Archiwum kategorii: Sosy, dipy

Przedświątecznie

Weekend był prześliczny i wręcz letni. Miałam wrażenie, że całe miasto wyruszyło na słońce. Marzy mi się taka pogoda na Wielkanoc. Myślę już, co by tu zrobić dobrego do jedzenia.

Nie wiem, czy Tatarzy w ogóle widzieli taki sos, ale często i chętnie jest podawany na świąteczny stół obok chrzanu, musztardy i majonezu. Świetnie pasuje do jajek, wędlin czy ryb. Dlatego pomyślałam sobie, że trzeba przetestować różne przepisy na sos tatarski. Smakował mi sos z bloga http://poproszedokladke.pl i dzisiaj właśnie ten sos.

Sos tatarski

10 bardzo małych ogóreczków konserwowych lub 5 trochę większych

10 małych grzybków konserwowych

2 łyżki posiekanego drobnego szczypiorku

2 łyżki posiekanego koperku

4 łyżki gęstego jogurtu naturalnego

2 łyżki majonezu

1 łyżeczka ostrej musztardy, np. Dijon

1/2 łyżeczki cukru

spora szczypta pieprzu

ewentualnie odrobina soli

Ogórki i grzybki dosyć drobno posiekać, ale nie na papkę.

Jogurt wymieszać z majonezem i musztardą. Dodać cukier i pieprz, a następnie posiekany szczypiorek i koperek oraz ogórki i grzybki. Całość wymieszać i w razie potrzeby dodać troszkę soli.

Przed podaniem schłodzić w lodówce.

Wpis z 03.04.2017 r.

P1010011-003.JPG

Tzatziki (kuchnia grecka)

Lato w mieście może zmęczyć jedynie upałami w nagrzanych murach, ale w tym roku jest pod tym względem dość ulgowo. Niebo często się chmurzy i pada deszcz. Patrzę na moje miasto, gdzie przerzedzony wakacjami ruch samochodowy pozwala nareszcie na normalne przejazdy, ale akcja zmniejszenia liczby reklam nie powiodła się. Większe banery zajmuje przeważnie Robert Lewandowski reklamujący różne rzeczy, ale mniejszych i całkiem małych ogłoszeń jest mnóstwo. W drodze do domu robią na mnie największe wrażenie głównie dwa, przyklejone do barierek przy jezdni. Jedno, dosyć przerażające, dał chyba jakiś Hun wyposażony w buldożer. Jest krótkie i zdecydowane: „Wykopię, wyburzę, wyrównam”. Aż mi ciarki po plecach chodzą, gdy to czytam. Drugie ogłoszenie przykleił chyba sam Bill Gates, bo kogo innego byłoby na to stać? Brzmi ono: „Kupię wszystkie samochody”. Co on zrobi z tymi samochodami, jak już kupi wszystkie?

Moje ulubione ogłoszenie wisiało na tablicy koło czyjegoś domu przy drodze z Warszawy do Stefanowa. Strasznie je lubiłam, ale w tym roku zniknęło, więc pokażę Wam zdjęcie archiwalne. Numery telefonów usunęłam, żeby nie było.

Latem bardzo lubię grecki sos tzatziki. Szybki, bezproblemowy i pyszny, a pasuje prawie do wszystkiego – do pieczywa, do kotletów warzywnych i mięsnych, do warzyw, do pieczonych ziemniaków, do dań z grilla. Tym razem zrobiłam go do kotlecików z bobu z ziemniakami. Sosik robi się właściwie „na oko”, ale podaję uśredniony przepis.

Tzatziki

400 g gęstego jogurtu greckiego

1 średni ogórek

1 ząbek czosnku

sól i świeżo zmielony pieprz

Ogórek obrać, zetrzeć na tarce „w łezkę” i wymieszać z jogurtem. Dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, sól i pieprz. Dobrze byłoby troszkę ten sosik schłodzić i dać mu trochę czasu, żeby się „przegryzł”, ale można podawać od razu, gdy jogurt wyjmiemy z lodówki.

Właściwie powinno się posolić startego ogórka, odstawić i wylać sok, ale ja uważam sok za tak cenny, że tego nie robię. Najwyżej sosik będzie troszkę mniej gęsty. Niektórzy dodają do tzatziki trochę octu vinaigrette. Też będzie pyszny.

Wpis z 27.07.2016 r.

PB100031.JPG

Pinda Satésaus

Szybko, szybko, pracuj szybciej, wszystko rób szybciej, żyj szybciej, bo się spóźnisz. Na co? Nie wiadomo, ale rzeczywiście nie mam na nic czasu. Przedwczoraj pracowałam ponad 11 godzin, wczoraj także. Pod koniec dnia wczorajszego czułam się jak bohaterka nowelki Konopnickiej albo jakiś Łysek z pokładu Idy. Do poduszki przeczytałam sobie parę stron pięknej książki Johna Grogana „Marley i ja”. Jest tak wciągająca, że chętnie bym przeczytała całą od razu, ale ze zmęczenia zasypiałam prawie natychmiast.

Marley jest rozbrykanym neurotycznym labradorem retrieverem, dewastującym z rozpędu dom swoich właścicieli, a oni wytrzymują wszystkie próby, którym ich poddaje. Gdy czytałam, od razu przypominał mi się wyżeł, którego kiedyś miałam. Też potrafił mocno brykać, ale nigdy szczęśliwie nie rujnował otoczenia.

Teraz z lenistwa wolałabym mieć kota, ale gdy tylko o tym wspomnę, MDK natychmiast stanowczo się sprzeciwia argumentując, że ma uczulenie na psy. Następnie potrafi długo opowiadać, jak w towarzystwie psa dusi się i robi czerwony. Według tej pokrętnej logiki nie mogę mieć kota, bo on ma uczulenie na psy. Prawdopodobnie w ten podstępny sposób chce zapobiec chęci wzięcia zarówno kota, jak i psa. Teraz nie próbuję dyskutować, bo w ostatnim okresie nie miałam za bardzo czasu nawet na gotowanie.

Jeśli chodzi o Pinda Satésaus, to bardzo mi smakuje. Wyczytałam, że zasadniczo pochodzi z Indonezji, ale jest bardzo popularny w Holandii. Ten gęsty sos stosowany jest do mięsa, a nawet frytek. Mnie do frytek nie pasuje, ale do mięsa jak najbardziej. Przepis znalazłam na blogu FryturaWołowa.pl.

Pinda Satésaus

1 łyżka masła

1 ząbek czosnku

1/2 łyżeczki mielonej trawy cytrynowej

1/2 łyżeczki mielonych nasion kolendry

1/2 łyżeczki mielonych papryczek chili

1/2 łyżeczki cukru

1/2 łyżeczki soku z cytryny

350 g masła orzechowego, kremowego

60-120 ml Ketjap Manis (słodki sos sojowy)

250 ml wody

W małym garnuszku rozgrzać masło, dodać posiekany czosnek, trawę cytrynową, kolendrę, chili, cukier i sok cytrynowy. Mieszać, aż masło się rozpuści. Dodać masło orzechowe, sos sojowy i dobrze wymieszać.

Stopniowo dodawać wodę – sos nie może być ani zbyt wodnisty, ani zbyt gęsty.

Gotowy sos podawać w małej miseczce.

Wpis z 04.10.2014 r.

Nachos z salsą

Pokropiło trochę i ludzie odsapnęli od upałów. Ja się do tych ludzi nie zaliczam, bo nieodmiennie lubię upały i jak dla mnie mogłyby trwać cały rok. Właściwie powinnam trwale zmienić położenie geograficzne i przenieść się gdzieś na południe. Niekoniecznie do Grójca. Dużo dalej – tam, gdzie zawsze jest ciepło.

W moim starym notesie mam przepis na nachos taki nie-wiadomo-skąd. Nie jestem pewna, czy to są prawdziwe meksykańskie nachos, czy może raczej chrupki à la nachos, ale robiłam je kilka razy i są bardzo dobre. Gdyby komuś się nie spodobały, to zawsze istnieje możliwość zrobienia innych z tortilli albo kupienia gotowych. Wychodzi ich naprawdę dużo, więc można zrobić więcej salsy albo dipu. O moich przepisach sobie przypomniałam, bo 1) Agata podrzuciła mi przepis na bardzo dobry dip z awokado 2) jest gorąco, a to dobre jedzenie na upały.

Przepis na salsę pochodzi od kwiate…

Nachos

1 szklanka mąki pszennej

1 szklanka mąki kukurydzianej

1 jajko

100 ml letniej wody (wzięłam dużo mniej)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

sól, pieprz, kurkuma

olej do smażenia

Ze wszystkich składników zagnieść ciasto. Podzielić na 2 części. Każdą bardzo cienko rozwałkować na grubość 1 mm. Dużym kubkiem wycinać koła, każde dzielić na 6 trójkątów. Nachos smażyć bardzo krótko na mocno rozgrzanym oleju. Podawać z salsą lub z dipami.

Salsa 

1 puszka krojonych pomidorów

1/2 czerwonej cebuli

3 ząbki czosnku (wzięłam 1)

1 papryczka chili

1 pomidor

1 papryka czerwona

1/2 papryki zielonej

3 łyżki keczupu

1/2 łyżeczki sosu chili

2 łyżeczki miodu

4 łyżeczki papryki słodkiej

1 łyżeczka papryki ostrej

2 łyżeczki posiekanej bazylii

1 łyżeczka oregano

3 łyżeczki soku z cytryny

olej do duszenia warzyw

Cebulę, czosnek i papryczkę chili drobno posiekać i poddusić na oleju. Dodać do pomidorów z puszki. Chwilkę dusić razem. Pomidor obrać ze skórki, pokroić, dodać do sosu i zmiksować.

Paprykę czerwoną i zieloną bardzo drobno pokroić, zeszklić na oleju, dodać do sosu. Następnie dodać pozostałe składniki i gotować ok. 30 minut. Odstawić na 1 godzinę, żeby się „przegryzło”. Można podawać na ciepło lub na zimno.

Dip z awokado

1 awokado

200 g gęstego jogurtu greckiego

1 ząbek czosnku

trochę soku z cytryny

sól, pieprz

Awokado obrać, wyjąć pestkę, miąższ rozgnieść widelcem i skropić sokiem z cytryny, by nie ściemniało. Wymieszać z jogurtem, solą i pieprzem. Przed podaniem schłodzić w lodówce przynajmniej 15 minut.

Wpis z 08.08.2014 r.

Majonez

Gdy go robiłam po raz pierwszy, zupełnie mi nie wyszedł. Miałam 16 czy 17 lat i nigdy później w swoim życiu nie czułam się taka mądra, jak wtedy. Po prostu wpadło nastolatce do głowy żeby zrobić majonez, wzięłam jajka z lodówki i… majonez oczywiście się zwarzył.

Nieczęsto robię majonez w domu, ale pamiętam tamto doświadczenie. Teraz jestem już tak ostrożna, że jajka wyjmuję z lodówki w przeddzień i chowam do szafki. I o to właśnie chodzi – żeby majonez się udał, jajka muszą mieć temperaturę pokojową. Drugą ważną rzeczą jest dodawanie oleju lub oliwy – dosłownie po kropelce. Kiedy przestrzega się tych dwóch warunków, majonez nie może się nie udać. Samo wykonanie trwa około 10 minut.

Majonez

2 żółtka

250 ml oliwy lub oleju

2-3 łyżeczki soku z cytryny lub octu (ja używam pół na pół sok z cytryny i ocet jabłkowy)

1 łyżeczka cukru pudru

sól, pieprz biały do smaku

Jajka umyć (można sparzyć) i wytrzeć do sucha. Żółtka utrzeć ze szczyptą soli (najlepiej mikserem). Nie przerywając ucierania, dodawać po kropelce olej, a gdy masa zgęstnieje, dodać sok z cytryny lub ocet i, po trochu, resztę oleju. Jeśli chcemy uzyskać majonez dekoracyjny, a zaczyna robić się zbyt rzadki, można dodać nieco mniej oleju. Na koniec doprawić cukrem, solą i pieprzem. Jeśli okaże się, że majonez jest za mało pikantny, można dodać jeszcze trochę octu (niektórzy dodają musztardę, ale ja tego nie robię).

Wpis z 30.03.2014 r.