Archiwum kategorii: Przetwory

Dżem morwowo-czereśniowy

 

Morwy lubię od zawsze i przypominają mi dzieciństwo. Lato pełne słońca, a pod morwą ja z gromadą innych dzieci. Biegaliśmy codziennie do ogromnego drzewa, pod którym leżało pełno czarnych owoców. Zbieraliśmy je z ziemi i jedliśmy jak cukierki. Pomimo wielkiej słodyczy, owoce te dobrze gasiły pragnienie, miały niepowtarzalny smak, taki prosto z bajki.

Jako osoba dorosła, chciałam kupić drzewko morwowe do mojego ogrodu. Niestety, nie było morw w sprzedaży. Dlatego wsadziłam do ziemi nasionka morw: czarnej i białej. Teraz mam już duże drzewa, a w tym roku nastąpiła klęska urodzaju. Najwięcej jest białych owoców i co tydzień dojrzewają nowe. Będzie dużo suszonych morw, ale zrobiłam też dżem z dodatkiem czereśni, bo uznałam, że same morwy będą zbyt mdłe. O ile czereśnie rozgotowują się trochę, o tyle owoce morw pozostają całe, ale dżemik wychodzi pyszny.

 

Dżem morwowo-czereśniowy

 

800 g morw

500 g czereśni

350 g cukru

sok z 1 cytryny

1 szklanka wody

 

Morwy i wypestkowane połówki czereśni przesypać cukrem i zostawić na 2 godziny, żeby puściły sok. Dodać sok z cytryny, 1 szklankę wody i zagotować. Zmniejszyć ogień, delikatnie zebrać piankę z wierzchu i gotować ok. 45-60 minut, aż dżem trochę zgęstnieje. Wkładać do wyparzonych, gorących słoików, mocno zakręcać i stawiać słoiki do góry dnem. Gdy wystygną, postawić do pionu.

 

 

 

Pomarańcze w syropie

Pamiętacie ten film „Poszukiwacze zaginionej Arki”? Indiana Jones z narażeniem życia długo starał się odnaleźć Arkę Przymierza, przeżył mnóstwo niebezpiecznych przygód, ale w końcu Arkę odzyskał. Mnie najbardziej utkwiła w pamięci scena, gdy już przekazał władzom zdobytą Arkę i w drewnianej skrzyni została ona przywieziona do ogromnego magazynu, gdzie stały tysiące takich skrzyń. Nagle to niesamowite znalezisko zginęło wśród ważnych i mniej ważnych przedmiotów umieszczonych w podobnych skrzyniach.

Dzisiaj, gdy wchodzę na portale internetowe, mam takie same odczucie, bo informacje odnośnie wojny w jakimś państwie, gdzie giną ludzie i panuje chaos albo o huraganie, który zniszczył ludziom domy i połamał hektary lasów sąsiadują z wiadomościami, która celebrytka „przerwała milczenie” albo, że „w prezydenta ktoś rzucił pomidorem”. To oczywiście tylko zajawka, bo gdy się wejdzie, okazuje się, że chodzi o prezydenta Hondurasu, a tym pomidorem dostał goszczący tam premier wysp Hula-Gula. Mecz piłkarski, przepis na sałatkę i zwierzenia celebrytki są wymieszane oraz opisywane taką samą czcionką i opatrzone zdjęciem o takim samym formacie, jak informacje o prawdziwych ludzkich tragediach, więc nabierają takiej samej rangi. Przyzwyczailiśmy się do tego, oczekujemy ciągle nowości. Przestaje mnie dziwić, że dla znudzonych, spragnionych ciągle nowych podniet starożytnych Rzymian wkroczenie wrogów stało się atrakcją i wielu witało najeźdźców kwiatami. Dlatego nie przepadam za tak podawanymi informacjami – wolę poczytać gazetę.

Oczywiście wspominam o tym przy okazji, bo pewnie nie tylko mnie to dziwi. Poza tym będzie oczywiście przepis na coś bardzo dobrego i na tyle ładnego, że można to nawet wręczyć w prezencie – pomarańcze w syropie. Można w ten sam sposób przygotować plastry cytryn.  Pyszne i świetne jako dodatek do herbaty do ciasta lub do jakiegoś deseru.

 

Pomarańcze w syropie

 

ok. 500 g niedużych pomarańczy

1 szklanka wody

1 i 1/2 szklanki cukru

 

Pomarańcze umyć szczoteczką i wymoczyć przez kilka godzin w misce z wodą, parę razy zmieniając w trakcie moczenia wodę. Chodzi o to, by pozbyć się wszelkich chemicznych zanieczyszczeń, a i skórka będzie bardziej miękka (ja moczyłam ok. 5 godzin).

Zagotować wodę, wsypać cukier, wymieszać do rozpuszczenia i plastry pomarańczy o grubości ok. 1/2 cm. Zagotować, zestawić z ognia i odstawić do następnego dnia. Następnego dnia pomarańcze jeszcze raz zagotować, a trzeciego dnia plastry w syropie zagotować, gorące ułożyć w wygotowanych słoikach i zalać syropem. Słoiki zamknąć, odwrócić do góry dnem i ostudzić.

 

 

 

 

Konfitura z czarnego bzu

Jesień, krzaki czarnego bzu oblepione kiściami owoców – nic, tylko przetwarzać. Na razie mam jeszcze konfiturę z ubiegłego roku, a zdjęcie zrobiłam, gdy czarny bez miał jeszcze białe kwiaty. Konfitura pyszna, więc podaję przepis.

Konfitura z owoców czarnego bzu

1 kg dojrzałych owoców czarnego bzu, zebranych z dala od miasta i szosy

500 g cukru

sok z 1 cytryny

Baldachy opłukać na sicie, dać im troszkę czasu, żeby obciekły oraz troszeczkę podeschły i oddzielić od gałązek. Niektórzy polecają widelec, ale ja do widelca się nie przymierzałam i oskubuję. Trochę to trwa.

Owoce wrzucić do słoja, zasypać cukrem i pozostawić na noc, aby puściły sok (lekko potrząsnąć słojem, by cukier się troszkę przemieścił w dół, ale bez przesady – ma też pozostać grubszą warstwą na wierzchu). Następnego dnia zawartość słoja przełożyć do garnka z grubym dnem, zagotować i gotować na średnim ogniu. Trzeba mieć gar na oku i od czasu do czasu przemieszać zawartość drewnianą łyżką (im mniej metalu, tym lepiej). Gdy sok trochę odparuje, dodać sok z cytryny. Gotować do chwili, gdy konfiturka zgęstnieje, ale ciągle będzie pływała w syropie.

Pod koniec gotowania trzeba przygotować słoiczki. Ja wolę używać małych słoików, bo jak się go otworzy, to już trzeba w miarę szybko zjeść zawartość (otwarte przechowywać w lodówce). Słoiki wstawiam do większego gara, napełniam go zimną wodą, aby słoiki były zanurzone w całości i doprowadzam do zagotowania wody. Wtedy na chwilę wrzucam na wrzątek zakrętki. Potem wydobywam widelcem zakrętki i gorące kładę na kratce. Następnie wyjmuję gorące słoiki, stawiam na kratce, pozwalam chwilę obeschnąć i czym prędzej napełniam gorącą konfiturą. Zakręcam, stawiam do góry dnem i pozostawiam do ostygnięcia. Przeważnie robię takie rzeczy późnym wieczorem, idę spać i odwracam już rano.

Wpis z 25.09.2016 r.

Kompot z czereśni na zimę

Przyszło lato i zdążyło już być upalne. Często bywało tak, że było słonecznie w czerwcu, a gdy zaczynały się wakacje, to jak nożem uciął – od razu deszcze. A jak będzie w tym roku? Według amerykańskich prognoz w Europie deszczowo. Ciekawe, czy prognozy się sprawdzą.

Ja skończyłam już dietę. Tym razem trwała ponad 4 tygodnie, dopóki niektórzy życzliwi, w tym MDK stwierdzili, że już za bardzo schudłam. Co prawda nikt nie dawał mi pieniędzy z okrzykiem Romea z Makuszyńskiego: „Masz, idź, ubierz się w mięso!”, ale zgodziłam się z delikatniejszymi argumentami. Dlatego zaczęłam pić kawę, chlebek i poczułam się jak człowiek, a nie jakaś marchewka.

Otworzyłam też kompot z czereśni, żeby spróbować, jak mi wyszedł ubiegłoroczny przetwór. Nawet dwa kompoty otworzyłam, bo zrobiłam według dwóch przepisów. Podaję przepis na ten lepszy kompot autorstwa Margarytki. Nie jestem koneserem kompotów, prawdę mówiąc, nawet nie lubię kompotów. Żadnych. Uwielbiam czereśnie, ale świeże. Natomiast w fazę kompotów wchodzi zimą MDK i dla niego je robię.

Czereśni do kompotu nie trzeba drylować, natomiast warto sprawdzić, czy nie ma w nich robaków. Na wszelki wypadek można je na kilka minut zostawić w wodzie z dodatkiem 2 łyżek octu, a potem jeszcze opłukać pod bieżącą wodą.

Kompot z czereśni

2 kg czereśni, umytych (z pestkami)

250-300 g cukru lub ksylitolu na 1 l wody

Wodę zagotować, rozpuścić cukier lub ksylitol i zalać owoce ułożone w gorących, wyparzonych słoikach. Pasteryzować 20-25 minut w garnku wyłożonym ściereczką i wypełnionym wodą do wysokości 2/3 słoików, ustawić do góry dnem i poczekać do ostygnięcia.

Wpis z 26.06.2016 r.

Przecier z surowych porzeczek

W Warszawie trwają upały. W rozgrzanych murach trudniej się je znosi niż nad wodą. W słonecznym mieście odbywają się obchody powstania warszawskiego. Trwają dyskusje, czy powinno się odbyć, czy nie. Z roku na rok interesuje się nim coraz więcej osób. Ludzie chodzą w koszulkach z napisami nawiązującymi do powstania, na murach pojawiają się kotwice i napisy: „Tacy jak my, a jednak bohaterowie”. Widać, że młodzież interesuje się historią własnego kraju i przeżywa ją. Pomimo upału.

Widocznie nastrój mi się udzielił, bo nawet zrobiłam dwukolorowy przecier z porzeczek. Przepis pochodzi z książki Marka Łebkowskiego „Kuchnia polska” i często robię takie porzeczki na zimę. Można użyć czerwonych, białych albo czarnych.

Przecier z surowych porzeczek

1 kg porzeczek

1 kg cukru

Porzeczki przebrać, umyć, osączyć, oberwać szypułki i wycisnąć sok mechanicznie lub przetrzeć przez sito. Sok lub przecier utrzeć z cukrem w donicy. Kiedy cukier się rozpuści, a masa zacznie krzepnąć, przełożyć ją do przygotowanych wyparzonych słoików. Powierzchnię każdego przykryć krążkiem pergaminu zmoczonym w spirytusie i szczelnie zamknąć.

Wpis z 02.08.2014 r.

Dżem dobry!

Przypomniało mi się, co mówi słoik dżemu przy otwieraniu, a mianowicie „dżem dobry”. Ten dżem bardzo lubię, ale jestem jeszcze na diecie, więc będę go jadła później. Muszę się pochwalić, że to już 4 dzień piątego tygodnia diety dr Dąbrowskiej. Byłoby mi znacznie łatwiej gdyby było ciepło, bo kalorii przyswajam niewiele. Podnosi mnie na duchu świadomość, że już niedługo będę mogła jeść normalnie.

Gotuję, ale tego, co przedstawiam na blogu, niestety nie jadam. Niektóre potrawy ugotowałam przed dietą i teraz podaję tylko przepisy. Dżem właśnie zrobiłam i jeśli ktoś znajdzie jeszcze kwitnącą akację, to polecam.

Dżem truskawkowy z akacją i melisą

1 kg truskawek

800 g cukru

sok z 1 cytryny

kwiaty z 20 kiści akacji

7 listków melisy, drobno posiekanych

Wyjąć szypułki z truskawkowych pępuszków. Większe truskawki pokroić na 4 części, mniejsze na dwie, a najmniejsze pozostawić w całości. Wrzucić je do garnka (najlepiej z grubym dnem), przesypując cukrem. Zostawić na 1,5 godziny, by puściły sok, a następnie dodać sok z cytryny, ściągnięte z gałązek kwiatki akacji oraz listki melisy i zagotować. Zebrać delikatnie powstającą pianę, a następnie gotować na średnim ogniu 45-60 minut, aż dżem zgęstnieje.

Nakładać do gorących, wyparzonych słoików, zakręcać i studzić odwrócone do góry dnem. Ja dla pewności jeszcze pasteryzuję przez 30 minut. Robię to w piekarniku w temperaturze 100º C przy lekko niedokręconych pokrywkach. Dokręcam je po wyjęciu z piekarnika i studzę do góry dnem.

Wpis z 02.06.2014 r.

Skórka pomarańczowa lub cytrynowa w syropie

Przygotowanie skórki pomarańczowej czy cytrynowej w syropie nie wymaga dużo pracy. Trzeba jednak pamiętać, że cytrusy są „pryskane” i istnieje konieczność moczenia skórek oraz odlewania wody. Zresztą wymoczone skórki są bardziej miękkie.

Skórki wyszorować szczoteczką. Białej, gąbczastej części, zwanej mezokarpem lub albedo, nie należy odrzucać. Nie ma ona smaku, za to jest bogata w witaminy C oraz P, która zabezpiecza witaminę C przed niszczącym działaniem utleniania i wzmacnia naczynia krwionośne. Albedo zawiera wprawdzie również pektyny, ale żeby uniknąć powstania galaretki, można dodać troszkę więcej syropu.

Skórki należy moczyć przez 2 dni, zmieniając wodę 2 razy dziennie. Na koniec wodę odlać, zagotować skórki w świeżej wodzie i znowu odcedzić. Skórki pokroić w paski lub w kostkę. Paski są o tyle lepsze, że można ich użyć w całości do dekoracji ciast, a w razie potrzeby łatwo pokroić je w kosteczkę.

 

Przygotować syrop: zagotować 1 szklankę wody, wsypać 1 szklankę cukru (do większej ilości skórek należy przygotować więcej syropu) i mieszać, aż cukier się rozpuści. Do syropu wrzucić pokrojone skórki i smażyć mieszając 15 minut. Odstawić i powtórzyć gotowanie w ciągu dwóch kolejnych dni, aż skórki staną się szkliste. Wówczas przełożyć je do wygotowanych, suchych słoiczków, szczelnie zakręcić i studzić do góry dnem.

 

Skórki w syropie mogą stać w spiżarni bardzo długo. Nawet nie wiem, czy zakonserwowane w syropie w ogóle mogą się zepsuć, jednak po otwarciu słoika trzeba je przechowywać w lodówce.

 

 

 

Wpis z 22.02.2014 r.

Sok żurawinowy

01.12.2013

Tak właśnie powinien wyglądać listopad: zimny, ciemny i mokry. Ludzie wstają o zmroku i wychodzą z pracy jak stado wampirów, to znaczy dopiero wtedy, gdy jest zupełnie ciemno. W takich warunkach trudniej jest pracować, a dzieciom uczyć się.

Zapytałam koleżankę, jak tam wywiadówka, na którą się wybierała. Koleżanka była ogólnie zadowolona, bo oceny syna są niezłe. Jednak nauczyciele twierdzą, że ma takie możliwości intelektualne, iż mogłoby być lepiej.

– To po mamusi – stwierdziła dumnie. – Bo inteligencję dziedziczy się po mamusi.

I zamilkła.

– Tylko? – zapytałam ze śmiechem.

Wzięła głęboki wdech i oświadczyła krótko, ale stanowczo:

– Tylko!

Od razu przypomniałam sobie stary żart, że prawdziwa kobieta ma genialne dzieci, męża idiotę i zawsze rację.

Na targu nie ma już tylu owoców i warzyw, co latem i wczesną jesienią. Jest jednak żurawina i można zrobić z niej sok do picia, np. według przepisu Kasi D.

 

Sok pitny z żurawin

 

1 kg żurawin

1 l wody

15 dkg cukru

 

Żurawiny umyć, przebrać, przepuścić przez sokowirówkę. Do soku dodać cukier, zagotować i gorący rozlewać do słoików lub butelek.

Pasteryzować 10 minut w temperaturze 80° C.

 

 

 

Na grzyby

22.10.2013

W tym roku grzyby mają rajskie warunki i – wilgoć i ciepło. Dlatego rosną chętnie, a grzybobrania odbywają się powszechne. Chociaż lasy w okolicach mojej działki są naprawdę grzybne, ale co roku przybywają nowe domy i dookoła każdego drzewka jest wydeptana ścieżka. Każdy jednak znajduje swoje grzyby i radośnie niesie trofea do domu.

My jesteśmy grzybiarzami i uwielbiamy chodzić po lesie. Czasami te wędrówki są dalekie i trwają naprawdę długo. Dwa tygodnie temu wróciliśmy z grzybobrania i okazało się, że te najlepsze grzyby wyrosły na naszej działce: wielkie prawdziwki. Ten większy ważył 720 g, mniejszy 380 g i do tego całe zdrowe. Tydzień temu nie było już prawdziwków, ale wyrosły opieńki miodowe.

Nie przepadam za marynatami i jem je rzadko, ale czasami po nie sięgam. Mam bardzo dobry przepis od Ani na grzybki w occie, więc kilka słoiczków zrobiłam.

 

Grzyby marynowane

 

Grzybki małe i śliczne umyć, wrzucić go garnka, zalać wodą i zagotować. Po 2-3 minutach grzyby wyrzucić na sito i odcedzić. Wodę wylać, a grzyby wrzucić z powrotem do garnka i zalać gorącą zalewą o następujących proporcjach:

1 szklanka octu,

4 szklanki wody,

2 czubate łyżeczki soli,

5 czubatych łyżeczek cukru,

ok. 30 ziarenek pieprzu czarnego,

5-6 liści laurowych.

Zalewy powinno być dwa razy więcej niż grzybów.

 

Gotować grzyby w zalewie ok. 20-25 minut, a następnie włożyć do wygotowanych gorących słoików tak, by grzyby stanowiły 2/3 zawartości słoika, a zalewa 1/3 (chodzi o to, by zalewa była płynna, a nie galaretowata). Zakręcić słoiki i studzić do góry dnem.

Uwaga: opieńki miodowe trzeba traktować inaczej. Po pierwsze trzony należy odrzucić i wziąć tylko kapelusze, a po drugie trzeba gotować je dłużej. Wstępne obgotowanie w wodzie powinno trwać 6 minut, a po odcedzeniu trzeba gotować w zalewie 40-60 minut.

 

 

 

Maliny w syropie

28.07.2013

„Nie wszyscy mogą i któryś z nas też nie może. I w tym cała rzecz” jak mówił Kłapouchy w „Kubusiu Puchatku”.

Właśnie ja teraz nie mogę. Nawet nie próbowałam tych malinek, bo jestem na diecie owocowo-warzywnej dr Dąbrowskiej. Zaczęłam wczoraj i mam nadzieję, że wytrwam 6 tygodni. Nie mogę jeść ani słodkich owoców ani cukru. Jak już będę mogła jeść maliny, to już tylko te ze słoika.

Tak robi maliny moja Mama. Malin najlepiej byłoby nie płukać tylko wrzucić suche, ale wydaje mi się, że bezpieczniej opłukać. Zwłaszcza z uwagi na chemię, którą są traktowane.

 

Maliny w syropie

 

1 kg malin,

1 kg cukru,

1 szklanka wody.

 

Zagotować wodę z cukrem i wymieszać aby cukier się rozpuścił. Zmniejszyć ogień i wrzucić przebrane oraz opłukane maliny (jeżeli ogień będzie duży, maliny się rozpadną). Zagotować, ale jak najmniej mieszać, a jeżeli to bardzo delikatnie. Powstałą na wierzchu piankę trzeba delikatnie zebrać. Garnek zestawić z ognia, przykryć i odstawić. Następnego dnia zagotować zawartość garnka na niewielkim ogniu i odstawić. Trzeciego dnia zagotować na niewielkim ogniu, a następnie wkładać maliny łyżką do wyparzonych, gorących słoików. Kiedy włożymy maliny, które pływają na powierzchni syropu, resztę trzeba delikatnie odcedzić na sitku.

Uprzedzam, że syropu malinowego jest sporo, a malin niewiele. Z 1 kg malin wychodzi 2-2,5 małego słoiczka (takiego po koncentracie pomidorowym) malin i znacznie więcej syropu. Dlatego dobrze jest wziąć więcej niż 1 kilogram owoców. Syrop trzeba powoli przelać do wyparzonych butelek (żeby nie było pianki), a słoiczki z malinami w syropie należy zakręcić, postawić do góry dnem na desce lub gazecie i odwrócić po ostudzeniu.

 

 

 

Z myślą o zimie

05.07.2013

Teraz gdy jest upalnie myślę o zimie zupełnie spokojnie i bez emocji, ale pamiętam o przygotowaniu ogórków kiszonych. A robiąc te ogórki słucham płyt. Zwłaszcza jednej. Płyta jest ubiegłoroczna, ale kupiłam ją niedawno. Przeszła jakoś tak cichutko, prawie niezauważona, a warto jej posłuchać. To „Old Ideas” Leonarda Cohena. Piosenki są nastrojowe i w większości nostalgiczne. Gdy kilka razy słuchałam „Going Home” o powrocie do domu, gdzie wraca się bez kostiumu, bez przebrania noszonego na scenie,  martwiłam się żeby to nie była ostatnia płyta Cohena. Mam nadzieję, że tak nie będzie. Szczególnie podobały mi się też utwory „Show Me The Place” i „Different Sides”. Może lepiej słuchać tej płyty w pełnym słońcu żeby rozproszyło smutek tej pięknej płyty.

Ogórki warto zrobić w domu, bo z nimi jest tak jak z kapustą kiszoną – lepsze są ze słoika niż z plastikowego wiaderka. Kiszenie ogórków nie wymaga zbyt dużo pracy ani czasu, a dobrze jest móc sięgnąć zimą po słoik.

 

Ogórki kiszone

 

małe ogórki,

czosnek,

gałązki kopru,

świeży chrzan – korzeń i liście,

ziarna gorczycy, ziela angielskiego, liść laurowy, gruba sól do przetworów,

można dodać liście dębu (ja przeważnie dodaję).

 

Wyparzyć słoiki (ja to robię w piekarniku – wkładam słoiki do zimnego piekarnika i wyparzam 30 minut w temperaturze 110-120 st. C). Do każdego gorącego słoika wrzucić trochę ziaren gorczycy, ze 2-3 ziarna ziela angielskiego, obrany ząb czosnku, włożyć pionowo ogórki, ale żeby nie były za bardzo ściśnięte i kawałek chrzanu. Przykryć liśćmi chrzanu i dębu, zalać osolonym wrzątkiem. Żeby nie tracić cennych składników soli solimy wodę po zestawieniu garnka z wodą z ognia w proporcji kopiasta łyżka soli na 1 litr wody. Następnie trzeba zakręcić słoik, odwrócić go i postawić np. na gazecie (chodzi o to, by nie pękł) do wystygnięcia.

 

Uwaga: zalewa w słoikach powinna być przejrzysta. Jeżeli zalewa stanie się mętna oznacza, że coś poszło nie tak. Chcę uprzedzić – całe lata tak przygotowywałam ogórki kupowane na targu i były pyszne, natomiast od 4 lat się psują. Rozmawiałam z koleżankami i wiem, że im też się psują. Prawdopodobnie zmieniono sposób nawożenia albo coś dodają, żeby szybciej rosły. Dlatego warto mieć ogórki z pewnego źródła.

 

 

 

O kiszeniu kapusty

13.12.2012

W tym roku po raz pierwszy zrobiłam kapustę kiszoną. Wzięłam się za to, bo już od dawna nie mogę patrzeć na kiszonki w plastikowych wiaderkach albo w beczkach wyłożonych workami foliowymi. Przecież kwas je trawi (!!!). Oznacza to, że wraz z kiszonkami spożywamy zawsze trochę plastiku, a plastik to chemia powodująca, m.in. zmiany hormonalne w naszym organizmie.

Do tej pory kupowałam ogórki kiszone i kapustę z beczki. Tylko jedna sprzedawczyni pod Halą Mirowską dysponuje dębową beczką bez folii. Niestety, nie zawsze jej stoisko jest czynne. I właśnie jak było zamknięte, udałam się na poszukiwania innego stoiska z prawdziwą beczką. Aż doszłam do kolejnego stoiska z plastikowymi wiaderkami. Na moje pytanie o kapustę z beczki sprzedająca popatrzyła na mnie jak na kogoś niespełna rozumu i wyjaśniła: „To pani myślała, że ktokolwiek kisi w beczce? Dla całej Warszawy kisi się w silosach i każdy bierze w co chce – jedni w beczki, inni w wiadra”. Po czym zaczęła wyśmiewać moją naiwność. Szybko sobie stamtąd poszłam, żeby przypadkiem ludzie nie zaczęli mnie wytykać palcami („O, patrzcie: to ta, co myślała, że ktoś kisi w beczce!”).

Rada nierada poczytałam sobie „Kuchnię polską”, bardzo dobry opis w blogu „Z pierwszego tłoczenia” oraz porady w Internecie i ukisiłam na początek pół główki. Okazało się, że kiszenie kapusty to żadna filozofia, a smakuje naprawdę świetnie. Zachęcam do samodzielnego kiszenia. Dodatkowo taka dobra kapusta na kolację wigilijną jest bezcenna.

Kapusta kiszona

 

Kapusta kiszona powstaje pod wpływem bakterii kwasu mlekowego. Bakterie te powodują fermentację. Ich produktem ubocznym jest kwas askorbinowy, a więc witamina C.

Najlepiej byłoby zdobyć jakąś kapustę z pewnego źródła albo chociaż od sprzedawcy, który ma dobre warzywa. Chodzi o to, by nasza kapusta nie była przesiąknięta chemią. Główka powinna być zwarta i najlepiej żeby należała do odpowiedniej do kiszenia odmiany białej o stożkowatym kształcie. Można też kisić czerwoną kapustę.

Do kiszenia potrzebny będzie odpowiednio duży kamienny garnek lub duży słój, gruba sól do przetworów (15-20 g na 1 kg kapusty) oraz opcjonalnie listki laurowe, kminek, koper, nasiona jałowca, starta na tarce marchewka, jabłko lub żurawiny. Składniki te można włożyć między warstwy kapusty. Ja użyłam jedynie soli do mojej kapusty, ale można sobie urozmaicić.

Garnek wyparzyć wrzątkiem i trochę obsuszyć, po czym przystąpić do dzieła. Kapustę umyć, usunąć z niej wierzchnie liście, po czym podzielić na ćwiartki i cieniutko poszatkować. Ja użyłam szatkownicy do warzyw.

Sól sypać warstwami aby była rozmieszczona w kapuście równomiernie. Chodzi o to, by zahamować rozwój szkodliwych bakterii. Gdy już całość znajduje się w garze, kapustę należy porządnie ubić. Na filmach można zobaczyć jak na wsiach kobiety udeptywały kapustę, bo trzeba ugnieść ją na tyle mocno aby wydzielił się sok. Sok chroni kapustę przed dostępem powietrza i zepsuciem.

Dobrze ubitą kapustę trzeba przykryć talerzykiem i jeszcze czymś ciężkim – ja użyłam kamienia.

Naczynie z kapustą trzeba zostawić na 2-3 dni w temperaturze pokojowej (ok. 20 st. C), a następnie przenieść je na kilka dni do piwnicy lub do innego chłodnego miejsca, do temperatury nie wyższej niż 12 st. C. Na powierzchni kapusty powinna pojawić się piana świadcząca o tym, że rozpoczęła się fermentacja. Wówczas należy kapustę „przebić”. Polega to na nakłuwaniu w kilku miejscach kiszonki, aby odprowadzić powstały gaz. Ukiszoną kapustę przechowujemy w lodówce.

Uwaga: kapusta musi być przez cały czas pokryta sokiem, gdyż inaczej będzie się psuła. Jeśli zdarzy się, że pomimo porządnego ugniatania soku będzie za mało – należy dodać troszkę przegotowanej, ostudzonej i osolonej wody.

Jeżeli na powierzchni pojawiłaby się pleśń – należy ją usuwać (u mnie się nie pojawiła, ale w książce piszą, że może się tak zdarzyć).

 

 

 

Żurawina z gruszkami do mięs

18.11.2012

Według tego przepisu można robić żurawiny, borówki lub jarzębinę. Jeśli chcemy uzyskać dżem, to trzeba dodać po prostu trochę więcej cukru i gruszek.

 

Żurawina do mięs

 

1 kg żurawiny

1 szklanka wody

0,5 kg – 0,8 kg cukru

1/2 kg twardych gruszek

1/2 szklanki wody

1/4 szklanki cukru

 

Żurawinę lekko podgotować i trochę odparować wodę. Zasypać 0,5 kg cukru (do 0,8 kg).

Na drugi dzień pokroić na kawałki gruszki (obrane i bez gniazd nasiennych) i zagotować w  syropie zrobionym z 1/2 szklanki wody i 1/4 szklanki cukru. Następnie połączyć z żurawinami i podsmażać mieszając drewnianą łyżką 3-5 dni (codziennie niezbyt długo) na głębokiej patelni, aż do odparowania wody i zeszklenia owoców. Nałożyć do gorących wyparzonych słoików i studzić do góry dnem.

 

 

 

Pomidory Kass

08.09.2012

Jak nie było o pomidorach, to nie było. Za to teraz jest cała pomidorowa seria.

Któż nie pamięta uroczej piosenki „Addio pomidory” śpiewanej przez Michnikowskiego? Coś w tych pomidorach jest, że artyści piszą o nich piosenki, a pisarze opisują w literaturze.

Przepis na pomidory w kawałkach Kass ze strony „Smaki i aromaty” jest po prostu genialny. Przetwarza się je szybko i przyjemnie, a potem można z nich zrobić wszystko. Po co kupować te konserwowane w puszkach, skoro można mieć pyszne i zdrowe w słoikach? Zachęcam do zrobienia ich, bo stopień trudności jest zerowy, a efekty świetne.

 

Pomidory Kass

 

pomidory

sól

oliwa

 

Pomidory sparzyć i obrać ze skórki. Wyciąć część z szypułką i pokroić w półplasterki. Układać w umytych słoikach (nie ugniatać) tyle, ile się zmieści. Wierzchy polać łyżką oliwy i troszeczkę osolić. Nie dokręcając pokrywek ustawić w garnku wyłożonym ściereczką i wypełnionym zimną wodą sięgającą do 3/4 wysokości słoików. Podgrzewać do chwili, gdy woda w garnku zacznie wrzeć, a następnie zmniejszyć ogień, aby woda lekko bulgotała i pasteryzować 25 minut pod przykryciem.

 

Słoiki wyjąć, dokręcić wieczka i ułożyć do góry dnem. Po ostygnięciu odwrócić.