Lubię karczochy i o tej porze roku można je gdzieniegdzie kupić. Ich cena jest wysoka, ale od czasu do czasu warto je jeść, bo są smaczne i zdrowe. Ten przepis trochę przetworzyłam z przepisu Granity.

Dipy można stosować różne – na przykład z czosnkiem czy suszonymi pomidorami, a majonez zmieszać z jogurtem – ważne, by były wyraziste w smaku, bo karczochy nie są.

 

Karczoch z dipem

 

1 karczoch,

5 łyżek tartego parmezanu,

5 łyżek majonezu (np. kieleckiego),

1/2 łyżki soku z cytryny

1 łyżka octu winnego (użyłam jabłkowego),

sól.

 

Obciąć łodygę karczocha nad nasadą i zewnętrzne twarde liście oraz końcówki tych, które pozostały na 1/3 wysokości (do tego używam nożyczek). W głębszym garnku zagotować wodę z solą, kilkoma kroplami oliwy i octem lub sokiem z cytryny, wrzucić karczocha i gotować ok. 35-40 minut aż będzie miękki.

 

Przygotować dip: wymieszać utarty parmezan z majonezem i sokiem z cytryny. Liście zrywać po kolei i jeść miękką część zamoczoną w dipie. Gdy zerwie się wszystkie liście trzeba usunąć włochatą część, a następnie zjeść pyszne „serce” karczocha.

 

 

 

Sos pomidorowy

08.09.2012

To było przesłuchanie kapelana pod zarzutem kradzieży dorodnego pomidora.

„- To po co go ksiądz kradł pułkownikowi Cathartowi, jeżeli nie wiedział ksiądz, co z nim zrobić?

– Ja go nie ukradłem pułkownikowi Cathcartowi!

– Gdyby go ksiądz nie ukradł, to nie byłby ksiądz winien.

– Ja nie jestem winien.

– Nie przesłuchiwalibyśmy księdza, gdyby ksiądz nie był winien.”

Najwyższy czas żeby napisać o pomidorach – to prawie jak danie firmowe. Dorodny pomidor stał się pretekstem do postawienia zarzutu kradzieży kapelanowi armii Stanów Zjednoczonych w „Paragrafie 22” Hellera.

A jak przyjemnie jest jeść zimą takie dobre pomidorki o smaku lata, a nie te szklarniowe.

 

Sos pomidorowy

 

4 kg pomidorów

2 duże cebule (można pominąć)

1/2 szklanki cukru

2,5 łyżki soli (najlepsza jest ta gruba do przetworów, bo nie zawiera antyzbrylacza, czyli chemii)

po 1/2 łyżeczki zmielonych: goździków, pieprzu, imbiru, gałki muszkatołowej, papryki słodkiej

 

Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, wyciąć środki z szypułkami. Cebule obrać, drobno pokroić i wrzucić z pomidorami do blendera. Do zmiksowanej masy dodać sól i przyprawy i wlać do garnka (najlepiej z grubym dnem, bo wówczas nie trzeba stać przy nim cały czas) i odparować mieszając od czasu do czasu na średnim ogniu. Przy w/w ilości zajmuje to ok. 1,5 godziny.

Słoiki wygotować i wkładać do gorących gotowy sos, zakręcić i ustawić do góry dnem. Gdy ostygną odwrócić.

Tak przygotowany sos jest świetny do pizzy, spaghetti, a także jako ketchup czy sos do różnych dań. W dodatku razem z pomidorami zachowujemy cenne pestki.

 

 

 

Papryka panierowana

24.08.2012

Jest przy niej trochę pracy, bo trzeba obrać ze skórki, ale smak wynagradza wysiłek. Najbardziej nadają się do panierowania odmiany „chude”, tzn. nie mięsiste. Ostatnio nawet udało mi się takie kupić pod Halą Mirowską. Sprzedawca powiedział, że ta odmiana nazywa się ramiro. Jeśli jednak nie ma takiej papryki w sprzedaży, to można panierować także mięsistą.

 

Papryka panierowana

 

ok. 1 kg cienkiej papryki

1 jajko

1/2 szklanki mleka

1/2 do 2/3 szklanki mąki pszennej (ilość zależy od mąki)

szczypta soli

tarta bułka

olej do smażenia

 

Papryki należy opiekać w piekarniku ok. 20 minut, a następnie włożyć do torebki foliowej, poczekać aż ostygną, a następnie obrać ze skórki. Oderwać szypułki, przekroić wzdłuż na pół i wybrać pestki.

Jajko, mleko, mąkę i sól zmiksować. Mąki należy dodać tyle żeby wyszło ciasto na tyle gęste by utrzymało się na paprykowym fileciku, panierować w bułce tartej i smażyć z obu stron na głębszym tłuszczu.

Można jeść samo, ale ja lubię z chlebem.